piątek, 20 lipca 2012
info
Zawieszam tego bloga na czas bliżej nieokreślony. Straciłam póki co wenę i ciężko mi się go piszę. Wrócę jak najszybciej będę mogła, a może założę jakiegoś nowego :) x
środa, 27 czerwca 2012
#10 "More than this"
Ja i X factor? No nie wiem, to jakoś do siebie nie pasuje. Ten mój skrzeczący głos i X factor? Nie, to też nie. Moja osobowość i telewizyjne show? Także nie. Więc gdzie do cholery jest jakieś powiązanie? Co mu przyszło do tego lokatego łba?
Spoglądam na niego krzywo.
-Ciebie to chyba trzeba wysłać do specjalnego lekarza.
-Ale dlaczego?- siada i podskakuje na moim łóżku, wyraźnie podekscytowany swoim pomysłem.
-Chyba miałeś zatkane uszy, jak śpiewałam.
-Idiotka- prycha, podchodzi do mojej komody i zaczyna oglądać zdjęcia.
-Tak Harry, ja też cię kocham- rzucam w niego poduszką i przypadkowo trafiam w jedno ze zdjęć, które spada na dywan.
-A to co?- podnosi zdjęcie- To ty?
Zrywam się z łóżka, niczym ninja.
-Nie...to moja koleżanka z dzieciństwa...
-Nie kłam. Widziałem twoje zdjęcie na szafce nocnej, jak byliśmy na nartach. Wyglądasz tu identycznie- szczerzy się- Skąd wytrzasnęłaś ten mikrofon, skoro nie śpiewasz?
-Nie powiedziałam, że nie śpiewam...
-A i tu cię mam!
-Harry, ty nie rozumiesz - wzdycham i siadam z powrotem na łóżku.
-To mi wytłumacz- kuca przede mną i opiera swoje ręce na moich kolanach.
-Uraz z dzieciństwa- unikam jego wzroku.
-Jass- unosi moją brodę.
-Naprawdę, jedna głupia zazdrośnica w podstawówce...
-Mhm...co z nią?
Poddaję się.
-Miałyśmy wystąpić na zakończenie roku w piątej klasie, to miał być duet. Wszystko było pięknie, obydwie byłyśmy uradowane, jak nigdy dotąd. Nie wiedziałam tylko, że ona udaje. Jej jak zawsze było za mało. Kiedy usłyszałyśmy pierwsze dźwięki piosenki, ona uśmiechnęła się szyderczo i wyszła pierwsza. Podreptałam za nią. Pierwsza zwrotka była moja, wykonałam ją tak, jak miałam. Potem nie dała już dojść mi do słowa...
-Jak to?
-Właśnie tak. Śpiewała to, co ja miałam śpiewać.
-Trzeba było coś z tym zrobić!
-Och, próbowałam. Tylko że ona miała silniejszy głos. Sam widzisz, nie śpiewam najlepiej.
-Żartujesz?! To było tyle lat temu. No i nie każdy jest idealny, prawda?
Silę się na uśmiech. Jak on to robi, że zawsze mi poprawi humor. To chyba magia prawdziwego przyjaciela. Opieram czoło o jego czoło. Chyba się orientuje, że już jest lepiej, bo mocno mnie przytula i wstaje.
-Idziemy coś zjeść?- rzuca.
-Jest przed dziesiątą!
-I co? Jestem głodny- wzrusza ramionami.
-To chodź do mnie do kuchni.
-Nie! Preferuję Nandos.
-Byłam tam dzisiaj- krzywię się na wspomnienie mojej towarzyszki.
-To McDonald.
Oczywiście w końcu ulegam. Zamieniam piżamę na czarne rurki i granatową bluzę od Harry'ego, którą specjalnie wpakowałam do swojej walizki jeszcze podczas pobytu na nartach, za bardzo mi się podobała. Harry od razu się orientuje i robi mi wyrzuty z tego powodu, bo to podobno jedna z jego ulubionych bluz, ale i tak mi jej nie zabiera. Zadowolona z siebie naciągam na nogi kolorowe skarpetki i czarne trampki. Włosy związuje w kucyka i ciągnę lokatego za sobą. Rodzice i Sasha siedzą w swoich pokojach, więc na całe szczęście nie zauważają mojego wyjścia. Staram się zachowywać najciszej, jak potrafię. Gdy jesteśmy już na ulicy, zaczynam się zastanawiać, czy jednak nie powinnam ich poinformować o moim wyjściu, z Harrym mogliby mnie puścić. Ostatecznie jednak się nie cofam. Specjalnie wybieram drogę obok domu Grayce. Wiem, że zawsze o tej porze siedzi na parapecie i czyta książkę. Na pewno nas zauważy.
-Dlaczego idziemy na około?- pyta Harry.
-Żeby dłużej pospacerować- wymiguję się i uśmiecham na widok domu mojej przyjaciółki. Kątem oka zauważam ją w oknie.
-Nie chcę mi się nic jeść- odzywam się specjalnie, żeby nas usłyszała.
-Ty to powinnaś w ogóle zacząć jeść- komentuje Harry.
-No przestań, wcale nie jestem taka chuda- irytuje się.
-Nie, tylko wystają ci obojczyki, kości biodrowe i w ogóle wszystkie możliwe kości.
-Skąd ty wiesz, że wystają mi kości biodrowe?- powstrzymuję się od śmiechu.
Grayce nas zauważyła, odłożyła książkę na kolana i spogląda przez okno. Udaję, że rozwiązał mi się but i kucam, żeby na dłużej zatrzymać się pod jej domem.
-Basen.
A tak, podczas ferii wybraliśmy się na basen, pamiętam.
-Nieważne. I tak nie chce mi się jeść, mogłabym się napić.
-Soczku?- pyta Harry znacząco.
-Tak, takiego z procentami.
-Znam jeden sklep, gdzie sprzedają takie cuda.
Ze śmiechem wskakuję mu na barana.
-To prowadź.
Oczywiście prowadzi nas do sklepu, do którego sama bym poszła w pierwszej kolejności. Ekspedientka bez żadnych problemów sprzedaje nam cztery piwa. Idziemy usiąść na moście i otwieramy 'butelką o butelkę'.
Rozkoszuję się smakiem mojego ulubionego jabłkowego piwa. Wciąż nie wplatamy z Harrym do naszej rozmowy Grayce, mamy wiele innych tematów. Nasz śmiech niesie się po całej stolicy. Nawet nie zauważamy, kiedy nasze butelki stają się puste. W ogóle nie wiemy, co się dzieje w okół nas. Jedyny dźwięk, który wybija się ponad inne, to syrena. Policyjna syrena. Odwracam powoli głowę i szarpię Harry'ego za rękaw koszuli.
-Chyba mamy problem.
__________
Woo matko, jest ten felerny 10 rozdział. Podoba się ? :)
Ja wiem, że skarżycie się, że za krótkie, ale wolę takie pisać. Może kiedyś walnę takim jednym długim :D
Teraz zapraszam Was na mojego bloga. O mnie. http://www.timef0rchanges.blogspot.com/ :)
I jeśli mogłabym Was prosić polajkujcie stronkę: http://www.facebook.com/EjKusiszMnie :)
NO I PROSZĘ O KOMENTARZE POD TYM ROZDZIAŁEM :) x
Spoglądam na niego krzywo.
-Ciebie to chyba trzeba wysłać do specjalnego lekarza.
-Ale dlaczego?- siada i podskakuje na moim łóżku, wyraźnie podekscytowany swoim pomysłem.
-Chyba miałeś zatkane uszy, jak śpiewałam.
-Idiotka- prycha, podchodzi do mojej komody i zaczyna oglądać zdjęcia.
-Tak Harry, ja też cię kocham- rzucam w niego poduszką i przypadkowo trafiam w jedno ze zdjęć, które spada na dywan.
-A to co?- podnosi zdjęcie- To ty?
Zrywam się z łóżka, niczym ninja.
-Nie...to moja koleżanka z dzieciństwa...
-Nie kłam. Widziałem twoje zdjęcie na szafce nocnej, jak byliśmy na nartach. Wyglądasz tu identycznie- szczerzy się- Skąd wytrzasnęłaś ten mikrofon, skoro nie śpiewasz?
-Nie powiedziałam, że nie śpiewam...
-A i tu cię mam!
-Harry, ty nie rozumiesz - wzdycham i siadam z powrotem na łóżku.
-To mi wytłumacz- kuca przede mną i opiera swoje ręce na moich kolanach.
-Uraz z dzieciństwa- unikam jego wzroku.
-Jass- unosi moją brodę.
-Naprawdę, jedna głupia zazdrośnica w podstawówce...
-Mhm...co z nią?
Poddaję się.
-Miałyśmy wystąpić na zakończenie roku w piątej klasie, to miał być duet. Wszystko było pięknie, obydwie byłyśmy uradowane, jak nigdy dotąd. Nie wiedziałam tylko, że ona udaje. Jej jak zawsze było za mało. Kiedy usłyszałyśmy pierwsze dźwięki piosenki, ona uśmiechnęła się szyderczo i wyszła pierwsza. Podreptałam za nią. Pierwsza zwrotka była moja, wykonałam ją tak, jak miałam. Potem nie dała już dojść mi do słowa...
-Jak to?
-Właśnie tak. Śpiewała to, co ja miałam śpiewać.
-Trzeba było coś z tym zrobić!
-Och, próbowałam. Tylko że ona miała silniejszy głos. Sam widzisz, nie śpiewam najlepiej.
-Żartujesz?! To było tyle lat temu. No i nie każdy jest idealny, prawda?
Silę się na uśmiech. Jak on to robi, że zawsze mi poprawi humor. To chyba magia prawdziwego przyjaciela. Opieram czoło o jego czoło. Chyba się orientuje, że już jest lepiej, bo mocno mnie przytula i wstaje.
-Idziemy coś zjeść?- rzuca.
-Jest przed dziesiątą!
-I co? Jestem głodny- wzrusza ramionami.
-To chodź do mnie do kuchni.
-Nie! Preferuję Nandos.
-Byłam tam dzisiaj- krzywię się na wspomnienie mojej towarzyszki.
-To McDonald.
Oczywiście w końcu ulegam. Zamieniam piżamę na czarne rurki i granatową bluzę od Harry'ego, którą specjalnie wpakowałam do swojej walizki jeszcze podczas pobytu na nartach, za bardzo mi się podobała. Harry od razu się orientuje i robi mi wyrzuty z tego powodu, bo to podobno jedna z jego ulubionych bluz, ale i tak mi jej nie zabiera. Zadowolona z siebie naciągam na nogi kolorowe skarpetki i czarne trampki. Włosy związuje w kucyka i ciągnę lokatego za sobą. Rodzice i Sasha siedzą w swoich pokojach, więc na całe szczęście nie zauważają mojego wyjścia. Staram się zachowywać najciszej, jak potrafię. Gdy jesteśmy już na ulicy, zaczynam się zastanawiać, czy jednak nie powinnam ich poinformować o moim wyjściu, z Harrym mogliby mnie puścić. Ostatecznie jednak się nie cofam. Specjalnie wybieram drogę obok domu Grayce. Wiem, że zawsze o tej porze siedzi na parapecie i czyta książkę. Na pewno nas zauważy.
-Dlaczego idziemy na około?- pyta Harry.
-Żeby dłużej pospacerować- wymiguję się i uśmiecham na widok domu mojej przyjaciółki. Kątem oka zauważam ją w oknie.
-Nie chcę mi się nic jeść- odzywam się specjalnie, żeby nas usłyszała.
-Ty to powinnaś w ogóle zacząć jeść- komentuje Harry.
-No przestań, wcale nie jestem taka chuda- irytuje się.
-Nie, tylko wystają ci obojczyki, kości biodrowe i w ogóle wszystkie możliwe kości.
-Skąd ty wiesz, że wystają mi kości biodrowe?- powstrzymuję się od śmiechu.
Grayce nas zauważyła, odłożyła książkę na kolana i spogląda przez okno. Udaję, że rozwiązał mi się but i kucam, żeby na dłużej zatrzymać się pod jej domem.
-Basen.
A tak, podczas ferii wybraliśmy się na basen, pamiętam.
-Nieważne. I tak nie chce mi się jeść, mogłabym się napić.
-Soczku?- pyta Harry znacząco.
-Tak, takiego z procentami.
-Znam jeden sklep, gdzie sprzedają takie cuda.
Ze śmiechem wskakuję mu na barana.
-To prowadź.
Oczywiście prowadzi nas do sklepu, do którego sama bym poszła w pierwszej kolejności. Ekspedientka bez żadnych problemów sprzedaje nam cztery piwa. Idziemy usiąść na moście i otwieramy 'butelką o butelkę'.
Rozkoszuję się smakiem mojego ulubionego jabłkowego piwa. Wciąż nie wplatamy z Harrym do naszej rozmowy Grayce, mamy wiele innych tematów. Nasz śmiech niesie się po całej stolicy. Nawet nie zauważamy, kiedy nasze butelki stają się puste. W ogóle nie wiemy, co się dzieje w okół nas. Jedyny dźwięk, który wybija się ponad inne, to syrena. Policyjna syrena. Odwracam powoli głowę i szarpię Harry'ego za rękaw koszuli.
-Chyba mamy problem.
__________
Woo matko, jest ten felerny 10 rozdział. Podoba się ? :)
Ja wiem, że skarżycie się, że za krótkie, ale wolę takie pisać. Może kiedyś walnę takim jednym długim :D
Teraz zapraszam Was na mojego bloga. O mnie. http://www.timef0rchanges.blogspot.com/ :)
I jeśli mogłabym Was prosić polajkujcie stronkę: http://www.facebook.com/EjKusiszMnie :)
NO I PROSZĘ O KOMENTARZE POD TYM ROZDZIAŁEM :) x
piątek, 15 czerwca 2012
#9 It's time for future.
-Mogę spytać o to samo- duka Harry. Po jego minie widzę, że jest wyraźnie zakłopotany. Wstaje, podchodzi do mnie i mocno przytula. Odwzajemniam uścisk. Czuję, jak przybliża wargi do mojego ucha.
-Nie mów jej o mojej orientacji- szepcze- Potem ci wszystko wytłumaczę.
Nie powiem, żeby podobała mi się ta sytuacja, ale mimowolnie się uspokajam. Odsuwam go delikatnie od siebie i patrzę w jego zielone oczy. Są pełne bólu i smutku. To dziwne, bo gdy przenoszę wzrok na Grayce, widzę zupełne przeciwieństwo. Mam w ogóle wrażenie, że jej oczy ciskają w nas błyskawicami. Jest wściekła i powstrzymuje się od tego, żeby opuścić w tej chwili mój dom. Grayce nigdy nie była osobą, która potrafiła ukrywać emocje. Chcę wiedzieć, o co chodzi, ale nie chcę tego usłyszeć teraz, w tej chwili, od ich obojga naraz. Wiem, jak to się skończy. Na pewno każde z nich ma inną wersję zdarzeń, a ja nie mam ochoty być świadkiem kłótni. .
-To ja was może zostawię. Wyjaśnicie sobie, skąd każde z was się tu wzięło- prycham i opuszczam salon.
Wchodzę do kuchni, gdzie siedzą rodzice moi i Harry'ego, oraz Sasha, którzy już na samym początku postanowili zostawić naszą trójkę samą. Tyle że ja też nie miałam tam nic do roboty. Podchodzę do blatu i nalewam sobie szklankę soku pomarańczowego.
-Co jest?- słyszę za plecami głos siostry. Wzruszam ramionami, nie odpowiadam. Idę usiąść przy blacie, ale zatrzymuje mnie dźwięk stłuczonego...czegoś. Odstawiam szklankę, wylewając sok i wpadam do salonu.
-Co tu się...- nie kończę, bo już wszystko wiem- Grayce?
Przyjaciółka nie patrzy mi w oczy, tylko z wściekłością wpatruje się w plecy Harry'ego, który kuca na ziemi i jedną ręką tamuje krwotok na swoich policzku, a drugą zbiera pozostałości po wazonie. Podchodzę do niej, omijając chłopaka.
-To ty zrobiłaś?- zmuszam ją do tego, żeby podniosła na mnie wzrok. Czy widzę ból, urazę, przerażenie, niewinność? Nic z tych rzeczy. Nienawiść i wrogość- to właśnie maluje się w jej oczach- Wyjdź.
Robi to, co jej powiedziałam, ignorując nas wszystkich. Powinnam czuć urazę, ale nie. Zamiast tego prawie, że podbiegam do Harry'ego i odciągam rękę od jego policzka.
-Rzuciła tym w ciebie?
Zauważam tylko delikatne skinięcie. Rana nie jest głęboka, ale brzydka.
-Sasha, zajmij się nim. Zaraz przyjdę, tylko to pozbieram.
Nie odwracam się do niej, ale Harry wstaje i po chwili słyszę już ich kroki na schodach.
Słyszę pukanie do drzwi. Mam dość, nie chcę z nikim rozmawiać. Odkąd wygoniłam Grayce, minęły cztery godziny. Państwo Styles poszli do domu, a ja nie wychodziłam z pokoju. Na zegarku wybija właśnie godzina szósta wieczorem. Zwlekam się z łóżka i narzucam na siebie długi, dzianinowy sweter. Nie mam konkretnego celu, więc schodzę do kuchni i po chwili namysłu robię sobie kanapkę z nutellą i malinową herbatę. Unikam rodziców i siostry, bo w dalszym ciągu nie mam ochoty na żadne rozmowy. Udaje mi się przemknąć nie zauważoną tam i z powrotem. W pokoju znów opadam na łóżko i włączam muzykę. Piosenka Michaela Buble'a zaczyna przyjemnie łaskotać moje uszy. Nie kończy się nawet pierwszy utwór, a mnie już zaczyna to nudzić. Muzykę zamieniam więc na telewizję, ale tam też nic mnie nie satysfakcjonuje. Podejmuję ostatnią próbę, a mianowicie włączam laptopa. Loguję się na twittera, jednak już po chwili żałuję. Nic tylko przesłany dalej tweet Grayce. "Czasem nawet najlepsza przyjaciółka potrafi Cię zaskoczyć". Wściekła, odpisuję jej: @GrayceThompson zdecydowanie się z Tobą zgadzam...
Oczywiście nie otrzymuję odpowiedzi po mimo tego, że moja przyjaciółka jest bardzo aktywna na portalu. Mam dość, co oznajmiam wszystkim osobom, które mnie obserwują przez jednego tweeta. Milion osób zaczyna się pytać, o co chodzi, pocieszać. Znajdują się też takie, wiedzące o mojej przyjaźni z Grayce, które mocno mnie krytykują, stojąc właśnie po jej stronie. Nie odpisuję wszystkim, nie mam ochoty. Moją uwagę przykuwa jednak tweet, od trochę znanego mi już osobnika płci męskiej.
"@Jass co jest?", odczytuję.
"@zaynmalik sprzeczka z przyjaciółką."
Mogłabym mu od razu wszystko opowiedzieć, ale chcę z nim dłużej popisać. Ciekawi mnie, jaki jest i chciałabym się o nim dowiedzieć czegoś więcej.
"@Jass może przenieśmy się na prywatne?"
Od razu przystaję na tą propozycję. Po dwóch godzinach wiem o nim o wiele więcej. Zayn pochodzi z Bradford i ma siedemnaście lat. Jest maniakiem gier komputerowych, ale lubi też śpiewać.Ma trzy siostry; dwie starsze i jedną młodszą. Opowiadam mu też o sobie i oczywiście o mojej kłótni z Grayce. Jest zdecydowanie po mojej stronie, ale twierdzi, że koniecznie muszę z nią porozmawiać. Przy okazji orientuje się, że Harry to ten chłopak od rozmowy na wyciągu i cieszy się, że się przyjaźnimy. Po tej rozmowie chcę go poznać, ale wiem, że z moim szczęściem nie będzie mi to dane.
Przed 21:00 wyłączam laptopa i idę pod prysznic, zimna woda działa na mnie pobudzająco. Włosy traktuję ręcznikiem, po czym zaplatam je w luźny warkocz. Wskakuję w piżamę i jeszcze wcieram w twarz czekoladowy krem. W pokoju czeka na mnie niespodzianka.
-Harry?- prawie że krzyczę.
-Pięknie wyglądasz- puszcza oczko i parska śmiechem. Sięgam po poduszkę i rzucam nią prosto w jego twarz- Ej! Ja ci tu komplementy prawię, a ty co?
Wybucham śmiechem na widok jego oburzonego wyrazu twarzy. Nie chcę rozmawiać o tym, co się dziś wydarzyło. Jeszcze jeden dzień ferii, tego właśnie potrzebuję. Ze śmiechem więc padam na łóżko i sięgam po pilot od wieży. Jedno kliknięcie i znów Michael Buble dzwoni mi w uszach.
-Też go uwielbiasz?- uśmiecha się lokaty i ląduje na łóżku obok mnie.
-Ano.
Przymykam oczy i zaczynam śpiewać. Każdy tekst jego piosenek znam na pamięć. Po chwili z moim głosem zaczyna się mieszać głos mojego towarzysza. Mieszać? W zasadzie to zaczyna dominować, bo mój automatycznie słabnie. Harry śpiewa nieziemsko. Otwieram oczy i zwracam głowę ku niemu. On robi to samo. Sasha świetnie opatrzyła mu ranę na policzku. Widać ślad, ale nie wygląda to źle. Kilka dni i będzie jak nowy.
-Dlaczego ucichłaś? Śpiewaj, bez ciebie mój głos nie brzmi tak dobrze.
-Żartujesz?! Masz głos tysiąc razy lepszy od mojego.
-A w tej bajce były smoki- krzywi się i wpatruje we mnie.
-Że niby mam zacząć śpiewać?- pytam, a on przytakuje- Nie. Sam śpiewaj.
-Zaśpiewam sam...
-Ale?
-Ale tylko wtedy, jeśli zgłosisz się do X factora razem ze mną.
_________________
Hm, X factor? Pewnie domyślacie się co będzie dalej? I tak dużo postaram się zmienić :)
Wybaczcie, że tak długo nie dodawałam, ale miałam ciężkie dni ;c Teraz postaram się trochę szybciej, bo w końcu idą te wakacje, nie ? :) I mam wielką prośbę: proszę o komentarz od każdego, kto przeczyta rozdział. Jestem ciekawa, ile naprawdę was czyta tego bloga :) xx
I mam tu dla Was dwie reklamy. Pierwsza, to fanbook przeze mnie robiony :
http://www.twitlonger.com/show/ho6o2a
( twitcama nie będzie póki co )
a druga, to strona moja i Mariki :) http://www.facebook.com/TomlinsonowaDupaZawszeSpoko lajkujemy :3
Także tego, miłego czytania xx
-Nie mów jej o mojej orientacji- szepcze- Potem ci wszystko wytłumaczę.
Nie powiem, żeby podobała mi się ta sytuacja, ale mimowolnie się uspokajam. Odsuwam go delikatnie od siebie i patrzę w jego zielone oczy. Są pełne bólu i smutku. To dziwne, bo gdy przenoszę wzrok na Grayce, widzę zupełne przeciwieństwo. Mam w ogóle wrażenie, że jej oczy ciskają w nas błyskawicami. Jest wściekła i powstrzymuje się od tego, żeby opuścić w tej chwili mój dom. Grayce nigdy nie była osobą, która potrafiła ukrywać emocje. Chcę wiedzieć, o co chodzi, ale nie chcę tego usłyszeć teraz, w tej chwili, od ich obojga naraz. Wiem, jak to się skończy. Na pewno każde z nich ma inną wersję zdarzeń, a ja nie mam ochoty być świadkiem kłótni. .
-To ja was może zostawię. Wyjaśnicie sobie, skąd każde z was się tu wzięło- prycham i opuszczam salon.
Wchodzę do kuchni, gdzie siedzą rodzice moi i Harry'ego, oraz Sasha, którzy już na samym początku postanowili zostawić naszą trójkę samą. Tyle że ja też nie miałam tam nic do roboty. Podchodzę do blatu i nalewam sobie szklankę soku pomarańczowego.
-Co jest?- słyszę za plecami głos siostry. Wzruszam ramionami, nie odpowiadam. Idę usiąść przy blacie, ale zatrzymuje mnie dźwięk stłuczonego...czegoś. Odstawiam szklankę, wylewając sok i wpadam do salonu.
-Co tu się...- nie kończę, bo już wszystko wiem- Grayce?
Przyjaciółka nie patrzy mi w oczy, tylko z wściekłością wpatruje się w plecy Harry'ego, który kuca na ziemi i jedną ręką tamuje krwotok na swoich policzku, a drugą zbiera pozostałości po wazonie. Podchodzę do niej, omijając chłopaka.
-To ty zrobiłaś?- zmuszam ją do tego, żeby podniosła na mnie wzrok. Czy widzę ból, urazę, przerażenie, niewinność? Nic z tych rzeczy. Nienawiść i wrogość- to właśnie maluje się w jej oczach- Wyjdź.
Robi to, co jej powiedziałam, ignorując nas wszystkich. Powinnam czuć urazę, ale nie. Zamiast tego prawie, że podbiegam do Harry'ego i odciągam rękę od jego policzka.
-Rzuciła tym w ciebie?
Zauważam tylko delikatne skinięcie. Rana nie jest głęboka, ale brzydka.
-Sasha, zajmij się nim. Zaraz przyjdę, tylko to pozbieram.
Nie odwracam się do niej, ale Harry wstaje i po chwili słyszę już ich kroki na schodach.
Słyszę pukanie do drzwi. Mam dość, nie chcę z nikim rozmawiać. Odkąd wygoniłam Grayce, minęły cztery godziny. Państwo Styles poszli do domu, a ja nie wychodziłam z pokoju. Na zegarku wybija właśnie godzina szósta wieczorem. Zwlekam się z łóżka i narzucam na siebie długi, dzianinowy sweter. Nie mam konkretnego celu, więc schodzę do kuchni i po chwili namysłu robię sobie kanapkę z nutellą i malinową herbatę. Unikam rodziców i siostry, bo w dalszym ciągu nie mam ochoty na żadne rozmowy. Udaje mi się przemknąć nie zauważoną tam i z powrotem. W pokoju znów opadam na łóżko i włączam muzykę. Piosenka Michaela Buble'a zaczyna przyjemnie łaskotać moje uszy. Nie kończy się nawet pierwszy utwór, a mnie już zaczyna to nudzić. Muzykę zamieniam więc na telewizję, ale tam też nic mnie nie satysfakcjonuje. Podejmuję ostatnią próbę, a mianowicie włączam laptopa. Loguję się na twittera, jednak już po chwili żałuję. Nic tylko przesłany dalej tweet Grayce. "Czasem nawet najlepsza przyjaciółka potrafi Cię zaskoczyć". Wściekła, odpisuję jej: @GrayceThompson zdecydowanie się z Tobą zgadzam...
Oczywiście nie otrzymuję odpowiedzi po mimo tego, że moja przyjaciółka jest bardzo aktywna na portalu. Mam dość, co oznajmiam wszystkim osobom, które mnie obserwują przez jednego tweeta. Milion osób zaczyna się pytać, o co chodzi, pocieszać. Znajdują się też takie, wiedzące o mojej przyjaźni z Grayce, które mocno mnie krytykują, stojąc właśnie po jej stronie. Nie odpisuję wszystkim, nie mam ochoty. Moją uwagę przykuwa jednak tweet, od trochę znanego mi już osobnika płci męskiej.
"@Jass co jest?", odczytuję.
"@zaynmalik sprzeczka z przyjaciółką."
Mogłabym mu od razu wszystko opowiedzieć, ale chcę z nim dłużej popisać. Ciekawi mnie, jaki jest i chciałabym się o nim dowiedzieć czegoś więcej.
"@Jass może przenieśmy się na prywatne?"
Od razu przystaję na tą propozycję. Po dwóch godzinach wiem o nim o wiele więcej. Zayn pochodzi z Bradford i ma siedemnaście lat. Jest maniakiem gier komputerowych, ale lubi też śpiewać.Ma trzy siostry; dwie starsze i jedną młodszą. Opowiadam mu też o sobie i oczywiście o mojej kłótni z Grayce. Jest zdecydowanie po mojej stronie, ale twierdzi, że koniecznie muszę z nią porozmawiać. Przy okazji orientuje się, że Harry to ten chłopak od rozmowy na wyciągu i cieszy się, że się przyjaźnimy. Po tej rozmowie chcę go poznać, ale wiem, że z moim szczęściem nie będzie mi to dane.
Przed 21:00 wyłączam laptopa i idę pod prysznic, zimna woda działa na mnie pobudzająco. Włosy traktuję ręcznikiem, po czym zaplatam je w luźny warkocz. Wskakuję w piżamę i jeszcze wcieram w twarz czekoladowy krem. W pokoju czeka na mnie niespodzianka.
-Harry?- prawie że krzyczę.
-Pięknie wyglądasz- puszcza oczko i parska śmiechem. Sięgam po poduszkę i rzucam nią prosto w jego twarz- Ej! Ja ci tu komplementy prawię, a ty co?
Wybucham śmiechem na widok jego oburzonego wyrazu twarzy. Nie chcę rozmawiać o tym, co się dziś wydarzyło. Jeszcze jeden dzień ferii, tego właśnie potrzebuję. Ze śmiechem więc padam na łóżko i sięgam po pilot od wieży. Jedno kliknięcie i znów Michael Buble dzwoni mi w uszach.
-Też go uwielbiasz?- uśmiecha się lokaty i ląduje na łóżku obok mnie.
-Ano.
Przymykam oczy i zaczynam śpiewać. Każdy tekst jego piosenek znam na pamięć. Po chwili z moim głosem zaczyna się mieszać głos mojego towarzysza. Mieszać? W zasadzie to zaczyna dominować, bo mój automatycznie słabnie. Harry śpiewa nieziemsko. Otwieram oczy i zwracam głowę ku niemu. On robi to samo. Sasha świetnie opatrzyła mu ranę na policzku. Widać ślad, ale nie wygląda to źle. Kilka dni i będzie jak nowy.
-Dlaczego ucichłaś? Śpiewaj, bez ciebie mój głos nie brzmi tak dobrze.
-Żartujesz?! Masz głos tysiąc razy lepszy od mojego.
-A w tej bajce były smoki- krzywi się i wpatruje we mnie.
-Że niby mam zacząć śpiewać?- pytam, a on przytakuje- Nie. Sam śpiewaj.
-Zaśpiewam sam...
-Ale?
-Ale tylko wtedy, jeśli zgłosisz się do X factora razem ze mną.
_________________
Hm, X factor? Pewnie domyślacie się co będzie dalej? I tak dużo postaram się zmienić :)
Wybaczcie, że tak długo nie dodawałam, ale miałam ciężkie dni ;c Teraz postaram się trochę szybciej, bo w końcu idą te wakacje, nie ? :) I mam wielką prośbę: proszę o komentarz od każdego, kto przeczyta rozdział. Jestem ciekawa, ile naprawdę was czyta tego bloga :) xx
I mam tu dla Was dwie reklamy. Pierwsza, to fanbook przeze mnie robiony :
http://www.twitlonger.com/show/ho6o2a
( twitcama nie będzie póki co )
a druga, to strona moja i Mariki :) http://www.facebook.com/TomlinsonowaDupaZawszeSpoko lajkujemy :3
Także tego, miłego czytania xx
piątek, 1 czerwca 2012
#8 "Cuz we belong together now"
Patrzę na moją bluzkę w kolorze pudrowego różu, którą wyciągam z walizki i zastanawiam się, jak to możliwe, że te dwa tygodnie minęły tak szybko. Dopiero pakowałam się do samochodu i modliłam o to, aby wrócić jak najszybciej. No i mam to, czego chciałam. Siedzę w domu na łóżku uwalonym brudnymi ciuchami, sama. Nie ma już obok mnie Harry'ego, Louisa, czy którejś z jego sióstr. Żadnych żartów, kompletna cisza. Słyszę własne bicie serca, własny oddech. Czy tak już będzie? Czy moja przyjaźń z Harrym była tylko kolejnym etapem w moim życiu, który już się zakończył? Nie pożegnał się ze mną. Kiedy tata zaparkował pod naszym domem, nie wysiadł z auta, tylko wbił wzrok w naszą posesję. Nie spojrzał mi w oczy, nie uśmiechnął się. Tylko pomachał od niechcenia, gdy pan James odpalił ponownie silnik. Ich czarne BMW zniknęło za rogiem.
Nie zadzwoniłam do Grayce, nie powiadomiłam jej o moim powrocie, od razu rzuciłam się na łóżko i, przygnębiona, zasnęłam. Dziś skoro świt zabrałam się za rozpakowywanie i wracanie do codziennego, monotonnego życia. Nie mogłam spać, dręczyły mnie koszmary. Grayce, która zrobiła się cholernie zazdrosna o Harry'ego i wytykała mi, że nie mam dla niej czasu. Harry, który zdecydował się wyjechać do Doncaster, zostawiając mnie samą, twierdząc, że nie możemy się przyjaźnić, bo tylko mu wszystko utrudniam. Drew, który powrócił do świata żywych, ale mnie nie pamiętał. Dla nikogo już nic nie znaczyłam, zostałam całkiem sama i wtedy obudziłam się z krzykiem. Spojrzałam na zegarek, wskazywał trzecią nad ranem. Instynktownie sięgnęłam po telefon, jakby mając nadzieję, że ujrzę tam jakąś nieodebraną wiadomość, czy połączenie. Nic. Opadłam na poduszkę i przeczesałam palcami włosy. Czy gdybym nie pozwoliła Harry'emu tak bardzo mnie poznać, byłoby inaczej? , myślałam. Spałabym teraz słodko, a rano po przebudzeniu złożyła Grayce wizytę i opowiedziała jej wszystko po kolei? Jaki to on jest głupi i jak cieszę się, że już wróciłam?
Teraz wiem, że nie. Nie byłoby inaczej, bo jego nie da się nie lubić. Nie pozostaje mi nic innego, jak przywyknąć do tego, co jest. Kończę pakować ubrania, brudne zanoszę do pralni, a czyste pakuję z powrotem do szafy. Biorę szybki prysznic, który pomaga mi się trochę zregenerować, ubieram ciemne rurki i szary, dzianinowy sweter, rozczesuję włosy i pozwalam im luźno opaść, na nogi wciągam białe skarpetki w szare kropki, a na koniec zakładam mój wisiorek, z którym rozstaję się tylko na noc. Dostałam go od Drew na moje trzynaste urodziny, przywiózł go dla mnie z Hiszpanii, którą odwiedził podczas wymiany międzynarodowej. Srebrny wisiorek kształtem przypominał pierścionek, niby nic szczególnego, ale dla mnie ma on wartość sentymentalną. Nie nakładam na siebie żadnych mazideł, no może nie wliczając czekoladowego kremu do twarzy. Stwierdzam, że niczego nie potrzebuję, skoro nie wybieram się na żadną imprezę. Schodzę po cichu na dół, czuję, jak mój żołądek domaga się o jedzenie. Nie dostaje go jednak tak szybko, jakby chciał, bo już na drugim schodku zatrzymuje mnie głos taty.
-Naprawdę, zachowywała się, jak nie ona. Była wesoła, pogodna, radosna, rozrywkowa- opowiada z nutą ironii w głosie.
-Niemożliwe. Nasza Jasmine?- pyta mama z powątpiewaniem.
-To dzięki Harry'emu- mówi tata- Ma na nią dobry wpływ.
-W takim razie powinni spędzać ze sobą dużo czasu.
Nie słyszę odpowiedzi, ale jestem prawie pewna, że tata przytakuje. Odczekuję chwilę i pokonuję odległość, która dzieli mnie od salonu.
-Dzień dobry rodzinko- silę się na uśmiech. Niech myślą, że przeszłam skuteczną metamorfozę. Zresztą, kto to wie, może rzeczywiście ją przeszłam.
-Dobrze spałaś?- pyta mama, nie kryjąc zadowolenia.
-Nieziemsko- kłamię w żywe oczy i nalewam sobie pomarańczowego soku do szklanki, po czym smaruję gofra konfiturą jagodową.
-Masz na dzisiaj jakieś plany?- zwraca się do mnie tata. Wiem, że liczy na odpowiedź, w której znajdzie się imię mojego nowego przyjaciela, ale niestety, muszę go zawieźć.
-Wypadałoby odwiedzić Grayce, w końcu dosyć długo się nie widziałyśmy.
Nie pada żadna odpowiedź ani komentarz z ich strony. Zauważam, że kogoś brakuje. Sasha.
-Śpi?- ruchem głowy wskazuję puste krzesło mojej siostry.
-Wyszła do Mike'a.
Moja siostra jakiś czas temu zaczęła się spotykać z najlepszym przyjacielem mojego brata. No i dobrze, lubię go. Jestem pewna, że Sasha będzie z nim szczęśliwa. Jest przystojny i inteligentny, wesoły i ambitny chyba niczego więcej nie trzeba.
Wstaję od stołu i zasuwam krzesło. Biorę swój talerz i szklankę i idę włożyć do zmywarki. Następnie kieruję się do holu i wkładam nogi w ciepłe botki. Narzucam na siebie beżowy płaszczyk i rzucam rodzicom krótkie "hej". Do Grayce nie mam daleko, mieszka na tej samej ulicy, zaledwie kilka domów dalej. Pokonuję drogę w trzy minuty i bez użycia dzwonka, otwieram drzwi. Zawsze mówiłam jej, że to niebezpieczne, zostawiać tak otwarte drzwi, ale ona uparcie uważa, że nic się nigdy nie stało, więc nic też się nie stanie.
-Dzień dobry!- krzyczę, po przekroczeniu progu.
-Jasmine!-pisk mojej przyjaciółki roznosi się po całym domu, a trzeba podkreślić, że nie jest on mały. Zbiega ze schodów i wskakuje na mnie. Trochę przypomina mi to przywitanie Harry'ego przez Lou. Szybko jednak staram się odpędzić od siebie to wspomnienie. Cieszę się, że ją widzę. Wreszcie jest obok mnie ktoś, komu mogę powiedzieć wszystko, bez wyjątku.
-Mogłabyś ze mnie zejść?- śmieję się.
-Och, tak, już- wydaje się zakłopotana- Chcesz gdzieś wyjść?
-Proponuję Nandos- odpowiadam natychmiast- Zjadłam tylko jednego gofra.
Grayce zjeżdża mnie wzrokiem.
-No widać! Coś mizernie wyglądasz. Ile schudłaś?
Dopiero teraz zauważam, że moje rurki, które przed wyjazdem były idealnie dopasowane do mojej figury, i za to je lubiłam, teraz dziwnie się marszczą na moich nogach, a pasek od mojego płaszcza jest ewidentnie mocniej zawiązany. Jak mogłam tego nie zauważyć przed wyjściem? Jakoś bym to zatuszowała, a tak naraziłam się tylko na uwagi ze strony Grayce. Zaraz mi zarzuci, że...
-Odchudzałaś się! Wiedziałam! Wykorzystałaś fakt, że nie było mnie tam z tobą! Ile razy mam ci powtarzać, że masz dobrą figurę?
No właśnie.
-Problem w tym...że ja się nie odchudzałam. Nie miałam apetytu i tyle.
-Tak, pewnie...- mruczy i nakłada na siebie kurtkę i buty. Aż mam ochotę odwołać wyjście do Nandos. Boję się jakie zamówienie za mnie złoży. Będzie mnie teraz tuczyć i tuczyć, aż nie odzyskam dawnej wagi. W milczeniu opuszczamy jej mieszkanie.
-Więc?- zaczyna rozmowę.
-Więc co?- udaję, że nie wiem, o co chodzi, ale przecież to jasne, że chce wiedzieć wszystko o chłopaku, który towarzyszył mi przez te dwa tygodnie. Wzdycham, kiedy Grayce patrzy na mnie z politowaniem- No bardzo fajnie, miły chłopak.
-Jass!- przyjaciółka trzepie mnie w ramię- Konkrety!
-Nie ma takich, jakich się spodziewasz- ucinam. Nie powiem jej, że się z nim całowałam, nie powiem jej, że mi się nawet podoba.
-Ale jakieś są.
Ponownie wzdycham, ale zaczynam się nakręcać.
-Zaprzyjaźniliśmy się. Na początku było ciężko, bo traktowałam go jak każdego, ale z czasem się polubiliśmy. Jest bardzo opiekuńczy, pomocny. Opowiedziałam mu o Drew, od razu zrozumiał, zachowuje się, jak starszy brat, no..
-Hej, Jass, przystopuj!
-Przed chwilą chciałaś, żebym ci wszystko opowiedziała- irytuję się.
-Ale ja nie ogarnę wszystkiego naraz- parska śmiechem- Powoli. Zaprzyjaźniliście się- ok. Dlaczego opowiedziałaś mu o Drew?
-To przez Nialla.
-Przez kogo?
Opowiadam jej wszystko po kolei. Od naszego utknięcia na wyciągu, przez poznanie Nialla, moją rozmowę z Harrym na tarasie, nie pomijam liściku blondyna i w końcu docieram do naszej wizyty u Tomlinsonów. Wyraźnie podoba jej się moja historia. Cieszy się z tego, że znalazłam sobie przyjaciela, ale bardziej ciekawi ją Niall.
-Nie masz z nim żadnego kontaktu?
Kręcę głową. Nie mam i pewnie już nigdy się nie spotkamy, bo co z tego, że napisał mi taki list? Oznacza on coś? Nie, to wyraża tylko jego chęci, co do kolejnego spotkania, ale nie mamy nawet jak się umówić. Zresztą on mieszka w Irlandii.
-Ależ ty głupia- mruczy Grayce pod nosem. Nie odpowiadam, bo wiem, że ma rację, ale czy to moja wina, że wtedy nie myślałam logicznie? Wydawało mi się, że nie znamy się dobrze i nie będzie mi go brakować, ale myliłam się, jak zawsze. Wchodzimy do Nandos i siadamy przy naszym ulubionym stoliku. Zamawiam sobie tylko kawałek kurczaka i patrzę, jak Grayce wymawia nazwy miliona dań na sekundę. Łapię się za głowę, bo wiem, że nie zamawia tego tylko dla siebie. Jemy w ciszy. Zastanawiam się, czy gdybym szybciej otworzyła się przed Harrym, nie zachowałabym się tak wobec Nialla? Kto wie, teraz już za późno.
Właśnie otwieram usta, by zacząć jakiś temat, kiedy rozlegają się pierwsze nuty "All u need is love". Wyciągam telefon z kieszeni i omal nie padam trupem, gdy odczytuję imię osoby dzwoniącej.
-Tak?- staram się pozbyć guli w gardle. Odchrząkuję.
-Cześć!- słyszę wesoły głos- Rozpakowana?
-Mhm- mruczę- Zaczynam przyzwyczajać się do monotonnego życia.
-O, to bardzo niedobrze!- Niemal widzę, jak grozi mi w tej chwili palcem- Naprawdę bardzo niedobrze.
-A to dlaczego?
-Bo właśnie się do ciebie wybieram!- wykrzykuje i rozłącza się. Sprawdzam jeszcze raz listę połączeń, chcąc się upewnić, czy ta rozmowa nie była przypadkiem jakimś moim urojeniem, ale nie. Chowam iPhone'a do kieszeni.
-No to ładnie- wzdycham.
-Co jest?- pyta Grayce z pełną buzią.
-Harry zaraz u mnie będzie, musimy wracać.
Boję się tego spotkania, sama nie wiem, dlaczego. Przecież spędziłam z nim ponad dwa tygodnie i było naprawdę świetnie. Poza tym jesteśmy przyjaciółmi. Mimo wszystko- boję się.
Kiedy jesteśmy już pod domem, zauważam samochód pana James'a. Musieli niedawno przyjechać. Staram się przywołać na twarz uśmiech. Zerkam na Grayce, która dla odmiany nie musi tego udawać. Cieszy się, że pozna mojego przyjaciela. Drzwi otwiera nam Sasha.
-Jej, miałaś rację, jest cudowny- szczerzy się moja siostra na dzień dobry, co pomaga mi pozytywnie nastawić się do tego spotkania. Ściągamy buty, płaszcze i wchodzimy do salonu. Harry siedzi na kanapie i żartuje z moją mamą. Wygląda jak zawsze; szeroki bielutki uśmiech, niesfornie opadające mu na czoło, kręcone włosy. Ma na sobie granatową marynarkę i czarne rurki. To wystarcza. Już chcę się rzucić na niego z okrzykiem radości, kiedy zatrzymuje mnie głos przyjaciółki, wpatrzonej w lokatego.
-Co ty tu robisz?- syczy.
___________
No i jak ? Trochę namieszałam, co? :) Ale pewnie byłoby nudno, gdybym czegoś nie zrobiła. Staram się, żeby w każdym rozdziale było coś ciekawego. Daję radę ? :)
Dziękuję Wam za ponad 4000 wejść, za komentarze i za to, że jesteście ze mną.
Love yaa xx
Nie zadzwoniłam do Grayce, nie powiadomiłam jej o moim powrocie, od razu rzuciłam się na łóżko i, przygnębiona, zasnęłam. Dziś skoro świt zabrałam się za rozpakowywanie i wracanie do codziennego, monotonnego życia. Nie mogłam spać, dręczyły mnie koszmary. Grayce, która zrobiła się cholernie zazdrosna o Harry'ego i wytykała mi, że nie mam dla niej czasu. Harry, który zdecydował się wyjechać do Doncaster, zostawiając mnie samą, twierdząc, że nie możemy się przyjaźnić, bo tylko mu wszystko utrudniam. Drew, który powrócił do świata żywych, ale mnie nie pamiętał. Dla nikogo już nic nie znaczyłam, zostałam całkiem sama i wtedy obudziłam się z krzykiem. Spojrzałam na zegarek, wskazywał trzecią nad ranem. Instynktownie sięgnęłam po telefon, jakby mając nadzieję, że ujrzę tam jakąś nieodebraną wiadomość, czy połączenie. Nic. Opadłam na poduszkę i przeczesałam palcami włosy. Czy gdybym nie pozwoliła Harry'emu tak bardzo mnie poznać, byłoby inaczej? , myślałam. Spałabym teraz słodko, a rano po przebudzeniu złożyła Grayce wizytę i opowiedziała jej wszystko po kolei? Jaki to on jest głupi i jak cieszę się, że już wróciłam?
Teraz wiem, że nie. Nie byłoby inaczej, bo jego nie da się nie lubić. Nie pozostaje mi nic innego, jak przywyknąć do tego, co jest. Kończę pakować ubrania, brudne zanoszę do pralni, a czyste pakuję z powrotem do szafy. Biorę szybki prysznic, który pomaga mi się trochę zregenerować, ubieram ciemne rurki i szary, dzianinowy sweter, rozczesuję włosy i pozwalam im luźno opaść, na nogi wciągam białe skarpetki w szare kropki, a na koniec zakładam mój wisiorek, z którym rozstaję się tylko na noc. Dostałam go od Drew na moje trzynaste urodziny, przywiózł go dla mnie z Hiszpanii, którą odwiedził podczas wymiany międzynarodowej. Srebrny wisiorek kształtem przypominał pierścionek, niby nic szczególnego, ale dla mnie ma on wartość sentymentalną. Nie nakładam na siebie żadnych mazideł, no może nie wliczając czekoladowego kremu do twarzy. Stwierdzam, że niczego nie potrzebuję, skoro nie wybieram się na żadną imprezę. Schodzę po cichu na dół, czuję, jak mój żołądek domaga się o jedzenie. Nie dostaje go jednak tak szybko, jakby chciał, bo już na drugim schodku zatrzymuje mnie głos taty.
-Naprawdę, zachowywała się, jak nie ona. Była wesoła, pogodna, radosna, rozrywkowa- opowiada z nutą ironii w głosie.
-Niemożliwe. Nasza Jasmine?- pyta mama z powątpiewaniem.
-To dzięki Harry'emu- mówi tata- Ma na nią dobry wpływ.
-W takim razie powinni spędzać ze sobą dużo czasu.
Nie słyszę odpowiedzi, ale jestem prawie pewna, że tata przytakuje. Odczekuję chwilę i pokonuję odległość, która dzieli mnie od salonu.
-Dzień dobry rodzinko- silę się na uśmiech. Niech myślą, że przeszłam skuteczną metamorfozę. Zresztą, kto to wie, może rzeczywiście ją przeszłam.
-Dobrze spałaś?- pyta mama, nie kryjąc zadowolenia.
-Nieziemsko- kłamię w żywe oczy i nalewam sobie pomarańczowego soku do szklanki, po czym smaruję gofra konfiturą jagodową.
-Masz na dzisiaj jakieś plany?- zwraca się do mnie tata. Wiem, że liczy na odpowiedź, w której znajdzie się imię mojego nowego przyjaciela, ale niestety, muszę go zawieźć.
-Wypadałoby odwiedzić Grayce, w końcu dosyć długo się nie widziałyśmy.
Nie pada żadna odpowiedź ani komentarz z ich strony. Zauważam, że kogoś brakuje. Sasha.
-Śpi?- ruchem głowy wskazuję puste krzesło mojej siostry.
-Wyszła do Mike'a.
Moja siostra jakiś czas temu zaczęła się spotykać z najlepszym przyjacielem mojego brata. No i dobrze, lubię go. Jestem pewna, że Sasha będzie z nim szczęśliwa. Jest przystojny i inteligentny, wesoły i ambitny chyba niczego więcej nie trzeba.
Wstaję od stołu i zasuwam krzesło. Biorę swój talerz i szklankę i idę włożyć do zmywarki. Następnie kieruję się do holu i wkładam nogi w ciepłe botki. Narzucam na siebie beżowy płaszczyk i rzucam rodzicom krótkie "hej". Do Grayce nie mam daleko, mieszka na tej samej ulicy, zaledwie kilka domów dalej. Pokonuję drogę w trzy minuty i bez użycia dzwonka, otwieram drzwi. Zawsze mówiłam jej, że to niebezpieczne, zostawiać tak otwarte drzwi, ale ona uparcie uważa, że nic się nigdy nie stało, więc nic też się nie stanie.
-Dzień dobry!- krzyczę, po przekroczeniu progu.
-Jasmine!-pisk mojej przyjaciółki roznosi się po całym domu, a trzeba podkreślić, że nie jest on mały. Zbiega ze schodów i wskakuje na mnie. Trochę przypomina mi to przywitanie Harry'ego przez Lou. Szybko jednak staram się odpędzić od siebie to wspomnienie. Cieszę się, że ją widzę. Wreszcie jest obok mnie ktoś, komu mogę powiedzieć wszystko, bez wyjątku.
-Mogłabyś ze mnie zejść?- śmieję się.
-Och, tak, już- wydaje się zakłopotana- Chcesz gdzieś wyjść?
-Proponuję Nandos- odpowiadam natychmiast- Zjadłam tylko jednego gofra.
Grayce zjeżdża mnie wzrokiem.
-No widać! Coś mizernie wyglądasz. Ile schudłaś?
Dopiero teraz zauważam, że moje rurki, które przed wyjazdem były idealnie dopasowane do mojej figury, i za to je lubiłam, teraz dziwnie się marszczą na moich nogach, a pasek od mojego płaszcza jest ewidentnie mocniej zawiązany. Jak mogłam tego nie zauważyć przed wyjściem? Jakoś bym to zatuszowała, a tak naraziłam się tylko na uwagi ze strony Grayce. Zaraz mi zarzuci, że...
-Odchudzałaś się! Wiedziałam! Wykorzystałaś fakt, że nie było mnie tam z tobą! Ile razy mam ci powtarzać, że masz dobrą figurę?
No właśnie.
-Problem w tym...że ja się nie odchudzałam. Nie miałam apetytu i tyle.
-Tak, pewnie...- mruczy i nakłada na siebie kurtkę i buty. Aż mam ochotę odwołać wyjście do Nandos. Boję się jakie zamówienie za mnie złoży. Będzie mnie teraz tuczyć i tuczyć, aż nie odzyskam dawnej wagi. W milczeniu opuszczamy jej mieszkanie.
-Więc?- zaczyna rozmowę.
-Więc co?- udaję, że nie wiem, o co chodzi, ale przecież to jasne, że chce wiedzieć wszystko o chłopaku, który towarzyszył mi przez te dwa tygodnie. Wzdycham, kiedy Grayce patrzy na mnie z politowaniem- No bardzo fajnie, miły chłopak.
-Jass!- przyjaciółka trzepie mnie w ramię- Konkrety!
-Nie ma takich, jakich się spodziewasz- ucinam. Nie powiem jej, że się z nim całowałam, nie powiem jej, że mi się nawet podoba.
-Ale jakieś są.
Ponownie wzdycham, ale zaczynam się nakręcać.
-Zaprzyjaźniliśmy się. Na początku było ciężko, bo traktowałam go jak każdego, ale z czasem się polubiliśmy. Jest bardzo opiekuńczy, pomocny. Opowiedziałam mu o Drew, od razu zrozumiał, zachowuje się, jak starszy brat, no..
-Hej, Jass, przystopuj!
-Przed chwilą chciałaś, żebym ci wszystko opowiedziała- irytuję się.
-Ale ja nie ogarnę wszystkiego naraz- parska śmiechem- Powoli. Zaprzyjaźniliście się- ok. Dlaczego opowiedziałaś mu o Drew?
-To przez Nialla.
-Przez kogo?
Opowiadam jej wszystko po kolei. Od naszego utknięcia na wyciągu, przez poznanie Nialla, moją rozmowę z Harrym na tarasie, nie pomijam liściku blondyna i w końcu docieram do naszej wizyty u Tomlinsonów. Wyraźnie podoba jej się moja historia. Cieszy się z tego, że znalazłam sobie przyjaciela, ale bardziej ciekawi ją Niall.
-Nie masz z nim żadnego kontaktu?
Kręcę głową. Nie mam i pewnie już nigdy się nie spotkamy, bo co z tego, że napisał mi taki list? Oznacza on coś? Nie, to wyraża tylko jego chęci, co do kolejnego spotkania, ale nie mamy nawet jak się umówić. Zresztą on mieszka w Irlandii.
-Ależ ty głupia- mruczy Grayce pod nosem. Nie odpowiadam, bo wiem, że ma rację, ale czy to moja wina, że wtedy nie myślałam logicznie? Wydawało mi się, że nie znamy się dobrze i nie będzie mi go brakować, ale myliłam się, jak zawsze. Wchodzimy do Nandos i siadamy przy naszym ulubionym stoliku. Zamawiam sobie tylko kawałek kurczaka i patrzę, jak Grayce wymawia nazwy miliona dań na sekundę. Łapię się za głowę, bo wiem, że nie zamawia tego tylko dla siebie. Jemy w ciszy. Zastanawiam się, czy gdybym szybciej otworzyła się przed Harrym, nie zachowałabym się tak wobec Nialla? Kto wie, teraz już za późno.
Właśnie otwieram usta, by zacząć jakiś temat, kiedy rozlegają się pierwsze nuty "All u need is love". Wyciągam telefon z kieszeni i omal nie padam trupem, gdy odczytuję imię osoby dzwoniącej.
-Tak?- staram się pozbyć guli w gardle. Odchrząkuję.
-Cześć!- słyszę wesoły głos- Rozpakowana?
-Mhm- mruczę- Zaczynam przyzwyczajać się do monotonnego życia.
-O, to bardzo niedobrze!- Niemal widzę, jak grozi mi w tej chwili palcem- Naprawdę bardzo niedobrze.
-A to dlaczego?
-Bo właśnie się do ciebie wybieram!- wykrzykuje i rozłącza się. Sprawdzam jeszcze raz listę połączeń, chcąc się upewnić, czy ta rozmowa nie była przypadkiem jakimś moim urojeniem, ale nie. Chowam iPhone'a do kieszeni.
-No to ładnie- wzdycham.
-Co jest?- pyta Grayce z pełną buzią.
-Harry zaraz u mnie będzie, musimy wracać.
Boję się tego spotkania, sama nie wiem, dlaczego. Przecież spędziłam z nim ponad dwa tygodnie i było naprawdę świetnie. Poza tym jesteśmy przyjaciółmi. Mimo wszystko- boję się.
Kiedy jesteśmy już pod domem, zauważam samochód pana James'a. Musieli niedawno przyjechać. Staram się przywołać na twarz uśmiech. Zerkam na Grayce, która dla odmiany nie musi tego udawać. Cieszy się, że pozna mojego przyjaciela. Drzwi otwiera nam Sasha.
-Jej, miałaś rację, jest cudowny- szczerzy się moja siostra na dzień dobry, co pomaga mi pozytywnie nastawić się do tego spotkania. Ściągamy buty, płaszcze i wchodzimy do salonu. Harry siedzi na kanapie i żartuje z moją mamą. Wygląda jak zawsze; szeroki bielutki uśmiech, niesfornie opadające mu na czoło, kręcone włosy. Ma na sobie granatową marynarkę i czarne rurki. To wystarcza. Już chcę się rzucić na niego z okrzykiem radości, kiedy zatrzymuje mnie głos przyjaciółki, wpatrzonej w lokatego.
-Co ty tu robisz?- syczy.
___________
No i jak ? Trochę namieszałam, co? :) Ale pewnie byłoby nudno, gdybym czegoś nie zrobiła. Staram się, żeby w każdym rozdziale było coś ciekawego. Daję radę ? :)
Dziękuję Wam za ponad 4000 wejść, za komentarze i za to, że jesteście ze mną.
Love yaa xx
sobota, 19 maja 2012
#7 "Everything about u"
Tomlinsonowie to najcudowniejsza, najukochańsza i najbardziej przeurocza rodzina, jaką kiedykolwiek spotkałam. Każdy dla każdego jest życzliwy, a jeżeli ktoś się z kimś kłóci jest to spór, który nie trwa dłużej, niż kilka minut. Może głupio to zabrzmi, ale niekiedy powoduje to nieznośny ból, który rozprzestrzenia się wewnątrz mnie. Przypominam sobie o Drew. Z nim też rzadko kiedy się kłóciłam. Przeważnie były to kłótnie polegające na bitwie na poduszki lub nie chęci pożyczania sobie ciuchów. Ja zawsze zabierałam mu jego bluzy, które zakrywały mi tyłek, a on podkradał moje bandany i paski. Nie mogę pozwolić na rozmyślanie teraz o nim, nie mogę się rozkleić.
Wracając do tej cudownej rodzinki, zaczynam żałować, że zostajemy tu tak krótko. Choć i tak nasz pobyt się przedłużył, za namową moją i Hazzy, do czterech dni. Nie, nie spieszyło nam się do szkoły. Poza tym wiele moich znajomych i tak robi sobie te wakacje zimowe odrobinę dłuższe, niż się powinno, więc nie będę mieć za wiele materiału do nadrobienia.
Unoszę lekko głowę z nad talerza pełnego pysznej zupy i słabo uśmiecham się do ośmiu osób, które siedzą przy tym samym stole, co ja, zastanawiając się, dlaczego ja nie mam tak zgranej rodziny. Odpowiedź jednak przychodzi szybko- z powodu braku jednej osoby. Osoby, która zawsze mimo wszystko potrafiła nas wszystkich pchnąć ku sobie. To Drew łagodził wszystkie kłótnie, organizował wspólne wyjścia. Był prawdziwym aniołem. Ale przecież tu też kogoś brakuje. Taty Louisa. W ciągu tych dwóch dni znajomości Louie zdążył mi opowiedzieć o rozwodzie swoich rodziców. Chłopak ma wielki żal do swojego ojca i stara się każdą wolną chwilę spędzić z mamą, dodając jej otuchy. Jay, dzięki swoim wspaniałym dzieciom, radzi sobie wyśmienicie i bardzo szybko udało jej się zapomnieć o mężu. Dzieci też nie utrzymują kontaktu ze swoim tatą, ale jak powiedział mi Lou oraz mała Phoebe, jedna z jego młodszych sióstr bliźniaczek, nie brakuje im go. Zaskoczyła mnie dojrzałość tej uroczej sześciolatki, jak i Daisy, jej siostry bliźniaczki. Po mimo ich młodocianego wieku, rozmawiało się z nimi lepiej, niż z niejednym z moich znajomych, którzy zdecydowanie powinni zatrzymać się w przedszkolu i już tam pozostać. Imponowała mi ta rodzina, zdecydowanie. Pozostałe dwie siostry Lou- jedenastoletnia Lottie była równie urocza, jak jej młodsze siostry. A najstarsza, trzynastoletnia Fizzy, została moją przyjaciółką, przeniosłam się do jej pokoju i rozmawiałyśmy całymi nocami. Kiedy budziłyśmy się rano, w okół nas walało się pełno papierków po niezdrowej żywności pochłoniętej nocą, pudełko po pizzy i oczywiście kubki po gorącej czekoladzie. Odkąd przekroczyłam próg tego domu, ciągle zadaję sobie pytanie: "Dlaczego nie mogłam ich poznać wcześniej?" Kolejna prosta odpowiedź:" Pech lubi mi towarzyszyć."
Tego wieczora zebrało mi się na szczerą rozmowę. To przez te wszystkie wspomnienia, po spędzeniu kolejnego dnia z tą rodziną. Ale jako że Fizzy wybrała się do kina ze swoimi przyjaciółmi, wybrałam Harry'ego. Po godzinie 23:00 wyszłam z pokoju i na palcach skierowałam się do pokoju przyjaciela. Zapukałam tylko dla pozoru i otworzyłam drzwi.
-Harry?- szepnęłam. Wiedziałam, że jeszcze nie śpi, ale jednak wolałam nie zachowywać się głośno. Zamknęłam za sobą drzwi, co było błędem, bo nie potrafiłam znaleźć włącznika światła. Zrobienie kolejnego kroku również było błędem, bo moja noga natknęła się na...w sumie to nie wiem na co. W każdym razie runęłam jak długa.
-Cholera jasna! Harry wstawaj!- syknęłam. Harry jednak nie wstał ani się nie odezwał. Z prostej przyczyny- nie było go w tym pokoju. Wściekła, po omacku, po drodze obijając się jeszcze o szafkę, wydostałam się na oświetlony korytarz. Było prawdopodobieństwo, że siedzi na dole i ogląda jakiś głupawy teleturniej, jak to miał w zwyczaju, ale najpierw, po drodze znajdował się pokój Lou, więc postanowiłam tam zajrzeć. Tym razem zapukałam i czekałam, aż usłyszę pozwolenie na wejście do środka. Nie usłyszałam, więc powoli otworzyłam drzwi. Światło było zapalone, otworzyłam drzwi do końca.
-Louuuuis!- zawołałam, wchodząc do pokoju z głową wbitą w podłogę, aby tym razem się o nic nie potknąć. Straszny z niego bałaganiarz, więc nawet przy zapalonym świetle mogłam czegoś nie zauważyć- Louiee!- rozejrzałam się po pokoju- L...louie? HARRY?!
W tym momencie przeżyłam taki szok, jakiego jeszcze nie przeżyłam nigdy, ale to przenigdy w życiu.
-C..co wy robicie?- wydukałam. Chyba nie tylko ja przeżyłam szok, bo tych dwóch młotków wpatrywało się we mnie tak, jakbym miała na sobie tonę jakiejś okropnej mazi, a na mojej głowie zamiast włosów, wiły się paskudne węże. Ich miny były tak przekonujące, że dla pewności sprawdziłam stan mojej cery i tego, co wyrasta mi z głowy. Na całe szczęście, nie doznałam KOLEJNEGO szoku. Spojrzałam więc na nich pytająco.
-Myślę, że dobrze wiesz- mruknął tylko Harry.
-Ale..to nie żadna gra? Nie chowają się tu gdzieś w szafie, czy pod łóżkiem inni uczestniczy?- wypaliłam, nim zdążyłam ugryźć się w język. Nie pomyślałam, że mogę ich urazić.
-Jeśli tak masz na to reagować...- zaczął Tommo.
-Nie! Przepraszam- uśmiechnęłam się zawstydzona- W zasadzie to cieszę się, że znam, a w sumie przyjaźnię się, z kimś innej orientacji. Nigdy nikogo takiego nie poznałam.
Podeszłam i usiadłam obok nich na łóżku. Tak, owszem, widok ich całujących się był dla mnie poważnym ciosem, ale na całe szczęście żadnego z nich nie darzyłam jakimś głębszym uczuciem, więc tutaj wystarczyła chwila, aby do tego przywyknąć. Gej najlepszy przyjaciel kobiety, prawda? A ja znam aż dwóch, więc chyba mogę powiedzieć, że mam szczęście.
-Naprawdę?- odezwał się Harry.
Przytaknęłam.
-Tak i jestem zadowolona, że się o tym dowiedziałam- dodałam- Czy wy...ukrywacie się z tym? Przed waszą rodziną?
Harry energicznie pokręcił głową.
-Nie, ufamy im bezgranicznie, a oni nas wspierają. Prawdę mówiąc, to ze względu na ciebie nie okazywaliśmy sobie tych uczuć.
Zrobiło mi się trochę przykro, ale szybko to zrozumiałam. Przecież moja reakcja mogła być różna, szczególnie, że na początku nie pokazałam się Harry'emu z najlepszej strony. Całe szczęście, znał mnie już dostatecznie dobrze, a ja w pełni potrafiłam zaakceptować tą jego odmienność, która z resztą całkiem przypadła mi do gustu.
-W porządku- pozwoliłam sobie na chwilę namysłu- A znajomi? Nie jesteście wyśmiewani?
-Pewnie, że jesteśmy- Harry spuścił smutno głowę- Ale ja jestem z Londynu, a Louis z Doncaster, więc jest chociaż jeden plus- w szkołach nikt o tym nie wie.
Milczałam. To musiało być dla nich uciążliwe. Mieć swoją drugą połówkę tyle kilometrów od swojego serca. Na pewno było im ciężko, ale najwidoczniej dawali sobie radę. Jeśli mieli wsparcie rodziny i przyjaciół, było im niewątpliwie łatwiej. Prawdę mówiąc nigdy nie miałam do czynienia z takim uczuciem. Jakoś chłopcy nie oglądali się za mną ani ja za nimi. To Drew wprowadził mnie w swoje życie pełne zabawy, adrenaliny. Tylko dlatego miałam jakąś tam garstkę znajomych i radziłam sobie w życiu. Jeśli chodzi o przyjaciół- Grayce. No i Harry, ale to jest oczywiście inna historia. Grayce to moja przyjaciółka, która towarzyszy mi od urodzenia. Nasi rodzice dość dobrze się znają i nie mają nic przeciwko naszej przyjaźni. Tak nam się przynajmniej zdaje. Grayce była przy mnie w tych najtrudniejszych momentach i nie opuszczała mnie na krok. Broniła mnie przed szyderstwem ze strony ludzi w szkole, a także przed nauczycielami, którzy non stop czepiali się mnie za nieodrobione zadanie, nieprzygotowanie do lekcji. Logiczne, w końcu tylko ona znała powód mojego zachowania, a ja nie chciałam się tym dzielić z nikim innym.
Spróbowałam porównać sytuację Harry'ego i Louisa do mnie i do Grayce. Nie, żebym była lesbijką. Nic z tych rzeczy! Oczywiście, jak już wspomniałam, nic nie miałam do ludzi innej orientacji, jednak ja wolałam chłopców. Wiedziałam to, ponieważ w przedszkolu nadarzyło mi się mieć paru adoratorów, tylko w przedszkolu. Kiedy mój wiek był odpowiedni, aby rozpocząć naukę w szkole, wszystko automatycznie prysnęło. Zero zainteresowania płcią przeciwną, z wzajemnością. Tak czy inaczej wracając do tego porównania. Gdyby Grayce mieszkała tyle kilometrów ode mnie, że nie mogłabym się z nią codziennie spotykać, oszalałabym. Nasz wspólny dzień zaczynał się na wspólnej drodze do szkoły, a kończył stałą rozmową telefoniczną chwilę przed północą. Nie potrafiłybyśmy bez siebie żyć, byłam tego pewna. Co prawda nie należałam do jakiś rozrywkowych osób (przynajmniej przed wyjazdem, bo chłopcy zmienili mnie o sto osiemdziesiąt stopni), więc do naszych relacji nie pasowały sentencje tego typu, że "prawdziwy przyjaciel to ktoś, kto potrafi totalnie zryć ci psychikę", nie. Nie latałyśmy po mieście roześmiane do rozpuku, pytające przechodni:" Przepraszam, wie pani może, gdzie jest Nemo?", to nie leżało w naszej naturze. Kto wie, może leżało to w naturze mojej i Harry'ego? Jednego byłam pewna, po powrocie do domu moje życie będzie zupełnie inne i mam nadzieję, że Grayce to zaakceptuje.
_______________
ooo, 7 rozdział właśnie skończyłaś/eś czytać. podobał się? zostaw komentarz. :) muszę nieskromnie przyznać, że najbardziej jestem zadowolona właśnie z tego rozdziału. Trochę serca w niego włożyłam, nie łatwo jest mi pisać o przyjacielskich relacjach, ale dałam radę. No i.... LARRY! Nie mogłam ich tu nie umieścić, mam nadzieję, że przypadło Wam to do gustu ? :)
Rozdział dla Kasi :) @KatieeStylinson . Żabo, nie wiem, czy naskrobię w najbliższym czasie jakiegoś imagine'a lub one shot'a, więc ten rozdział jest, jak wspomniałam, dla Ciebie :) x
Wracając do tej cudownej rodzinki, zaczynam żałować, że zostajemy tu tak krótko. Choć i tak nasz pobyt się przedłużył, za namową moją i Hazzy, do czterech dni. Nie, nie spieszyło nam się do szkoły. Poza tym wiele moich znajomych i tak robi sobie te wakacje zimowe odrobinę dłuższe, niż się powinno, więc nie będę mieć za wiele materiału do nadrobienia.
Unoszę lekko głowę z nad talerza pełnego pysznej zupy i słabo uśmiecham się do ośmiu osób, które siedzą przy tym samym stole, co ja, zastanawiając się, dlaczego ja nie mam tak zgranej rodziny. Odpowiedź jednak przychodzi szybko- z powodu braku jednej osoby. Osoby, która zawsze mimo wszystko potrafiła nas wszystkich pchnąć ku sobie. To Drew łagodził wszystkie kłótnie, organizował wspólne wyjścia. Był prawdziwym aniołem. Ale przecież tu też kogoś brakuje. Taty Louisa. W ciągu tych dwóch dni znajomości Louie zdążył mi opowiedzieć o rozwodzie swoich rodziców. Chłopak ma wielki żal do swojego ojca i stara się każdą wolną chwilę spędzić z mamą, dodając jej otuchy. Jay, dzięki swoim wspaniałym dzieciom, radzi sobie wyśmienicie i bardzo szybko udało jej się zapomnieć o mężu. Dzieci też nie utrzymują kontaktu ze swoim tatą, ale jak powiedział mi Lou oraz mała Phoebe, jedna z jego młodszych sióstr bliźniaczek, nie brakuje im go. Zaskoczyła mnie dojrzałość tej uroczej sześciolatki, jak i Daisy, jej siostry bliźniaczki. Po mimo ich młodocianego wieku, rozmawiało się z nimi lepiej, niż z niejednym z moich znajomych, którzy zdecydowanie powinni zatrzymać się w przedszkolu i już tam pozostać. Imponowała mi ta rodzina, zdecydowanie. Pozostałe dwie siostry Lou- jedenastoletnia Lottie była równie urocza, jak jej młodsze siostry. A najstarsza, trzynastoletnia Fizzy, została moją przyjaciółką, przeniosłam się do jej pokoju i rozmawiałyśmy całymi nocami. Kiedy budziłyśmy się rano, w okół nas walało się pełno papierków po niezdrowej żywności pochłoniętej nocą, pudełko po pizzy i oczywiście kubki po gorącej czekoladzie. Odkąd przekroczyłam próg tego domu, ciągle zadaję sobie pytanie: "Dlaczego nie mogłam ich poznać wcześniej?" Kolejna prosta odpowiedź:" Pech lubi mi towarzyszyć."
Tego wieczora zebrało mi się na szczerą rozmowę. To przez te wszystkie wspomnienia, po spędzeniu kolejnego dnia z tą rodziną. Ale jako że Fizzy wybrała się do kina ze swoimi przyjaciółmi, wybrałam Harry'ego. Po godzinie 23:00 wyszłam z pokoju i na palcach skierowałam się do pokoju przyjaciela. Zapukałam tylko dla pozoru i otworzyłam drzwi.
-Harry?- szepnęłam. Wiedziałam, że jeszcze nie śpi, ale jednak wolałam nie zachowywać się głośno. Zamknęłam za sobą drzwi, co było błędem, bo nie potrafiłam znaleźć włącznika światła. Zrobienie kolejnego kroku również było błędem, bo moja noga natknęła się na...w sumie to nie wiem na co. W każdym razie runęłam jak długa.
-Cholera jasna! Harry wstawaj!- syknęłam. Harry jednak nie wstał ani się nie odezwał. Z prostej przyczyny- nie było go w tym pokoju. Wściekła, po omacku, po drodze obijając się jeszcze o szafkę, wydostałam się na oświetlony korytarz. Było prawdopodobieństwo, że siedzi na dole i ogląda jakiś głupawy teleturniej, jak to miał w zwyczaju, ale najpierw, po drodze znajdował się pokój Lou, więc postanowiłam tam zajrzeć. Tym razem zapukałam i czekałam, aż usłyszę pozwolenie na wejście do środka. Nie usłyszałam, więc powoli otworzyłam drzwi. Światło było zapalone, otworzyłam drzwi do końca.
-Louuuuis!- zawołałam, wchodząc do pokoju z głową wbitą w podłogę, aby tym razem się o nic nie potknąć. Straszny z niego bałaganiarz, więc nawet przy zapalonym świetle mogłam czegoś nie zauważyć- Louiee!- rozejrzałam się po pokoju- L...louie? HARRY?!
W tym momencie przeżyłam taki szok, jakiego jeszcze nie przeżyłam nigdy, ale to przenigdy w życiu.
-C..co wy robicie?- wydukałam. Chyba nie tylko ja przeżyłam szok, bo tych dwóch młotków wpatrywało się we mnie tak, jakbym miała na sobie tonę jakiejś okropnej mazi, a na mojej głowie zamiast włosów, wiły się paskudne węże. Ich miny były tak przekonujące, że dla pewności sprawdziłam stan mojej cery i tego, co wyrasta mi z głowy. Na całe szczęście, nie doznałam KOLEJNEGO szoku. Spojrzałam więc na nich pytająco.
-Myślę, że dobrze wiesz- mruknął tylko Harry.
-Ale..to nie żadna gra? Nie chowają się tu gdzieś w szafie, czy pod łóżkiem inni uczestniczy?- wypaliłam, nim zdążyłam ugryźć się w język. Nie pomyślałam, że mogę ich urazić.
-Jeśli tak masz na to reagować...- zaczął Tommo.
-Nie! Przepraszam- uśmiechnęłam się zawstydzona- W zasadzie to cieszę się, że znam, a w sumie przyjaźnię się, z kimś innej orientacji. Nigdy nikogo takiego nie poznałam.
Podeszłam i usiadłam obok nich na łóżku. Tak, owszem, widok ich całujących się był dla mnie poważnym ciosem, ale na całe szczęście żadnego z nich nie darzyłam jakimś głębszym uczuciem, więc tutaj wystarczyła chwila, aby do tego przywyknąć. Gej najlepszy przyjaciel kobiety, prawda? A ja znam aż dwóch, więc chyba mogę powiedzieć, że mam szczęście.
-Naprawdę?- odezwał się Harry.
Przytaknęłam.
-Tak i jestem zadowolona, że się o tym dowiedziałam- dodałam- Czy wy...ukrywacie się z tym? Przed waszą rodziną?
Harry energicznie pokręcił głową.
-Nie, ufamy im bezgranicznie, a oni nas wspierają. Prawdę mówiąc, to ze względu na ciebie nie okazywaliśmy sobie tych uczuć.
Zrobiło mi się trochę przykro, ale szybko to zrozumiałam. Przecież moja reakcja mogła być różna, szczególnie, że na początku nie pokazałam się Harry'emu z najlepszej strony. Całe szczęście, znał mnie już dostatecznie dobrze, a ja w pełni potrafiłam zaakceptować tą jego odmienność, która z resztą całkiem przypadła mi do gustu.
-W porządku- pozwoliłam sobie na chwilę namysłu- A znajomi? Nie jesteście wyśmiewani?
-Pewnie, że jesteśmy- Harry spuścił smutno głowę- Ale ja jestem z Londynu, a Louis z Doncaster, więc jest chociaż jeden plus- w szkołach nikt o tym nie wie.
Milczałam. To musiało być dla nich uciążliwe. Mieć swoją drugą połówkę tyle kilometrów od swojego serca. Na pewno było im ciężko, ale najwidoczniej dawali sobie radę. Jeśli mieli wsparcie rodziny i przyjaciół, było im niewątpliwie łatwiej. Prawdę mówiąc nigdy nie miałam do czynienia z takim uczuciem. Jakoś chłopcy nie oglądali się za mną ani ja za nimi. To Drew wprowadził mnie w swoje życie pełne zabawy, adrenaliny. Tylko dlatego miałam jakąś tam garstkę znajomych i radziłam sobie w życiu. Jeśli chodzi o przyjaciół- Grayce. No i Harry, ale to jest oczywiście inna historia. Grayce to moja przyjaciółka, która towarzyszy mi od urodzenia. Nasi rodzice dość dobrze się znają i nie mają nic przeciwko naszej przyjaźni. Tak nam się przynajmniej zdaje. Grayce była przy mnie w tych najtrudniejszych momentach i nie opuszczała mnie na krok. Broniła mnie przed szyderstwem ze strony ludzi w szkole, a także przed nauczycielami, którzy non stop czepiali się mnie za nieodrobione zadanie, nieprzygotowanie do lekcji. Logiczne, w końcu tylko ona znała powód mojego zachowania, a ja nie chciałam się tym dzielić z nikim innym.
Spróbowałam porównać sytuację Harry'ego i Louisa do mnie i do Grayce. Nie, żebym była lesbijką. Nic z tych rzeczy! Oczywiście, jak już wspomniałam, nic nie miałam do ludzi innej orientacji, jednak ja wolałam chłopców. Wiedziałam to, ponieważ w przedszkolu nadarzyło mi się mieć paru adoratorów, tylko w przedszkolu. Kiedy mój wiek był odpowiedni, aby rozpocząć naukę w szkole, wszystko automatycznie prysnęło. Zero zainteresowania płcią przeciwną, z wzajemnością. Tak czy inaczej wracając do tego porównania. Gdyby Grayce mieszkała tyle kilometrów ode mnie, że nie mogłabym się z nią codziennie spotykać, oszalałabym. Nasz wspólny dzień zaczynał się na wspólnej drodze do szkoły, a kończył stałą rozmową telefoniczną chwilę przed północą. Nie potrafiłybyśmy bez siebie żyć, byłam tego pewna. Co prawda nie należałam do jakiś rozrywkowych osób (przynajmniej przed wyjazdem, bo chłopcy zmienili mnie o sto osiemdziesiąt stopni), więc do naszych relacji nie pasowały sentencje tego typu, że "prawdziwy przyjaciel to ktoś, kto potrafi totalnie zryć ci psychikę", nie. Nie latałyśmy po mieście roześmiane do rozpuku, pytające przechodni:" Przepraszam, wie pani może, gdzie jest Nemo?", to nie leżało w naszej naturze. Kto wie, może leżało to w naturze mojej i Harry'ego? Jednego byłam pewna, po powrocie do domu moje życie będzie zupełnie inne i mam nadzieję, że Grayce to zaakceptuje.
_______________
ooo, 7 rozdział właśnie skończyłaś/eś czytać. podobał się? zostaw komentarz. :) muszę nieskromnie przyznać, że najbardziej jestem zadowolona właśnie z tego rozdziału. Trochę serca w niego włożyłam, nie łatwo jest mi pisać o przyjacielskich relacjach, ale dałam radę. No i.... LARRY! Nie mogłam ich tu nie umieścić, mam nadzieję, że przypadło Wam to do gustu ? :)
Rozdział dla Kasi :) @KatieeStylinson . Żabo, nie wiem, czy naskrobię w najbliższym czasie jakiegoś imagine'a lub one shot'a, więc ten rozdział jest, jak wspomniałam, dla Ciebie :) x
piątek, 11 maja 2012
#6 "I should've kissed u"
Dni mijały bardzo szybko. Wyżalenie się Harry'emu, pomogło mi się pozbierać. Teraz było mi łatwiej okazywać swoje uczucia, bo wiedziałam, że jest taka osoba, która zawsze mnie wesprze. Był przy mnie za każdym razem, kiedy tego potrzebowałam. Miał w sobie jakiś impuls, który wiedział, kiedy jestem smutna, zła, nerwowa i ten impuls dawał mu o tym znać. No bo jak inaczej wytłumaczyć to, że gdy rzucałam się z płaczem na łóżko, nakrywając głowę poduszką, już po chwili pewien lokaty chłopak siadał obok mnie, odsuwał poduszkę na bok i gładził mnie po włosach? Nic nie mówił, po prostu był.
Mogłam szczerze powiedzieć, że jestem szczęściarą.
-Dlaczego nie wyjedziemy wieczorem? Wolę jechać nocą- marudziłam płci przeciwnej przy śniadaniu.
-Chcemy zajechać do naszych dobrych znajomych- uśmiechnął się Harry.
-Uch, gdzie oni mieszkają?- spytałam.
-Niedaleko.
No tak, to wiele wyjaśnia. Westchnęłam i wgryzłam się w kromkę chleba z jagodowym dżemem. Podniosłam oczy na przyjaciela, który do mnie mrugnął. Wykrzywiłam usta w półuśmiechu. Wydawałoby się, że to taki błahy gest, ale potrafił poprawić humor. Bo czy przyjaciele nie są właśnie od tego, by podnosić cię na duchu?
Wstałam od stołu, by iść jeszcze po coś do jedzenia. Lubiłam samoobsługę, wolny wybór i gwarantowane, że to, co nałożę sobie na talerz, będzie mi smakowało. Nie tak, jak u nas w szkole; gburowata baba z workiem na głowie nakłada mi na talerz wielgachną łyżkę paskudnego, lepkiego...czegoś.
Nabiłam sobie na widelec kawałek melona i robiąc maleńkie gryzy, podeszłam do szklanej ściany, która znajdowała się w restauracji. Pamiętam, że gdy byłam mała zawsze wieczorami siadałam na parapecie i spoglądałam przez okno. Nieważne jakie były widoki, po prostu mnie to odprężało.
Starałam się wpatrzyć w piękne, ośnieżone świerki, jednak moją uwagę przykuło coś innego. Szyba tym razem zaczęła bawić się w lustro. Za moją głową ujrzałam hol, hol w którym siedziałam razem z Niall'em kilka dni temu. Przypomniałam sobie, jak szorstko go wtedy potraktowałam. Choć, jak mam być szczera, nie było to bardzo niegrzeczne. Odkryłam jego kolejną cechę- chłopak jest bardzo wrażliwy. Wyszłam z restauracji i skierowałam się ku kanapie, którą zajmował wtedy blondyn. Rozsiadłam się wygodnie i przymknęłam oczy. Morskie tęczówki chłopaka znów zaczęły się błąkać po mojej głowie, a jego dźwięczny śmiech zadomowił się wewnątrz mnie. Otworzyłam oczy i spuściłam głowę, zastanawiając się nad tym, co by było, gdybym została z nim tu dłużej. Jakie mielibyśmy tematy, czego jeszcze bym się o nim dowiedziała. Wbiłam ręce w materiał kanapy. Nie zrobiłam tego celowo, a jednak...moja prawa dłoń natknęła się na jakiś przedmiot. Przedmiot? Nie. Z zagłębienia kanapy wyjęłam kartkę papieru w kratkę, była poskładana tyle razy, ile się dało. Miałam przeczucia. Z podekscytowaniem zaczęłam ją otwierać, aż w końcu zobaczyłam pochylone pismo.
"Jass? Wiedziałem, że w końcu to znajdziesz. Nie pożegnaliśmy się, ale to dobrze, bo wiem, że już niebawem się spotkamy. Nie sądzę, by to, że się poznaliśmy było, jak to powiedziałaś "czystym przypadkiem."
Niall"
Przeczytałam te kilka zdań dokładnie dziewięć razy. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Nigdy nie wpadłabym na to, żeby zostawić to właśnie w tym miejscu. Mógł to dać przecież Harry'emu. Na pewno by nie przeczytał. Poza tym, co on jakiś jasnowidz? Skąd wiedział, że tu usiądę, szczególnie, że 'zakopał' tą kartkę tak głęboko. I skąd mógł mieć pewność, że się jeszcze spotkamy?
-Jass, co ty tu robisz?- wybił mnie z rozmyślań głos taty.
-Nic- mruknęłam pospiesznie, składając kartkę i chowając ją do tylnej kieszeni spodni.
-Gotowa?
Skinęłam głową i bez słowa powędrowałam na górę po walizki.
-Wszystko w porządku?- Harry patrzył na mnie wyraźnie zaniepokojony. Opierał się o drzwi pasażera. Siedziałam już w samochodzie i czekałam tylko na to, aż wyruszymy.
Wysiliłam się na uśmiech.
-Tak, po prostu jestem ciekawa, co to za znajomi.
-Najlepsi ludzie pod słońcem!- wyszczerzył się i sprzedał mi buziaka w policzek- Zapinaj pasy i do zobaczenia za dwie godzinki.
Patrzyłam, jak odchodzi w stronę swojego samochodu i zajmuje to samo miejsce, co ja. Po chwili usłyszałam obok mnie trzaśnięcie drzwi.
-No to w drogę- huknął mój ojciec i odpalił silnik.
"Wracacie?"- odczytałam sms-a od Sashy, kiedy tata właśnie parkował przy jakimś domku jednorodzinnym.
"Po części. Zatrzymujemy się jeszcze u jakiś znajomych Harry'ego."
"Na noc?"
"Chyba."
"Uuu, tylko weźcie wspólny pokój!" - Matko! Co z niej za mały zboczeniec.
"Zdefiniować Ci słowo 'przyjaciel'?"- odpisałam lekko zirytowana.
"Nie trzeba, wiem, co to znaczy ;)"
Z nią to siedem światów, pomyślałam i wysiadłam z samochodu, a raczej wypadłam wyciągana przez lokatego. Chłopak był wyraźnie podekscytowany.
-Witajcie w Doncaster!- zawołał.
Przewróciłam oczami i podążyłam za nim. Tak w zasadzie to nie miałam innego wyboru, bo moje ręce były uwięzione. Harry otworzył drzwi tak, jakby wchodził do swojego domu.
-Żadnej kultury!- prychnęłam ze śmiechem.
-Jesteśmy!- krzyknął, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi.
Po schodach zbiegł... słoń, mamut, struś? Nie wiem, co to było, ale rzuciło się na mojego przyjaciela z takim impetem, że wylądowali na podłodze. Bynajmniej leżąc na tej podłodze, nie przemieszczał się tak prędko i mogłam ocenić, jak wygląda. Brązowe, rozczochrane włosy, bluzka w granatowe paski, czerwone spodnie z dresu i bose stopy właśnie maltretowały Styles'a.
-Hej! Zostaw mojego Harry'ego!- krzyknęłam ze śmiechem.
Chłopak w tempie błyskawicznym stanął na baczność, ukazując przy tym swoją twarz. Swoją...piękną twarz. Mamuniu, jakie on miał oczy! Niebiesko- zielone tęczówki błyszczały się z radości, mimo że jego mina była teraz śmiertelnie poważna.
-Tak jest!- zasalutował mi- Louis Tomlinson, madame- Podałam mu rękę, żeby się przywitać, ale on delikatnie ujął moją dłoń i złożył na niej pocałunek.
Trzymajcie mnie, bo zaraz się rozpłynę!
-Jasmine Brad- uśmiechnęłam się, czując, że moje policzki przyjmują różowa barwę.
-Och, wiem- machnął ręką- Co Harry się o tobie naopowiadał!
Spojrzałam wymownie na mojego przyjaciela, ale on skwitował to tylko śmiechem.
-Chodź, oprowadzę cię po domu- doskoczył do mnie Louis, nadstawiając swoją rękę. Ujęłam ją więc i udając królewską parę, ruszyliśmy naprzód z zamiarem zwiedzenia tego ogromnego domu.
______________
Ugh i jest ten 6. rozdział. Osobiście nie jestem zadowolona, no ale mam nadzieję, że Wam się spodoba.
I pojawił się LOUIE! <3
Btw. tylko 16 komentarzy? :( Dzięki. Wcześniej było więcej. Bloga obserwuje 26 osób ( i oby było ich co raz więcej) , a tylko tyle komentarzy. No cóż, może teraz będzie więcej ;)
Anyway, dziękuję z tyle wejść :)
Love yaa xx
Mogłam szczerze powiedzieć, że jestem szczęściarą.
-Dlaczego nie wyjedziemy wieczorem? Wolę jechać nocą- marudziłam płci przeciwnej przy śniadaniu.
-Chcemy zajechać do naszych dobrych znajomych- uśmiechnął się Harry.
-Uch, gdzie oni mieszkają?- spytałam.
-Niedaleko.
No tak, to wiele wyjaśnia. Westchnęłam i wgryzłam się w kromkę chleba z jagodowym dżemem. Podniosłam oczy na przyjaciela, który do mnie mrugnął. Wykrzywiłam usta w półuśmiechu. Wydawałoby się, że to taki błahy gest, ale potrafił poprawić humor. Bo czy przyjaciele nie są właśnie od tego, by podnosić cię na duchu?
Wstałam od stołu, by iść jeszcze po coś do jedzenia. Lubiłam samoobsługę, wolny wybór i gwarantowane, że to, co nałożę sobie na talerz, będzie mi smakowało. Nie tak, jak u nas w szkole; gburowata baba z workiem na głowie nakłada mi na talerz wielgachną łyżkę paskudnego, lepkiego...czegoś.
Nabiłam sobie na widelec kawałek melona i robiąc maleńkie gryzy, podeszłam do szklanej ściany, która znajdowała się w restauracji. Pamiętam, że gdy byłam mała zawsze wieczorami siadałam na parapecie i spoglądałam przez okno. Nieważne jakie były widoki, po prostu mnie to odprężało.
Starałam się wpatrzyć w piękne, ośnieżone świerki, jednak moją uwagę przykuło coś innego. Szyba tym razem zaczęła bawić się w lustro. Za moją głową ujrzałam hol, hol w którym siedziałam razem z Niall'em kilka dni temu. Przypomniałam sobie, jak szorstko go wtedy potraktowałam. Choć, jak mam być szczera, nie było to bardzo niegrzeczne. Odkryłam jego kolejną cechę- chłopak jest bardzo wrażliwy. Wyszłam z restauracji i skierowałam się ku kanapie, którą zajmował wtedy blondyn. Rozsiadłam się wygodnie i przymknęłam oczy. Morskie tęczówki chłopaka znów zaczęły się błąkać po mojej głowie, a jego dźwięczny śmiech zadomowił się wewnątrz mnie. Otworzyłam oczy i spuściłam głowę, zastanawiając się nad tym, co by było, gdybym została z nim tu dłużej. Jakie mielibyśmy tematy, czego jeszcze bym się o nim dowiedziała. Wbiłam ręce w materiał kanapy. Nie zrobiłam tego celowo, a jednak...moja prawa dłoń natknęła się na jakiś przedmiot. Przedmiot? Nie. Z zagłębienia kanapy wyjęłam kartkę papieru w kratkę, była poskładana tyle razy, ile się dało. Miałam przeczucia. Z podekscytowaniem zaczęłam ją otwierać, aż w końcu zobaczyłam pochylone pismo.
"Jass? Wiedziałem, że w końcu to znajdziesz. Nie pożegnaliśmy się, ale to dobrze, bo wiem, że już niebawem się spotkamy. Nie sądzę, by to, że się poznaliśmy było, jak to powiedziałaś "czystym przypadkiem."
Niall"
Przeczytałam te kilka zdań dokładnie dziewięć razy. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Nigdy nie wpadłabym na to, żeby zostawić to właśnie w tym miejscu. Mógł to dać przecież Harry'emu. Na pewno by nie przeczytał. Poza tym, co on jakiś jasnowidz? Skąd wiedział, że tu usiądę, szczególnie, że 'zakopał' tą kartkę tak głęboko. I skąd mógł mieć pewność, że się jeszcze spotkamy?
-Jass, co ty tu robisz?- wybił mnie z rozmyślań głos taty.
-Nic- mruknęłam pospiesznie, składając kartkę i chowając ją do tylnej kieszeni spodni.
-Gotowa?
Skinęłam głową i bez słowa powędrowałam na górę po walizki.
-Wszystko w porządku?- Harry patrzył na mnie wyraźnie zaniepokojony. Opierał się o drzwi pasażera. Siedziałam już w samochodzie i czekałam tylko na to, aż wyruszymy.
Wysiliłam się na uśmiech.
-Tak, po prostu jestem ciekawa, co to za znajomi.
-Najlepsi ludzie pod słońcem!- wyszczerzył się i sprzedał mi buziaka w policzek- Zapinaj pasy i do zobaczenia za dwie godzinki.
Patrzyłam, jak odchodzi w stronę swojego samochodu i zajmuje to samo miejsce, co ja. Po chwili usłyszałam obok mnie trzaśnięcie drzwi.
-No to w drogę- huknął mój ojciec i odpalił silnik.
"Wracacie?"- odczytałam sms-a od Sashy, kiedy tata właśnie parkował przy jakimś domku jednorodzinnym.
"Po części. Zatrzymujemy się jeszcze u jakiś znajomych Harry'ego."
"Na noc?"
"Chyba."
"Uuu, tylko weźcie wspólny pokój!" - Matko! Co z niej za mały zboczeniec.
"Zdefiniować Ci słowo 'przyjaciel'?"- odpisałam lekko zirytowana.
"Nie trzeba, wiem, co to znaczy ;)"
Z nią to siedem światów, pomyślałam i wysiadłam z samochodu, a raczej wypadłam wyciągana przez lokatego. Chłopak był wyraźnie podekscytowany.
-Witajcie w Doncaster!- zawołał.
Przewróciłam oczami i podążyłam za nim. Tak w zasadzie to nie miałam innego wyboru, bo moje ręce były uwięzione. Harry otworzył drzwi tak, jakby wchodził do swojego domu.
-Żadnej kultury!- prychnęłam ze śmiechem.
-Jesteśmy!- krzyknął, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi.
Po schodach zbiegł... słoń, mamut, struś? Nie wiem, co to było, ale rzuciło się na mojego przyjaciela z takim impetem, że wylądowali na podłodze. Bynajmniej leżąc na tej podłodze, nie przemieszczał się tak prędko i mogłam ocenić, jak wygląda. Brązowe, rozczochrane włosy, bluzka w granatowe paski, czerwone spodnie z dresu i bose stopy właśnie maltretowały Styles'a.
-Hej! Zostaw mojego Harry'ego!- krzyknęłam ze śmiechem.
Chłopak w tempie błyskawicznym stanął na baczność, ukazując przy tym swoją twarz. Swoją...piękną twarz. Mamuniu, jakie on miał oczy! Niebiesko- zielone tęczówki błyszczały się z radości, mimo że jego mina była teraz śmiertelnie poważna.
-Tak jest!- zasalutował mi- Louis Tomlinson, madame- Podałam mu rękę, żeby się przywitać, ale on delikatnie ujął moją dłoń i złożył na niej pocałunek.
Trzymajcie mnie, bo zaraz się rozpłynę!
-Jasmine Brad- uśmiechnęłam się, czując, że moje policzki przyjmują różowa barwę.
-Och, wiem- machnął ręką- Co Harry się o tobie naopowiadał!
Spojrzałam wymownie na mojego przyjaciela, ale on skwitował to tylko śmiechem.
-Chodź, oprowadzę cię po domu- doskoczył do mnie Louis, nadstawiając swoją rękę. Ujęłam ją więc i udając królewską parę, ruszyliśmy naprzód z zamiarem zwiedzenia tego ogromnego domu.
______________
Ugh i jest ten 6. rozdział. Osobiście nie jestem zadowolona, no ale mam nadzieję, że Wam się spodoba.
I pojawił się LOUIE! <3
Btw. tylko 16 komentarzy? :( Dzięki. Wcześniej było więcej. Bloga obserwuje 26 osób ( i oby było ich co raz więcej) , a tylko tyle komentarzy. No cóż, może teraz będzie więcej ;)
Anyway, dziękuję z tyle wejść :)
Love yaa xx
czwartek, 3 maja 2012
#5 "I'll take u to another world"
Usiadłam naprzeciw Niall'a i podałam mu zimny okład. Uśmiechnął się do mnie ciepło. Lubiłam go, bardzo. Był sympatyczny, uroczy, nieśmiały no i wesoły. Nie wiedziałam, że w tak krótkim czasie można tak dobrze poznać człowieka. Ale może to ze wzlędu na sytuację? Chłopak osłabiony nocną tragedią, nie miał siły, żeby na przykład ukryć swoje emocje. Kto wie?
Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam mu w oczy. Za każdym razem, gdy to robiłam jego wzrok przeszywał mnie na wylot. Niebieskie, niebieskie jak ocean tęczówki były cudownie przerażające. To wszystko było tak wyjątkowe i niespotykane, że mój umysł odmawiał posłuszeństwa.
-Jass?- Z ruchu warg blondyna odczytałam moje imię.
-Przepraszam- otrząsnęłam się- Mówiłeś coś?
-Owszem- wykrzywił swoje delikatnie różowe usta w sarkastyczny uśmiech- Pytałem, jak się czujesz.
Zarumieniłam się. Byłam tak zaabsorbowana jego widokiem, że nawet nie zwróciłam uwagi na to, co do mnie mówi. No ale czy to moja wina? Kto tu przykuwał czyją uwagę?
Skinęłam głową.
-Wszystko dobrze. Jestem trochę zmęczona i wciąż nie mogę pozbyć się z pamięci tego, jak on...cię postrzelił- wydukałam- Myślałam, że nie żyjesz.
-Zapomnij o tym. To było i nie wróci, przynajmniej będziemy mieli, co wspominać.
-Będziemy...
Uśmiechnęłam się słabo. Z pewnością, lecz nie będą to miłe wspomnienia.
-Dlaczego?- blondyn momentalnie posmutniał.
Osz Jasmine! Czy ty powiedziałaś to na głos?
-Dla mnie będą to jak najbardziej miłe wspomnienia. Dzięki temu poznałem ciebie i Harry'ego- kontynuował.
Zrobiło mi się głupio. Powinnam zacząć się kontrolować. Sprawiłam chłopakowi przykrość, chociaż wcale nie chciałam. Tyle że...od kiedy to mnie przejmują uczucia innych? Jezu, co ja w ogóle robię? Moje myśli ciągle krążą w okół chłopaka, którego przecież NIE znam.
Nie, to nieprawda, że człowieka można poznać w tak krótkim czasie. Wcale go nie znam i nie mam zamiaru poznać. Mam przyjaciół w Londynie i oni mi wystarczą. Po co mi kolejni? Zdecydowanie ich nie potrzebuję.
-Ta- mruknęłam- Czysty przypadek- rzuciłam w kierunku mojego towarzysza, który wbił we mnie swoje zszokowane ślepia. Wyłącz swoje uczucia, powtarzałam sobie w myślach. Wyłącz swoje uczucia.
-A teraz wybacz, ale idę do pokoju. W tej chwili jedyne, na co mam ochotę to sen! Tylko i wyłącznie- dodałam i zostawiłam zranionego i smutnego blondyna samego w hotelowym holu. Nie czekałam na windę, udałam się prosto na schody. Zapomnij, zapomnij, mówiłam wciąż do siebie. Nie zrobiłaś nic złego. Po prostu pokazałaś mu prawdziwą siebie, a właśnie to zawsze powtarzała ci mama, prawda? "Bez względu na sytuację, zawsze pozostań sobą." Mamy przecież trzeba słuchać.
Rozdrażniona weszłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami, nie zwracając uwagi na mojego śpiącego, skacowanego tatusia. Rzuciłam się na łóżko i nakryłam głowę poduszką. Co ja robię do cholery? Kogo ja udaję? Co ja sobie wyobrażam? Przecież tak wcale nie będzie lepiej. Ze łzami w oczach odłożyłam poduszkę na bok i uniosłam się na łokciu. Przed moimi zamglonymi oczami znalazło się zdjęcie, które zawsze znajdowało się na szafce nocnej przy moim łóżku. Zawsze, niezależnie od tego, gdzie bym nie pojechała. Patrzyłam na wysokiego, ciemnego bruneta, który obejmował dziesięcioletnią Jasmine, robiącą głupią minę. Spoglądał na nią z góry i śmiał się. Śmiał się szczerze z jej wygłupów. Z moich wygłupów.
Przypomniałam sobie rysy jego twarzy, każdy szczegół. Orzechowe oczy, identyczne jak moje. Kaszmirowe usta, identyczne jak moje. Zmarszczki na czole, identyczne jak moje. I nawet te słodkie dołeczki, identyczne jak moje. Jedynie nasze włosy miały inny kolor. To było to, co nas różniło. Tęskniłam, tak cholernie tęskniłam...
-Psst...
Rozejrzałam się po pokoju. Wydawało mi się, że słyszałam jakiś szmer.
-Psst, Jass- Nie, nie przesłyszałam się. Dźwięk dobiegał z tarasu. Podniosłam się ciężko z łóżka i ubierając bluzę, wyszłam na zewnątrz. Na balkonie, a w zasadzie na poręczy balkonu obok mnie, siedział Harry i wymachiwał swoimi dolnymi kończynami, jak niedorobiony przedszkolak, co wywołało u mnie śmiech.
-Wskakuj- poklepał barierkę mojego balkonu.
Pokręciłam głową.
-Z moimi zdolnościami, zlecę.
-Nie marudź- przewrócił oczami.
Niezbyt zgrabnie wgramoliłam się i usiadłam obok niego. Lokaty podał mi do ręki piwo. Spojrzałam na niego pytająco, ale on tylko wskazał swój pokój, gdzie jak sądziłam również, podobnie jak u mnie, leczył sobie kaca jego skacowany tata. Co to za problem w takim razie podkraść mu dwie butelki. Wzięłam od niego otwieracz w kształcie TELETUBISIA? Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
-Uspokój się- syknął, sam z trudem powstrzymując się od śmiechu- Dostałem w prezencie.
-Ok- wydukałam- Przypomnij mi jak będziemy w mieście, ja ci zafunduję coś lepszego.
Pokręcił głową z uśmiechem na twarzy i pociągnął łyk z butelki.
-Co z Niall'em?- spytał, a moja mina momentalnie zrzedła.
-Nie wiem.
-Pożegnaliście się?
-Co?
-Wyjechał już przecież.
-Co?
-Ogłuchłaś? Wyjechał do Irlandii.
No to ładnie. Nawet się z nim nie pożegnałam. Chociaż to głupie "cześć". Nie zaszkodziłoby, prawda? Ale mógł przyjść, powiedzieć, że wyjeżdża. Ja nie wiedziałam, to nie moja wina. Gdyby mu zależało, to by przyszedł.
-Coś się stało?- zerknął na mnie Harry.
-Małe spięcie. Możemy zmienić temat?
Przytaknął.
-Tylko jeszcze jedno. Prosił, żeby cię pozdrowić.
Uśmiechnęłam się w duchu. Może nie zawalił tego tak do końca. Tyle że już się raczej nie spotkamy. Najwidoczniej...tak miało być.
-Hej- chłopak ujął mnie pod brodę- Płakałaś?
Zaprzeczyłam. Nie chciałam, by znał prawdę.
-Nie oszukasz mnie.
Westchnęłam. Dlaczego on musi wszystko wiedzieć? Nie możliwe, żebym aż tak źle wyglądała, w końcu uroniłam tylko kilka łez.
-Co się stało?
Wiedziałam, że muszę mu to powiedzieć. Zasługiwał na to, zachowywał się jak prawdziwy przyjaciel. Kiedy w głowie zaczęłam sobie wszystko układać, nie wytrzymałam. Zeskoczyłam z barierki i osunęłam się po ścianie. Moja głowa mimowolnie powędrowała do kolan, przez co moje spodnie stawały się mokre. Pociągałam nosem, jak dziecko pierwszego dnia przedszkola. Nie potrafiłam się opanować, tylko chlipałam i chlipałam.
-Jass- szepnął Harry i już po chwili siedział obok i obejmował mnie ramieniem. Wtuliłam się w niego i pozwoliłam, by moje łzy moczyły po kolei wszystko, co napotkają. On tylko głaskał mnie po plecach i co chwilę szeptał, żebym się uspokoiła, że wszystko jest dobrze i że on jest obok. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Nie chciałam spojrzeć teraz w lustro, ale wiedziałam, że dla niego nie liczy się to, jak wyglądam.
-Dziękuję, że jesteś- chlipnęłam.
-Zawsze będę- pogładził moje włosy.
Uśmiechnęłam się przez łzy i przetarłam twarz.
-Chciałeś wiedzieć, o co mi chodzi...
Chłopak tylko skinął głową.
-Więc teraz ci wszystko opowiem.
Usadowiłam się wygodniej i spojrzałam na poszarzałe już niebo.
*3 lata wcześniej*
Spojrzałam za okno. Śnieg pięknie sypał. Idealny styczniowy wieczór.
-To był Derek, prawda?- spytała mnie mama, uśmiechając się, a ja przytaknęłam.
-Głąb. Nigdy więcej takiego chłopaka. Teraz będę uważniej dobierać.
-Dziecko, miałaś wtedy dziesięć lat.
Wzruszyłam ramionami i usiadłam na sofie obok mojej siostry. Lubiłam te babskie wieczory. Herbata, ciastka i rozmowy do późnej nocy. Tata i Drew na meczu, a później pewnie pójdą na spotkanie z kolegami taty. Cieszyłam się, że mam tak zgraną rodzinę. Mało kto miał takie szczęście. Dwa lata młodsza siostra, trzy lata starszy brat. Jak dobrze, że byłam tą środkową. Ani nie musiałam za wiele robić, ani nie miałam wielu ograniczeń.
-Oglądamy jakiś film?- zaproponowała mama.
-Jasne, czemu nie!- ucieszyłam się i ruszyłam w stronę półki z płytami, ale w połowie drogi zatrzymał mnie dźwięk otwieranych drzwi.
-Tato? Co tak wcześnie?- dałam mu buziaka w policzek i już chciałam rzucić się na Drew, ale nie miałam na kogo.
-Gdzie Drew?- spytałam.
-Został u Mike'a- powiedział tata, rzucając klucze na komodę i ściągając kurtkę- Chyba na noc.
-A, w porządku- uśmiechnęłam się- Oglądasz z nami film?
-Przepraszam, nie mam ochoty. Pójdę się dziś wcześniej położyć, a wy kończcie to, co zaczęłyście.
Skinęłam wyrozumiale głową i z płytą w ręce przykucnęłam przed DVD.
-Coś mi tu nie pasuje- mruknęła moja mama wyraźnie zdenerwowana- Jass, idź zadzwonić do Mike'a, proszę.
Zaczęłam się denerwować. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale posłusznie poszłam na górę do swojego pokoju i wykręciłam numer do najlepszego przyjaciela brata.
-Cześć!- usłyszałam wesoły głos po drugiej stronie.
-Jak tam? Balujecie z Drew?- spytałam równie wesoło.
-Drew? Ale jego u mnie nie ma.
Zamarłam. Przecież tata wyraźnie powiedział...
-Tata mówił, że jest u ciebie.
-Nie, mieliśmy się jutro spotkać. Mówił, że dziś po meczu pewnie wróci zmęczony- stwierdził chłopak.
-Ok, dzięki- wydukałam.
-Daj znać, jak dowiesz się czegokolwiek.
Obiecałam, że dam znać i rzuciłam komórkę na łóżko. Popędziłam na dół.
-Nie ma go u Mike'a!- wydyszałam.
***
- Dzień później stwierdzono zgon- szepnęłam- Dostałyśmy telefon ze szpitala. Taty wtedy nie było w domu. Teraz rozumiesz?-Ale...- Harry drżał- Jak...on zginął?
-Ojciec pozwolił mu prowadzić samochód w drodze powrotnej. Idiota- prychnęłam.
-Wybacz, ale muszę się z tobą zgodzić.
-"Wybacz"? Ja go nienawidzę! Możesz go obrażać przy mnie tyle razy, ile zechcesz.
Objął mnie czule. Czułam, że dzieli ten ból ze mną. Nikomu tego nie opowiadałam. Nawet Mike'owi, zrobiła to za mnie Sasha. Nie potrafiłam. Ból był nie do wytrzymania.
-Po tym wydarzeniu zaszyłam się w swoim pokoju na blisko dwa tygodnie. Piłam tylko wodę, a jadłam jedynie jabłka. Schudłam osiem kilo. Osiem kilo w czternaście dni! Rozumiesz to?! Nikogo nie wpuszczałam do środka. Nie odbierałam telefonów- Już nie było mi przykro, mówiłam o tym z wściekłością, bo uświadamiałam sobie na nowo, że to wszystko wina ojca- Teraz, za każdym razem, kiedy sobie pomyślę, że już nigdy nie usłyszę jego głosu, tego śmiechu, że już NIGDY go nie zobaczę, mam ochotę zabić tego, kto mnie spłodził. Nigdy mu nie wybaczę.
-Ciii, już dobrze- odezwał Harry i znów przygarnął mnie do siebie.
-Był moim najlepszym przyjacielem- szepnęłam.
_________
strasznie Was przepraszam, że tak długo nie dodawałam . kompletny brak czasu. ale pomęczyłam się nad tym rozdziałem i mam nadzieję, że się Wam spodoba :) x
Cholernie jestem Wam wdzięczna za ilość wejść, obserwujących i komentarzy. Mam tylko nadzieję, że będzie ta ilość rosła :) x
A rozdział dedykuje wszystkim, którzy ostatnio musieli się zmierzyć z jakąkolwiek "stratą" <3
Love yaa xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)