niedziela, 17 lutego 2013
#18 "I used to rule the world"
Spojrzałam na Cheryl. Siedziała w rogu pomieszczenia i spoglądała w przestrzeń. Co sobie teraz myślała? Zawiodłam ją? A może mimo wszystko wciąż miała nadzieję?
-Odrobinę głośniej- zawołał Jack, mój nauczyciel śpiewu- Odrobinę.
Był naprawdę bardzo wyrozumiały. Ja na jego miejscu dawno bym się poddała. Jestem beznadziejna. Ktoś podmienił mi głos. To tylko sen. Nie potrafiłam zmienić nastawienia, bo ciągle to sobie powtarzałam.
-This Romeo is bleeding...- starałam się, żeby mój głos brzmiał naturalnie, ale stres nie pozwalał. Za wszelką cenę starałam się coś w nim zmienić, bo nikomu nie odpowiadał. Nawet mnie. Po pierwszej zwrotce Cheryl wyszła z sali, a ja załamana padłam na krzesło i poczułam, jak łzy spływają po moich policzkach. Jack położył rękę na moim ramieniu.
-Co się dzieje?- zapytał, a gdy nie odpowiedziałam ciągnął dalej- Jasmine, słyszałem cię na przesłuchaniach i na bootcampie. Uwierz w siebie. Czym się stresujesz?
Wzruszyłam ramionami i otarłam łzy.
-Nie chodzi tu o Cheryl?
-Chyba tak- odpowiedziałam głosem zachrypniętym od łez- Nie chcę się upokorzyć.
Na jego twarzy pojawiło się coś, jak pół-uśmiech.
-Tak się nie stanie. Nie z takim talentem. A teraz wstawaj, zrób to jeszcze raz. Jestem tylko ja, nikt więcej.
Podniosłam głowę i jakby dla pewności rozejrzałam się po pokoju. Przymknęłam na moment oczy i podniosłam się z krzesła. Zacisnęłam pięści.
-Graj Jack.
-Simon, proszę, zapowiedz swój zespół.
-Nie ma, co dużo mówić- odezwał się Simon- Piątka utalentowanych chłopaków. Panie i panowie...One Direction.
Czułam się o wiele lepiej, będąc już po wszystkim. W dodatku, że byłam z siebie zadowolona. Zero fałszu, jak powiedzieli znajomi, wyraz twarzy pewny siebie, uśmiech. Czego chcieć więcej? Patrząc na scenę, widziałam to samo. Tylko że było tego jakby pięć razy więcej. W dodatku wykonywali mój ulubiony utwór od Coldplay. Nawet nie zauważyłam, kiedy moje ciało zaczęło się poruszać w rytm muzyki. Śmiałam się sama do siebie i tańczyłam. Nie myślałam o niczym, tylko wsłuchiwałam się w ich głosy, które brzmiały niesamowicie. Tylko jeden z nich sprowadził mnie na ziemię. Pierwszy raz właścicielowi tego głosu udało się przywrócić mnie do normalności. Zawsze powodował, że zapominałam o całym Bożym świecie, miałam motylki w brzuchu, a teraz? Teraz, gdy zaśpiewał pierwsze zdanie, zastygłam. Skierowałam wzrok tylko na niego, a on po chwili jakby to wyczuł, bo zaczął skakać po scenie jak szalony w pretekście do skierowania wzroku w moją stronę. Uśmiechnął się szeroko, jak dzieciak. A ja wiedziałam, że jeszcze raz dla mnie zaśpiewa. Bo śpiewał dla mnie. Mimo, że nie była to piosenka o miłości. Po prostu to wiedziałam.
Staliśmy wszyscy na scenie. Wszyscy uczestnicy. Czułam na moim ramieniu rękę Cheryl. Bała się. Bała się o całą naszą grupę. Kiedy oglądałam X factor w telewizji, nigdy nie sądziłam, że są to takie emocje. Nawet wtedy, gdy chodziło o mojego ulubieńca. To, co się czuje, stojąc na scenie i czekając na werdykt, jest nie do opisania. Nawet jeśli ty nie odpadniesz, odpadnie ktoś inny, a będzie to osoba, z którą zdążyłaś się zaprzyjaźnić lub przynajmniej bliżej poznać. Zdajesz sobie sprawę z tego, że każdy kto stoi obok ciebie ma marzenia. Takie same jak ty. W takiej chwili sukcesem jest nieusłyszenie swojego imienia w grupie osób, które odpadają. Nigdy nie wiesz, czy to ty będziesz osobą, która będzie świętować. Jednak kiedy słyszysz: "Reszta jest bezpieczna, do zobaczenia na próbach", a ty wciąż stoisz na scenie, ludzie zaczynają bić brawo, na twojej twarzy bez twojej zgody pojawia się uśmiech. Spoglądasz na wszystkich, którzy są w takiej samej sytuacji jak ty. Oni też się uśmiechają. Bo czujecie dokładnie to samo.
Tego dnia miałam szczęście. Gdy rozejrzałam się po scenie, mogłam zobaczyć pięć roześmianych twarzy, z którymi nie rozstawałam się ostatnimi czasy. Łzy szczęścia zaczęły napływać mi do oczu. A to przecież dopiero początek. Piękny początek. Wspólny początek.
-Byliście niesamowici!
-Też chcę mieć taki talent!
-Na milion procent już wkrótce będziemy chodzić na wasze koncerty!
-Od zawsze wiedziałem, że osiągniesz coś dzięki temu.
Wracaliśmy do domu, objęci wszyscy w szóstkę. Przed nami, za nami i obok nas szły nasze rodziny. Wszyscy przyjechali tu dla nas, nie chcieli naszego pierwszego show oglądać w telewizji.
-Idziemy do restauracji!- zakomenderował nagle mój tata.
-W...tyle osób?!- wykrztusił Harry- Wynajęliście restaurację?
Nikt mu nie odpowiedział, tylko nasi ojcowie uśmiechnęli się do siebie znacząco. Wzruszyliśmy wszyscy ramionami i powędrowaliśmy za nimi. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy jest sens robić z tego tak wielką sprawę, ale wszyscy byliśmy szczęśliwi, więc dlaczego nie? W końcu nie każdy ma szansę wystąpić na scenie brytyjskiego X factor. Na żywo. Wzięłam pod rękę Harry'ego i Zayn'a i włączyłam się do rozmowy.
Niewiarygodne. Już nigdy, przenigdy nie powiem złego słowa na moich rodziców. Nigdy! Kilkadziesiąt metrów przed restauracją zasłonili każdemu z nas oczy chustką. Już wtedy słyszałam przyjemną muzyczkę i czułam tą cudowną atmosferę, jaka panowała zawsze w tej restauracji. W "mojej restauracji", bo tak nazywałam ją odkąd moi rodzice zabrali mnie tam po raz pierwszy. Miałam wtedy pięć lat.
-Harry uwielbiał tu przychodzić- usłyszałam głos pani Styles, gdy w mojej głowie kłębiły się te myśli- Pierwszy raz zjadł tu obiad na swoje piąte urodziny. Zrobiliśmy rodzinną imprezę.
-To tak jak nasza Jasmine- odezwała się moja mama- Też miała pięć lat, gdy zabraliśmy tu ją pierwszy raz.
Zaczynałam mieć podejrzenia, że dorośli czytają w moich myślach, ale pozbyłam się tego z mojej głowy ze śmiechem i zaczęłam wdychać zapachy potraw, unoszących się w powietrzu.
-Więc nasze dzieci znajdą wspólny język nawet jeśli chodzi o ulubioną restaurację- zaśmiał się mój tata i wszyscy mu zawtórowali.
Pozwolili ściągnąć nam chustki dopiero wtedy, gdy usadzili nas na krzesłach. Jeszcze zanim to zrobiliśmy, poczułam czyjąś rękę na mojej nodze. Chwyciłam ją i ścisnęłam delikatnie. Byłam pewna, że to Harry. Że w pewnym sensie przebywa pobyt tutaj tak jak ja i potrzebuje wsparcia.
Lecz kiedy chustka już nie zasłaniała moich oczu i spojrzałam na prawo, ujrzałam uśmiechniętą twarz Irlandczyka. Ręka, która przed chwilą spoczywała na mojej nodze, teraz leżała na stole, ale miałam dziwne wrażenie, jakby chciała znaleźć się z powrotem w tym samym miejscu. A może nie? Może to już te wszystkie zapachy tak omotały moją głowę. Jednego byłam pewna. Nie przeszkadzał mi fakt, że ręka ta należała do blondyna, a nie do Harry'ego.
________________
Po raz kolejny strasznie przepraszam Was za to, że tak długo mnie tu nie było :( Nie chcę wam obiecać, że będę dodawać tutaj wpisy częściej. Mogę Wam tylko obiecać, że na pewno będę to robić :) I mam nadzieję, że będziecie wciąż odwiedzać mojego bloga. Bo wzrost liczby odwiedzin daje mi tą motywację! To niesamowite, że ciągle tu zaglądacie i sprawdzacie, czy pojawił się nowy rozdział. Kocham Was :) xx
@xNIALLANATOR
niedziela, 13 stycznia 2013
#17 "She's not afraid of..."
Wszystko wróciło z taką łatwością. Nie mogłam uwierzyć, że wciąż potrafię to robić tak, jak kiedyś. Gdy skończyłam, podniosłam kartkę do góry i spojrzałam na swoje dzieło. Granatowa sukienka bez rękawów z baskinką udekorowaną złotymi ćwiekami. Idealnie. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wyciągnęłam z teczki z szuflady moje stare projekty. Głównie sukienki, kombinezony, ale także takie outfity, jak koszula plus spodnie z wyższym stanem, czy zwykły t-shirt z ciekawym nadrukiem, a do tego boyfriendy. Na ścisłość można było tam znaleźć wszystko. Odłożyłam plik kartek na brzeg i dokończyłam jajecznicę.
-Jass, masz gościa!- krzyknęła moja mama z dołu w chwili, gdy wkładałam do ust ostatni widelec. Nie zdążyłam nic odkrzyknąć, bo już otworzyły się drzwi. Obróciłam się na krześle.
-Hej- Niall uśmiechnął się uroczo- Przeszkadzam?
Pokręciłam tylko głową, bo buzię miałam jeszcze pełną jedzenia i wskazałam mu łóżko.
-Co się stało, że wczoraj tak wcześnie wyszłaś?- spytał, kiedy rozłożył się na moim łóżku.
-Nic takiego- machnęłam ręką, sprzątając szybko z biurka. Nie odpowiedział, bo zdawał sobie sprawę z tego, że kłamię. Westchnęłam.
-Harry zapoznał mnie ze swoim kolegą...
Niall chyba nie do końca zrozumiał, o co chodzi, bo przez dobre kilka sekund się nie odezwał.
-Przystawiał się do ciebie?- zapytał w końcu. Gdy zareagowałam śmiechem, podniósł się i podszedł do balkonu. Otworzył drzwi i stanął w przejściu.
-Więc o co chodzi?
Kiedy zaczęłam mówić, przysiadł na progu balkonu i słuchał uważnie. Nie przerwał ani na chwilę. Czekał, aż skończę. Był w tym bardzo podobny do Harry'ego.
-Pamiętasz, co ci powiedziałem dwa dni temu?
Powiedziałeś mi tamtego dnia takie rzeczy, że ciężko o nich zapomnieć, miałam na końcu języka, ale powstrzymałam się i tylko kiwnęłam głową. Mówił o radzie dotyczącej tego, że mam być sobą.
-To świetnie. W takim razie czego więcej ci potrzeba? Masz talent, wiesz, że ci to bardzo dobrze wychodzi, a spotkanie z tym facetem powinno być dla ciebie tylko znakiem- skwitował.
-Myślisz?
Skinął tylko głową i uśmiechnął się szczerze.
-W zasadzie to nie śpię od kilku godzin i...- wyciągnęłam z teczki mój dzisiejszy projekt i podałam mu go.
-Głupia jesteś- mruknął- Jak mogłaś przestać się tym zajmować?
Zaśmiałam się i przysiadłam obok niego. Przyjemny wiatr zaczął głaskać moje plecy. Siedzieliśmy w ciszy i spoglądaliśmy na moją ścianę pełną zdjęć.
-Chodź, pomożesz mi- klepnęłam go w nogę i wyciągnęłam z szuflady świeżo wydrukowane zdjęcia- Są z wypadu na szczyt Big Bena- powiedziałam i podałam mu część. Wziął ją posłusznie i podszedł do mojej "fotograficznej ściany". Muszę przyznać, że trochę się przeraziłam tego, co na tych zdjęciach się znajdowało, ale ostatecznie postanowiłam, że powiesimy je wszystkie. Szkoda wspomnień.
-Hej, patrz- odezwał się nagle Horan- Robili nam zdjęcia z ukrycia!
Trzymał w ręce nasze wspólne zdjęcie. Ja siedziałam przy murku, a on stał obok. Patrzyliśmy sobie w oczy, rozmawialiśmy. Któryś z chłopaków jest naprawdę niezłym fotografem, bo pięknie uchwycił chwilę. Bałam się tego jednak powiedzieć na głos, więc uśmiechnęłam się tylko.
-To pewnie Harry- dodałam, wracając do roboty.
-Ja tam bym bardziej stawiał na Malika- stwierdził Niall- Chyba pierwszy raz miał w rękach aparat, bo jak tylko go odłożyłaś, to od razu go porwał i praktycznie już się z nim nie rozstawał.
Zaśmiałam się. Może rzeczywiście nie powinien się z nim rozstawać i robić więcej zdjęć, pomyślałam.
Pierwsze wyjście sam za sam z Niallem. Czułam się jakoś inaczej. To nie było to samo, co rozmowa w holu, gdzie kręcili się ludzie, czy nawet rozmowa na górze Big Bena, gdzie chłopcy byli w pobliżu. Teraz szliśmy ramię w ramię. Nikt nie mógł nam przeszkodzić. Pogoda tylko polepszała atmosferę. Ciepły, letni dzień z delikatnym wietrzykiem. To wszystko pomagało mi zapomnieć o dotychczasowych problemach, o tym, że niedługo szkoła, a także X factor. Na chwilę obecną wszystko wyglądało idealnie.
Wstąpiliśmy do jego ulubionej budki z napojami. Zamówił dla nas po dużym soku ze świeżych pomarańczy i skierowaliśmy się do Hyde Parku.
-Nie lubię mojego hotelu- odezwał się nagle Niall- Mają niedobre jedzenie.
Powstrzymałam śmiech i wzięłam łyk soku.
-Nie masz żadnej rodziny w Londynie?- zainteresowałam się- Przecież takie nocowanie w hotelu jest kosztowne.
-Jakbym miał, to bym u nich mieszkał- spojrzał na mnie, jakby to było oczywiste. Ale przecież kto to wie? W rodzinie są różne sytuacje. Mogli się na przykład pokłócić- A jeśli chodzi o utrzymanie, to masz rację- ciągnął- Rozmawiałem z mamą kilka dni temu i wyjeżdżam dwa dni przed końcem wakacji.
- A co z X factorem?- zdziwiłam się- Przecież nie będziesz tu przylatywał ciągle. Zresztą próby i to wszystko...
Wzruszył ramionami.
-Idiotycznie- prychnęłam- Coś musimy wymyślić.
Nie chciał kontynuować tego tematu. Usiadł na ławce przy jeziorze i zaczął spoglądać w przestrzeń. Zajęłam miejsce obok niego i ukradkiem zaczęłam go obserwować. Idealne rysy twarzy i te niebieskie oczy. Byłam zazdrosna o to, czemu się przygląda... Przyłapałam się na tym, że moja ręka delikatnie przesuwa się w jego stronę, ale na szczęście w odpowiednim momencie ją cofnęłam. Dla bezpieczeństwa skierowałam wzrok tam, gdzie on i mocniej ścisnęłam kubek z sokiem.
-Boję się- wyrwało mi się nagle. Nie odezwał się, jak to miał w zwyczaju, tylko czekał, aż będę kontynuować- Tego roku szkolnego. Boję się, że nie dam rady z tym wszystkim. Najzwyczajniej w świecie się boję.
-Że nie dasz rady połączyć szkoły z X factorem?- dopytał dla pewności, a ja tylko skinęłam głową- Nie masz powodów do obaw. Będzie pewnie dużo roboty, ale jesteś zdolna, mądra...Dasz radę.
Westchnęłam.
-Czasem tak mam. Przejmuję się czymś na zapas...
Kątem oka zauważyłam, że się uśmiecha i nim zdążyłam się zorientować, objął mnie ramieniem.
-W takim razie jestem tu od tego, by ci na to nie pozwalać.
Nie powstrzymałam moich kącików ust, które uniosły się do góry. Wtuliłam się w niego mocniej, oparliśmy się o ławkę i w ciszy obserwowaliśmy spokojne jezioro. Pogrążeni w myślach dotyczących nas samych oraz naszej przyszłości.
____
Fajnie się ten rozdział pisało. Mam nadzieję, że wam się to dobrze czytało :) Zostawiajcie opinie poniżej. Dzięki za tyle wejść :) xx
@xNIALLANATOR
-Jass, masz gościa!- krzyknęła moja mama z dołu w chwili, gdy wkładałam do ust ostatni widelec. Nie zdążyłam nic odkrzyknąć, bo już otworzyły się drzwi. Obróciłam się na krześle.
-Hej- Niall uśmiechnął się uroczo- Przeszkadzam?
Pokręciłam tylko głową, bo buzię miałam jeszcze pełną jedzenia i wskazałam mu łóżko.
-Co się stało, że wczoraj tak wcześnie wyszłaś?- spytał, kiedy rozłożył się na moim łóżku.
-Nic takiego- machnęłam ręką, sprzątając szybko z biurka. Nie odpowiedział, bo zdawał sobie sprawę z tego, że kłamię. Westchnęłam.
-Harry zapoznał mnie ze swoim kolegą...
Niall chyba nie do końca zrozumiał, o co chodzi, bo przez dobre kilka sekund się nie odezwał.
-Przystawiał się do ciebie?- zapytał w końcu. Gdy zareagowałam śmiechem, podniósł się i podszedł do balkonu. Otworzył drzwi i stanął w przejściu.
-Więc o co chodzi?
Kiedy zaczęłam mówić, przysiadł na progu balkonu i słuchał uważnie. Nie przerwał ani na chwilę. Czekał, aż skończę. Był w tym bardzo podobny do Harry'ego.
-Pamiętasz, co ci powiedziałem dwa dni temu?
Powiedziałeś mi tamtego dnia takie rzeczy, że ciężko o nich zapomnieć, miałam na końcu języka, ale powstrzymałam się i tylko kiwnęłam głową. Mówił o radzie dotyczącej tego, że mam być sobą.
-To świetnie. W takim razie czego więcej ci potrzeba? Masz talent, wiesz, że ci to bardzo dobrze wychodzi, a spotkanie z tym facetem powinno być dla ciebie tylko znakiem- skwitował.
-Myślisz?
Skinął tylko głową i uśmiechnął się szczerze.
-W zasadzie to nie śpię od kilku godzin i...- wyciągnęłam z teczki mój dzisiejszy projekt i podałam mu go.
-Głupia jesteś- mruknął- Jak mogłaś przestać się tym zajmować?
Zaśmiałam się i przysiadłam obok niego. Przyjemny wiatr zaczął głaskać moje plecy. Siedzieliśmy w ciszy i spoglądaliśmy na moją ścianę pełną zdjęć.
-Chodź, pomożesz mi- klepnęłam go w nogę i wyciągnęłam z szuflady świeżo wydrukowane zdjęcia- Są z wypadu na szczyt Big Bena- powiedziałam i podałam mu część. Wziął ją posłusznie i podszedł do mojej "fotograficznej ściany". Muszę przyznać, że trochę się przeraziłam tego, co na tych zdjęciach się znajdowało, ale ostatecznie postanowiłam, że powiesimy je wszystkie. Szkoda wspomnień.
-Hej, patrz- odezwał się nagle Horan- Robili nam zdjęcia z ukrycia!
Trzymał w ręce nasze wspólne zdjęcie. Ja siedziałam przy murku, a on stał obok. Patrzyliśmy sobie w oczy, rozmawialiśmy. Któryś z chłopaków jest naprawdę niezłym fotografem, bo pięknie uchwycił chwilę. Bałam się tego jednak powiedzieć na głos, więc uśmiechnęłam się tylko.
-To pewnie Harry- dodałam, wracając do roboty.
-Ja tam bym bardziej stawiał na Malika- stwierdził Niall- Chyba pierwszy raz miał w rękach aparat, bo jak tylko go odłożyłaś, to od razu go porwał i praktycznie już się z nim nie rozstawał.
Zaśmiałam się. Może rzeczywiście nie powinien się z nim rozstawać i robić więcej zdjęć, pomyślałam.
Pierwsze wyjście sam za sam z Niallem. Czułam się jakoś inaczej. To nie było to samo, co rozmowa w holu, gdzie kręcili się ludzie, czy nawet rozmowa na górze Big Bena, gdzie chłopcy byli w pobliżu. Teraz szliśmy ramię w ramię. Nikt nie mógł nam przeszkodzić. Pogoda tylko polepszała atmosferę. Ciepły, letni dzień z delikatnym wietrzykiem. To wszystko pomagało mi zapomnieć o dotychczasowych problemach, o tym, że niedługo szkoła, a także X factor. Na chwilę obecną wszystko wyglądało idealnie.
Wstąpiliśmy do jego ulubionej budki z napojami. Zamówił dla nas po dużym soku ze świeżych pomarańczy i skierowaliśmy się do Hyde Parku.
-Nie lubię mojego hotelu- odezwał się nagle Niall- Mają niedobre jedzenie.
Powstrzymałam śmiech i wzięłam łyk soku.
-Nie masz żadnej rodziny w Londynie?- zainteresowałam się- Przecież takie nocowanie w hotelu jest kosztowne.
-Jakbym miał, to bym u nich mieszkał- spojrzał na mnie, jakby to było oczywiste. Ale przecież kto to wie? W rodzinie są różne sytuacje. Mogli się na przykład pokłócić- A jeśli chodzi o utrzymanie, to masz rację- ciągnął- Rozmawiałem z mamą kilka dni temu i wyjeżdżam dwa dni przed końcem wakacji.
- A co z X factorem?- zdziwiłam się- Przecież nie będziesz tu przylatywał ciągle. Zresztą próby i to wszystko...
Wzruszył ramionami.
-Idiotycznie- prychnęłam- Coś musimy wymyślić.
Nie chciał kontynuować tego tematu. Usiadł na ławce przy jeziorze i zaczął spoglądać w przestrzeń. Zajęłam miejsce obok niego i ukradkiem zaczęłam go obserwować. Idealne rysy twarzy i te niebieskie oczy. Byłam zazdrosna o to, czemu się przygląda... Przyłapałam się na tym, że moja ręka delikatnie przesuwa się w jego stronę, ale na szczęście w odpowiednim momencie ją cofnęłam. Dla bezpieczeństwa skierowałam wzrok tam, gdzie on i mocniej ścisnęłam kubek z sokiem.
-Boję się- wyrwało mi się nagle. Nie odezwał się, jak to miał w zwyczaju, tylko czekał, aż będę kontynuować- Tego roku szkolnego. Boję się, że nie dam rady z tym wszystkim. Najzwyczajniej w świecie się boję.
-Że nie dasz rady połączyć szkoły z X factorem?- dopytał dla pewności, a ja tylko skinęłam głową- Nie masz powodów do obaw. Będzie pewnie dużo roboty, ale jesteś zdolna, mądra...Dasz radę.
Westchnęłam.
-Czasem tak mam. Przejmuję się czymś na zapas...
Kątem oka zauważyłam, że się uśmiecha i nim zdążyłam się zorientować, objął mnie ramieniem.
-W takim razie jestem tu od tego, by ci na to nie pozwalać.
Nie powstrzymałam moich kącików ust, które uniosły się do góry. Wtuliłam się w niego mocniej, oparliśmy się o ławkę i w ciszy obserwowaliśmy spokojne jezioro. Pogrążeni w myślach dotyczących nas samych oraz naszej przyszłości.
____
Fajnie się ten rozdział pisało. Mam nadzieję, że wam się to dobrze czytało :) Zostawiajcie opinie poniżej. Dzięki za tyle wejść :) xx
@xNIALLANATOR
niedziela, 6 stycznia 2013
#16 "I just wanna show you off to all of my friends"
-Zamorduję go kiedyś, zamorduję- marudziłam Malikowi, kiedy szliśmy na imprezę do lokatego- Przysięgam, że to zrobię.
-Powtarzasz to od pięciu minut- śmiał się- Jak wy się w ogóle poznaliście?
Uśmiechnęłam się na te wspomnienie. Muszę przyznać, że chętnie wróciłabym do tamtych czasów. Choć na chwilkę. Pobyt tam, przynajmniej końcówka, był trochę jak szkolne kolonie. Pełne zabawy, szaleństwa, beztroski. Kiedy wychodziliśmy nocą poza teren hotelu, czułam się tak, jakbyśmy się wymykali bez wiedzy nauczyciela.
-Nasi ojcowie pracują razem- zaczęłam- Zabrali nas na narty w góry.
Zayn przytaknął powoli.
-Tak od razu się zaprzyjaźniliście?
Zaprzeczyłam.
-Nie dawałam mu nawet szansy na rozmowę na samym początku. Któregoś wieczora wybraliśmy się sami na stok...
-Chwila- chłopak uniósł w górę dłoń, żeby powstrzymać mnie przed dalszym mówieniem- Masz twittera, prawda?
Nie do końca wiedziałam, do czego dąży, ale kiwnęłam głową.
-Miałaś tam dostęp do internetu?
-Pewnie.
Po moim potwierdzeniu Zayn klasnął w ręce i wyciągnął iPhone'a z kieszeni. Starałam się mu zajrzeć przez ramię, ale jego łokieć mi przeszkadzał. W końcu uśmiechnął się do telefonu, kliknął coś jeszcze raz i przekazał mi go.
-O matko...
Patrzyłam właśnie na moją rozmowę z nim. Pisaliśmy razem, kiedy byłam w górach. Doradził mi. Powiedział, że przesadzam i właśnie dlatego postanowiłam wybrać się z Harrym na stok.
-Czyli można powiedzieć, że to wszystko dzięki tobie- kręciłam głową z niedowierzaniem- Kompletnie mi to wypadło z głowy...
Wzruszył ramionami.
-Wiadomo. Jedna z wielu rozmów. Łatwo zapomnieć.
Przytaknęłam. Niesamowite. Ponad pół roku temu wyżaliłam się na jakimś portalu internetowym pierwszej lepszej osobie, a teraz się z nią przyjaźnię. Oddałam mu telefon i nagle wybuchnęłam śmiechem. Prawdę mówiąc, nie wiem, co było w tym śmiesznego. Chociaż może i było? Tak, czy inaczej miałam potrzebę wyśmiania się, a Zayn mi w tym towarzyszył. Wskoczyłam mu na barana i pobiegliśmy w stronę mieszkania Harry'ego.
-Dalej twitterowa przyjaciółko. Lecimy się bawić!- zawołał i zaczął biec po ulicy slalomem.
-No nieźle, czyli wychodzi na to, że znasz ją o wiele dłużej od nas!- zaśmiał się Liam, kiedy opowiedzieliśmy im naszą historię. Uśmiechnęliśmy się tylko i zmieniliśmy temat na inny. Nie dlatego, że nie chcieliśmy o tym rozmawiać. Po prostu po jakimś czasie stało się to zwyczajnie nudne.
-Chyba długo planowałeś tę imprezę- stwierdziłam, rozglądając się po domu. Około trzydziestu osób było tu na pewno.
-Tydzień temu dowiedziałem się, że rodzice wyjeżdżają, a Gemmę wygoniłem do chłopaka- Styles wziął łyk piwa- A właśnie, Jass, jest tu ktoś, kto chce cię poznać.
Zmarszczyłam brwi. Ciekawe komu o mnie naopowiadał, pomyślałam i z cichym westchnięciem, ale także zaciekawieniem na twarzy powędrowałam za nim.
Zaprowadził mnie do kuchni, w której znajdowało się kilka osób, które widziałam na oczy po raz pierwszy. Tyłem do nas, opierał się o stół jakiś chłopak, a raczej mężczyzna. W ręce trzymał szklankę ponczu i rozmawiał z jakąś dziewczyną. Kiedy jego towarzyszka nas zobaczyła, uśmiechnęła się tylko do niego i opuściła kuchnię. Świetnie, wychodzi na to, że całe spotkanie było już zaplanowane.
-Max- Harry poklepał wysokiego blondyna po ramieniu.
-Harry- chłopak odwzajemnił się tym samym, ale od razu przeniósł wzrok na mnie- Ty musisz być Jass...
-Mine- poprawiłam go- Jas-mine.
Nie znosiłam, gdy ktoś obcy się tak do mnie zwracał. To było zarezerwowane tylko dla rodziny i znajomych. Max zarumienił się i tylko przytaknął. Podał mi rękę. Uścisnęłam jego dłoń.
-Jestem Max, stary kolega Harry'ego.
-A także szef agencji dla modelek- dodał Harry, patrząc na mnie znacząco. Na ich szczęście powiedział to dokładnie w momencie, kiedy zdążyłam już przełknąć to, co znajdowało się w mojej buzi. W innym wypadku, z całą pewnością, płyn znalazłby się na nich.
-Dla...modelek?- powtórzyłam, wpatrując się w przyjaciela, ale on się uśmiechnął i udał, że woła go jakiś znajomy. No pięknie, zostawił mnie sam na samym z jakimś facetem, który zaraz zacznie mi zadawać miliard pytań, gdzie nad odpowiedziami trzeba będzie myśleć.
-Więc Jasmine- zaczął Max- Interesujesz się modą?
-Powiedzmy- przymrużyłam oko. Bałam się rozbudować zdanie. Co jeśli powiem coś niestosownego? Co w moim przypadku zdarza się z resztą dość często.
-Harry wspominał, że masz w domu masę teczek pełnych projektów różnych strojów, kostiumów i tym podobnych- kontynuował.
Co?! Ta małpa grzebała w moich rzeczach? Nigdy w życiu mu o tym nie mówiłam, nic mu nie pokazywałam. W sumie, ostatnimi czasy, starałam się o tym wszystkim zapomnieć po porażce szkolnej, kiedy to niejaka Brigitte pokonała mnie w pokazie mody. Podmieniła moje ubrania i w rezultacie musiałam wyjść na scenę ubrana, może nie dosłownie, ale jak klaun.
-Tak, to prawda. Moda była moją pasją od małego- przyznałam w końcu- Jednak już tego dalej nie robię. Ostatni mój projekt powstał w zeszłe wakacje.
Gdy Max spytał o powód, opowiedziałam mu całą historię. Śmiał się z tego niesamowicie, co wprowadziło mnie w zakłopotanie.
-Zabawne- wykrztusił w końcu- Mnie w twoim wieku przydarzyła się podobna przygoda. Udało mi się jednak odwdzięczyć tej osobie.
Odmruknęłam coś tylko. Dla mnie ani trochę nie było to zabawne.
-W każdym razie chcę ci powiedzieć, że z pewnością nie jest to powód, dla którego powinnaś się poddawać.
-Ja już się poddałam- skwitowałam krótko.
Z imprezy wyszłam jako jedna z pierwszych. Skłamałam, że źle się czuję. Harry zostawił dom pod opieką przyjaciół, co nie sądzę, żeby było dobrym posunięciem i odprowadził mnie. Po drodze starał się dowiedzieć, jak poszła rozmowa z szefem agencji modelek, ale moje odpowiedzi były tak lakoniczne, że w końcu sobie darował. Chciał chyba wejść do środka, jednak zbyłam go szybko wymówką, że koniecznie muszę się położyć. Wiem, że normalnie uparłby się, że posiedzi przy mnie, aż zasnę. Tym razem chyba jednak wyczuł, że nie potrzebuję jego towarzystwa i chcę pobyć sama.
Nie poszłam nawet pod prysznic. Gdy weszłam do domu, wszyscy spali. Udałam się na górę do pokoju i nie zapalając światła, ściągnęłam trampki, top, szorty i w samej bieliźnie weszłam pod kołdrę. Przed zaśnięciem zauważyłam tylko, że jest już po północy.
Obudziłam się wcześnie, skoro świt. Sny, w których stawałam się wielką projektantką, a także i modelką, nie dawały mi spokoju. Dopiero co dostałam się do X factora. Śpiew to też moja pasja. Nie mogę tego tam po prostu rzucić. Jednak...może dałoby się to jakoś pogodzić? Kiedy na moim zegarku wybiła szósta, wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Zimny prysznic ocucił mój umysł i pozwolił spojrzeć na to wszystko racjonalnie. Po orzeźwieniu wmasowałam w całe ciało waniliowy balsam i przebrałam się w dres. Włosy tylko lekko przetarłam ręcznikiem i zostawiłam je rozpuszczone. Całkowicie rozbudzona usiadłam ze skrzyżowanymi nogami przed moją komodą i otworzyłam pierwszą szufladę z dołu. Był tam. Mój pamiętnik. Do niedawna mój największy przyjaciel. Taki sam, jak Grayce. Teraz obydwoje z nich zastąpił mi Harry.
Szukanie odpowiedniego wpisu nie zajęło mi sporo czasu.
"Drogi Pamiętniku!
To koniec. Poddaję się. Dzisiejszy dzień pokazał mi, że w świecie mody nie ma dla mnie miejsca. Nikt inny, jak sama Brigitte uświadomiła mi to najlepiej, jak się tylko da. Stając się pośmiewiskiem całej szkoły, po powrocie do domu wszystkie moje projekty pochowałam do teczek, a bloga, nie usunęłam, tylko dezaktywowałam. Nie chciałam widzieć tam żadnych głupich komentarzy. Może to wszystko brzmi śmiesznie, ale naprawdę rezygnuję. Stara Jasmine, która jeszcze wczoraj chciała zostać projektantką mody na światową skalę, odeszła."
Czytając te słowa, dokładnie przypomniał mi się tamten dzień. Łzy w oczach, kiedy szłam wybiegiem. Wybiegiem, który w poprzednich latach był dla mnie miejscem, w którym naprawdę mogłam się pokazać. Potrafiłam godzinami ślęczeć przy biurku i projektować. To wszystko minęło i nie wyglądało na to, że wróci. Aż do tego dnia.
Schowałam pamiętnik na miejsce i zeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Jajecznica z pomidorem z jednego jajka i z porem- idealnie na taki żołądek, jak mój. Zaparzyłam herbaty i z takim prowiantem powędrowałam z powrotem do pokoju. Postawiłam tacę z brzegu biurka, a z szuflady wyciągnęłam dobrze zakopany blok i moje trzy wspaniałe ołówki. Jedną ręką jadłam, a drugą z powrotem zaczęłam tworzyć.
____
Mamy kolejny, co uważacie? :) Chyba wstawiłam tu wątek modowy, bo sama się tym interesuję.
Czekam na komentarze i może jakieś nowe obserwacje? :)
No massive thank u za tyle wejść! Jesteście cudowni :) xx
@xNIALLANATOR
-Powtarzasz to od pięciu minut- śmiał się- Jak wy się w ogóle poznaliście?
Uśmiechnęłam się na te wspomnienie. Muszę przyznać, że chętnie wróciłabym do tamtych czasów. Choć na chwilkę. Pobyt tam, przynajmniej końcówka, był trochę jak szkolne kolonie. Pełne zabawy, szaleństwa, beztroski. Kiedy wychodziliśmy nocą poza teren hotelu, czułam się tak, jakbyśmy się wymykali bez wiedzy nauczyciela.
-Nasi ojcowie pracują razem- zaczęłam- Zabrali nas na narty w góry.
Zayn przytaknął powoli.
-Tak od razu się zaprzyjaźniliście?
Zaprzeczyłam.
-Nie dawałam mu nawet szansy na rozmowę na samym początku. Któregoś wieczora wybraliśmy się sami na stok...
-Chwila- chłopak uniósł w górę dłoń, żeby powstrzymać mnie przed dalszym mówieniem- Masz twittera, prawda?
Nie do końca wiedziałam, do czego dąży, ale kiwnęłam głową.
-Miałaś tam dostęp do internetu?
-Pewnie.
Po moim potwierdzeniu Zayn klasnął w ręce i wyciągnął iPhone'a z kieszeni. Starałam się mu zajrzeć przez ramię, ale jego łokieć mi przeszkadzał. W końcu uśmiechnął się do telefonu, kliknął coś jeszcze raz i przekazał mi go.
-O matko...
Patrzyłam właśnie na moją rozmowę z nim. Pisaliśmy razem, kiedy byłam w górach. Doradził mi. Powiedział, że przesadzam i właśnie dlatego postanowiłam wybrać się z Harrym na stok.
-Czyli można powiedzieć, że to wszystko dzięki tobie- kręciłam głową z niedowierzaniem- Kompletnie mi to wypadło z głowy...
Wzruszył ramionami.
-Wiadomo. Jedna z wielu rozmów. Łatwo zapomnieć.
Przytaknęłam. Niesamowite. Ponad pół roku temu wyżaliłam się na jakimś portalu internetowym pierwszej lepszej osobie, a teraz się z nią przyjaźnię. Oddałam mu telefon i nagle wybuchnęłam śmiechem. Prawdę mówiąc, nie wiem, co było w tym śmiesznego. Chociaż może i było? Tak, czy inaczej miałam potrzebę wyśmiania się, a Zayn mi w tym towarzyszył. Wskoczyłam mu na barana i pobiegliśmy w stronę mieszkania Harry'ego.
-Dalej twitterowa przyjaciółko. Lecimy się bawić!- zawołał i zaczął biec po ulicy slalomem.
-No nieźle, czyli wychodzi na to, że znasz ją o wiele dłużej od nas!- zaśmiał się Liam, kiedy opowiedzieliśmy im naszą historię. Uśmiechnęliśmy się tylko i zmieniliśmy temat na inny. Nie dlatego, że nie chcieliśmy o tym rozmawiać. Po prostu po jakimś czasie stało się to zwyczajnie nudne.
-Chyba długo planowałeś tę imprezę- stwierdziłam, rozglądając się po domu. Około trzydziestu osób było tu na pewno.
-Tydzień temu dowiedziałem się, że rodzice wyjeżdżają, a Gemmę wygoniłem do chłopaka- Styles wziął łyk piwa- A właśnie, Jass, jest tu ktoś, kto chce cię poznać.
Zmarszczyłam brwi. Ciekawe komu o mnie naopowiadał, pomyślałam i z cichym westchnięciem, ale także zaciekawieniem na twarzy powędrowałam za nim.
Zaprowadził mnie do kuchni, w której znajdowało się kilka osób, które widziałam na oczy po raz pierwszy. Tyłem do nas, opierał się o stół jakiś chłopak, a raczej mężczyzna. W ręce trzymał szklankę ponczu i rozmawiał z jakąś dziewczyną. Kiedy jego towarzyszka nas zobaczyła, uśmiechnęła się tylko do niego i opuściła kuchnię. Świetnie, wychodzi na to, że całe spotkanie było już zaplanowane.
-Max- Harry poklepał wysokiego blondyna po ramieniu.
-Harry- chłopak odwzajemnił się tym samym, ale od razu przeniósł wzrok na mnie- Ty musisz być Jass...
-Mine- poprawiłam go- Jas-mine.
Nie znosiłam, gdy ktoś obcy się tak do mnie zwracał. To było zarezerwowane tylko dla rodziny i znajomych. Max zarumienił się i tylko przytaknął. Podał mi rękę. Uścisnęłam jego dłoń.
-Jestem Max, stary kolega Harry'ego.
-A także szef agencji dla modelek- dodał Harry, patrząc na mnie znacząco. Na ich szczęście powiedział to dokładnie w momencie, kiedy zdążyłam już przełknąć to, co znajdowało się w mojej buzi. W innym wypadku, z całą pewnością, płyn znalazłby się na nich.
-Dla...modelek?- powtórzyłam, wpatrując się w przyjaciela, ale on się uśmiechnął i udał, że woła go jakiś znajomy. No pięknie, zostawił mnie sam na samym z jakimś facetem, który zaraz zacznie mi zadawać miliard pytań, gdzie nad odpowiedziami trzeba będzie myśleć.
-Więc Jasmine- zaczął Max- Interesujesz się modą?
-Powiedzmy- przymrużyłam oko. Bałam się rozbudować zdanie. Co jeśli powiem coś niestosownego? Co w moim przypadku zdarza się z resztą dość często.
-Harry wspominał, że masz w domu masę teczek pełnych projektów różnych strojów, kostiumów i tym podobnych- kontynuował.
Co?! Ta małpa grzebała w moich rzeczach? Nigdy w życiu mu o tym nie mówiłam, nic mu nie pokazywałam. W sumie, ostatnimi czasy, starałam się o tym wszystkim zapomnieć po porażce szkolnej, kiedy to niejaka Brigitte pokonała mnie w pokazie mody. Podmieniła moje ubrania i w rezultacie musiałam wyjść na scenę ubrana, może nie dosłownie, ale jak klaun.
-Tak, to prawda. Moda była moją pasją od małego- przyznałam w końcu- Jednak już tego dalej nie robię. Ostatni mój projekt powstał w zeszłe wakacje.
Gdy Max spytał o powód, opowiedziałam mu całą historię. Śmiał się z tego niesamowicie, co wprowadziło mnie w zakłopotanie.
-Zabawne- wykrztusił w końcu- Mnie w twoim wieku przydarzyła się podobna przygoda. Udało mi się jednak odwdzięczyć tej osobie.
Odmruknęłam coś tylko. Dla mnie ani trochę nie było to zabawne.
-W każdym razie chcę ci powiedzieć, że z pewnością nie jest to powód, dla którego powinnaś się poddawać.
-Ja już się poddałam- skwitowałam krótko.
Z imprezy wyszłam jako jedna z pierwszych. Skłamałam, że źle się czuję. Harry zostawił dom pod opieką przyjaciół, co nie sądzę, żeby było dobrym posunięciem i odprowadził mnie. Po drodze starał się dowiedzieć, jak poszła rozmowa z szefem agencji modelek, ale moje odpowiedzi były tak lakoniczne, że w końcu sobie darował. Chciał chyba wejść do środka, jednak zbyłam go szybko wymówką, że koniecznie muszę się położyć. Wiem, że normalnie uparłby się, że posiedzi przy mnie, aż zasnę. Tym razem chyba jednak wyczuł, że nie potrzebuję jego towarzystwa i chcę pobyć sama.
Nie poszłam nawet pod prysznic. Gdy weszłam do domu, wszyscy spali. Udałam się na górę do pokoju i nie zapalając światła, ściągnęłam trampki, top, szorty i w samej bieliźnie weszłam pod kołdrę. Przed zaśnięciem zauważyłam tylko, że jest już po północy.
Obudziłam się wcześnie, skoro świt. Sny, w których stawałam się wielką projektantką, a także i modelką, nie dawały mi spokoju. Dopiero co dostałam się do X factora. Śpiew to też moja pasja. Nie mogę tego tam po prostu rzucić. Jednak...może dałoby się to jakoś pogodzić? Kiedy na moim zegarku wybiła szósta, wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Zimny prysznic ocucił mój umysł i pozwolił spojrzeć na to wszystko racjonalnie. Po orzeźwieniu wmasowałam w całe ciało waniliowy balsam i przebrałam się w dres. Włosy tylko lekko przetarłam ręcznikiem i zostawiłam je rozpuszczone. Całkowicie rozbudzona usiadłam ze skrzyżowanymi nogami przed moją komodą i otworzyłam pierwszą szufladę z dołu. Był tam. Mój pamiętnik. Do niedawna mój największy przyjaciel. Taki sam, jak Grayce. Teraz obydwoje z nich zastąpił mi Harry.
Szukanie odpowiedniego wpisu nie zajęło mi sporo czasu.
"Drogi Pamiętniku!
To koniec. Poddaję się. Dzisiejszy dzień pokazał mi, że w świecie mody nie ma dla mnie miejsca. Nikt inny, jak sama Brigitte uświadomiła mi to najlepiej, jak się tylko da. Stając się pośmiewiskiem całej szkoły, po powrocie do domu wszystkie moje projekty pochowałam do teczek, a bloga, nie usunęłam, tylko dezaktywowałam. Nie chciałam widzieć tam żadnych głupich komentarzy. Może to wszystko brzmi śmiesznie, ale naprawdę rezygnuję. Stara Jasmine, która jeszcze wczoraj chciała zostać projektantką mody na światową skalę, odeszła."
Czytając te słowa, dokładnie przypomniał mi się tamten dzień. Łzy w oczach, kiedy szłam wybiegiem. Wybiegiem, który w poprzednich latach był dla mnie miejscem, w którym naprawdę mogłam się pokazać. Potrafiłam godzinami ślęczeć przy biurku i projektować. To wszystko minęło i nie wyglądało na to, że wróci. Aż do tego dnia.
Schowałam pamiętnik na miejsce i zeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Jajecznica z pomidorem z jednego jajka i z porem- idealnie na taki żołądek, jak mój. Zaparzyłam herbaty i z takim prowiantem powędrowałam z powrotem do pokoju. Postawiłam tacę z brzegu biurka, a z szuflady wyciągnęłam dobrze zakopany blok i moje trzy wspaniałe ołówki. Jedną ręką jadłam, a drugą z powrotem zaczęłam tworzyć.
____
Mamy kolejny, co uważacie? :) Chyba wstawiłam tu wątek modowy, bo sama się tym interesuję.
Czekam na komentarze i może jakieś nowe obserwacje? :)
No massive thank u za tyle wejść! Jesteście cudowni :) xx
@xNIALLANATOR
wtorek, 25 grudnia 2012
#15 "Make my dreams come true..."
Leżąc i obserwując gwiazdy, kątem oka dostrzegłam, że ktoś mi się przygląda. Poczułam dziwne mrowienie na całym ciele. Obróciłam głowę w prawo i moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem blondyna. Zaczęłam się zastanawiać, jak długo mi się przyglądał.
-Bałaś się?- zagadnął.
Nie do końca zrozumiałam. Miał na myśli castingi? Zauważył, że nie wyraził się dość jasno, więc dodał:
-Tego pomysłu. Nie uważasz, że to niebezpieczne?
Wzruszyłam ramionami, co musiało dość dziwnie wyglądać w pozycji leżącej. Oczywiście, że się bałam. Włamywanie się na szczyt Big Bena w środku nocy? Pomysł dla odważnych. A, co najlepsze, ja się do takich osób nie zaliczałam i zapewne nigdy nie będę. Choć, szczerze mówiąc, zaczynałam się obawiać jaką metamorfozę przejdę pod okiem tych pięciu wariatów.
Podniosłam się i podeszłam do murku. Londyn nocą. Jeszcze piękniejszy, niż zwykle. Niall dołączył do mnie.
-Bałam się- postanowiłam mu w końcu odpowiedzieć- Ale powiedz, ty się nie bałeś?
Patrzył w przestrzeń. Bał się mi spojrzeć w oczy, czy po prostu się zamyślił?
Przytaknął. To mi wystarczyło. Nie oczekiwałam już żadnej odpowiedzi, ale on jednak miał w planach co innego.
-Nie jestem odważny...-zaczął- Ale zawsze ulegam. Boję się odrzucenia.
Nie byłam w szoku. Właśnie na taką osobę mi wyglądał.
-Nie powinieneś. Musisz być sobą Niall.
Nie odpowiedział od razu, po prostu spojrzał mi w oczy.
-Tak jak ty?
Otworzyłam usta, ale nic nie odpowiedziałam. Pierwszy raz odjęło mi przy nim mowę. No, może nie licząc tych momentów, kiedy hipnotyzował mnie swoim spojrzeniem.
-Tak jak ty- odpowiedział za mnie- Widzę w tobie wielką zmianę, Jass.
-Od kiedy?- odpowiedziałam automatycznie.
Zaszczycił mnie spojrzeniem, które, odniosłam wrażenie, było zarezerwowane dla ludzi głupich.
-Od naszego pierwszego spotkania- westchnął- Wtedy byłaś zimna, wredna. Obawiałaś się do kogokolwiek zbliżyć.
Tylko przytaknęłam. Wiedziałam, że miał rację. Jednak tamta Jasmine odeszła i nie wróci. Nie mogłam jej na to pozwolić.
-To dzięki Harry'emu- stwierdziłam po prostu.
-Wiem.
Oczywiście, że wiedział. Każdy głupi mógł to zauważyć. Każdy, kto choć trochę interesował się moim życiem i zauważył moje zbliżenie do tego lokatego typa. Odwróciłam się i usiadłam, opierając się o murek. Zayn miał naprawdę cudowny pomysł, żeby tu się wkraść. Bradford boy. Zaśmiałam się na wspomnienie tych dwóch słów, jakimi określił go Louis. Tak czy inaczej: idealne miejsce na rozmyślania.
-Niall?- nagle przybyło mi odwagi. Nie spojrzał na mnie, nie odezwał się, ale wiedziałam, że słucha- Skąd wiedziałeś, że się jeszcze spotkamy?
Chyba nie spodziewał się tego pytania. Widziałam, jak jego oczy się powiększyły. Nie, nie przeraził się. Po prostu był zaskoczony. Jednak odpowiedź miał przygotowaną.
-Czasem, gdy czegoś bardzo pragniesz, to się spełnia- powiedział i odszedł do reszty chłopaków.
Miał przygotowaną odpowiedź, której zupełnie się nie spodziewałam. Poczułam się tak jakby cały mój kręgosłup, łącznie z głową wbił się w murek. Spojrzałam przed siebie. Piątka przyjaciół, która poznała się zupełnie przypadkiem. To wszystko wyglądało na przeznaczenie.
Mój Harry, którego włosy codziennie wyglądały tak, jakby spał w garnku na głowie i tylko loczki wystawały na zewnątrz. Wieczny uśmiech. Ten tak dobrze mi znany, który potrafi poprawić mi humor w mgnieniu oka. Obok Louis z czapką nasuniętą, moim zdaniem, trochę za bardzo na czoło. Bluzka w granatowe paski i czerwone rurki. Głośny śmiech, który mógłby zdradzić naszą obecność, jednak nikogo w tamtej chwili to nie interesowało. Zatrzymałam się na chwilę na tej dwójce. To musiało być przeznaczenie. Para zakochanych trafia do tego samego zespołu. Przypadek? Wątpię. Po chwili rozmyślania o przypadkach i przeznaczeniach w życiu, przenoszę wzrok na niewysokiego bruneta. Ten, który nie potrafi tańczyć, a teraz po jednym piwie wywija lepiej ode mnie. Staram się powstrzymać śmiech, ale nie wytrzymuję, kiedy Liam wskakuje mu na barana. Ta dwójka poznała się już dwa lata wcześniej, gdy obydwaj próbowali sił w X factorze. Byli za młodzi, ale najwidoczniej tak miało być. Mieli wrócić trochę później. Tak, żeby spotkać całą resztę.
No i Niall. Niall Horan, który ponad pół roku temu został prawie zamordowany. Ciarki przechodzą po całym moim ciele na wspomnienie tego dnia. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby nie było tam wtedy mnie i Harry'ego. Czy to też było przeznaczenie? Kolejka miała się zatrzymać? Mieliśmy to zobaczyć?
Blondyn czuje moje spojrzenie na sobie, bo na chwilę odwraca wzrok od całej zabawy i patrzy mi w oczy. Po raz kolejny tego dnia. Znów podaje mi odpowiedź.
Tak, to wszystko było zapisane u góry.
-Ciągle nie wierzę w to, że uszło nam to płazem- śmieję się, idąc z Harrym pod rękę. Na zegarku wybija właśnie godzina trzecia nad ranem. Namawiałam ich, żebyśmy doczekali świtu, ale wbili mi do głowy, że to zbyt niebezpieczne- Macie jeszcze piwo?- nachylam się do Louisa, który wcześniej niósł całe zapasy.
Pasiasty kręci głową. Krzywię się. Czuję, że szumi mi w głowie, więc się zatrzymuję.
-Wszystko ok?- jako że idę obok Harry'ego, on pierwszy zauważa, że coś jest nie tak.
Nie odpowiadam mu, tylko przykładam dwa palce do skroni.
-Ktoś za dużo wypił- kpi Tomlinson. Nawet nie mam siły zareagować. Ból głowy robi się co raz silniejszy. Chłopakowi najwidoczniej nie podoba się fakt, że nie wymyśliłam żadnej ciętej riposty, bo już po chwili kuca przy mnie- Chłopaki, ile ona wypiła?
Jak jakieś szmery słyszę ich głosy. Pewnie przeliczają, ile wypił każdy z nich, żeby móc mu odpowiedzieć. Po chwili już wie, bo jego krzyk tak maltretuje mój umysł, że się chwieję.
-CZTERY BUTELKI?- drze się- Jasmine, czyś ty oszalała?
-Daj jej spokój- rozpoznaję głos Harry'ego- Dzisiaj wszyscy zaszaleliśmy. Wypiłeś niewiele mniej.
-Ok, ale ja się jakoś trzymam- chciał się kłócić dalej.
-Powiedziałem, daj jej spokój- głos Stylesa zrobił się groźniejszy, więc jego chłopak momentalnie ucichł. Lokaty wziął mnie na ręce. W ciszy wracaliśmy do domu. A może po prostu zasnęłam?
-Śniadanie na stole!- ktoś otworzył z hukiem drzwi od mojego pokoju. Naciągnęłam tylko kołdrę mocniej na głowę. Było to bezcelowe, bo wiedziałam, że ktoś i tak zaraz przyjdzie i ściągnie ją ze mnie. Nie przypuszczałabym jednak, że zrobi to taka, a nie inna osoba.
-Jass...Pobudka- ktoś potrząsnął moim ramieniem.
-Nie jestem głodna- wychrypiałam.
Kiedy już myślałam, że mój budzik się poddał, on za to odsłonił rolety i pozwolił by do mojego okna wdarło się słońce.
-Ty idioto!- jęknęłam, ciągle nie wiedząc, kogo obrażam. Usłyszałam kroki na korytarzu. Budzik sobie poszedł. Jednak jak na złość mnie już wcale nie chciało się spać. Powoli podniosłam się i usiadłam po turecku. Przeciągnęłam się i skopałam kołdrę w "nogi" łóżka. Zerknęłam na zegar. Druga po południu? Powoli zaczęłam sobie przypominać co działo się w nocy. Uśmiechnęłam się na te wspomnienia.
-Ból głowy przeszedł?- do pokoju wszedł Harry z tacą pełną jedzenia.
Przytaknęłam, ponownie się uśmiechnęłam i dałam mu buziaka na przywitanie.
-Ty jesteś moim budzikiem?- spytałam, na co on tylko kiwnął głową- Podoba mi się to. Jeżeli mój budzik, ma mi przynosić jedzenie, niech budzi mnie, jak często chce.
Zaśmiał się i przysiadł na brzegu łóżka.
-Wszystko pamiętasz?- zapytał z nutą ironii.
Miałam ochotę potraktować go moim gofrem z dżemem, ale się powstrzymałam. Byłam zbyt głodna.
-Idealnie- odpowiedziałam tylko, udając urażoną. Harry zignorował to i z grymasem na twarzy wstał i otworzył moje drzwi balkonowe.
-Mimo, że jesteś trzeźwa, trochę świeżego powietrza się przyda. Musisz nabrać zapasów na dzisiejszy wieczór.
-Dzisiejszy wieczór?- spytałam z pełną buzią.
-Robię imprezę, nie wspominałem?- spojrzał na mnie znacząco.
No świetnie, szykuje się kolejny skacowany poranek.
__________
Napisany. Dziś przyszła jakaś wena i bez przerwy nastukałam caly rozdział. Jak się podoba? Mogę liczyć na trochę większą ilość komentarzy? :) xx Dziekuję bardzo za ponad 10 tys wyświetleń! xx
No i nie wiem, czy wiecie, zostałam nominowana do Liebster Awards, więc muszę odpowiedzieć na kilka pytań :)
1. Dlaczego lubicie 1D ?
Głównym powodem jest chyba to, że zmienili moje życie. Naprawdę, żeby wszystko wymienić musiałabym się niesamowicie rozpisywać. Po prostu oni dają mi siłę i odkąd ich 'znam', bardziej wierzę w siebie.
2. Która jest wasza ulubiona piosenka z Up All Night i Take Me Home ?
Ciężko wybrać. Mam takie 'sezony' na każdą piosenkę z osobna. Jednak jeśli miałabym wybierać: z #UAN byłoby to "Same mistakes", a z #TMH "Over again"
3. Podobają wam się tatuaże chłopaków ? Nie ? Dlaczego ?
Podobają mi się, a zarazem śmieszą (mam na myśli wieszak Harry'ego np.). Jestem jednak zdania, że każdy z nich ma jakieś znaczenie dla nich i mimo wszystko podobają mi się :)
4. Jakie jest wasze ulubione zwierzę ?
Zdecydowanie pies. Najkochańsze stworzenia na świecie.
5 . Co myślicie o dziewczynach chłopaków ?
Eleanor uwielbiam. Miła, śliczna, sympatyczna, urocza dziewczyna. Nigdy nie hejtowałam.
Danielle? Moja inspiracja. Tancerka, a ja sama tańczę. Poza tym jest śliczna,a uczucie jakim darzy Payne'a jest nie do opisania.
Perrie? Nie słucham Little Mix i nie zacznę z powodu tego, że jest tam dziewczyna Malika. Jednak sama Perrie wydaje się być bardzo sympatyczna i pogodna. Cenię ją za własny styl.
Taylor? Nie wiem, czy się wypowiadać. Nic nie jest potwierdzone. Generalnie nic do niej nie mam.
6. Jak poznałaś 1D ? Kiedy ?
Koniec listopada 2011 rok. Siedziałam na bestach i wysłałam koleżance besta z nimi, nie mając pojęcia, że to zespół i spytałam "który najbardziej Ci się podoba?" a ona na to "Słuchasz ich?". No i tak to się zaczęło.
7. Gdzie chciałybyście zamieszkać ?
Ciągnie mnie do Wielkiej Brytanii, ale tak naprawdę to nie wiem. Chciałabym studiować w Anglii, ale gdzie zamieszkać? Ciężko powiedzieć. Albo za granicą, a jeżeli w Polsce, to w jednym z tych większych miast.
8. Czego słuchacie oprócz 1D ?
Wszystkiego po trochu. Bruno Mars, Ed Sheeran, The Wanted, The Janoskians, a także Guns n Roses, Linkin Park, Conor Maynard. To są chyba takie zespoły/wykonawcy, gdzie znam wszystkie utwory. Od reszty zawsze coś w ucho wpadnie.
9. Dlaczego piszecie bloga ?
Uwielbiam pisać, odkąd pamiętam. Puszczam wodzę wyobraźni i lecę. Czasem w takich opowiadaniach topię też jakieś własne problemy. Jeśli widzę, że to się komuś podoba, to już w ogóle jestem w siódmym niebie :)
10. Gdzie mieszkacie ?
Gliwice. Górny Śląsk :)
Love yaa xx
@xNIALLANATOR
środa, 12 grudnia 2012
#14 I'll change my mind
Zauważyły mnie. Te oczy, które potrafiły zahipnotyzować chyba każdego. Niebieskie, jak głębia oceanu. Znów poczułam się jak tamtego dnia w hotelowym holu. Z jedną różnicą- teraz nawet nie próbowałam wmówić sobie, że to nic dla mnie nie znaczy. Nie zauważyłam kiedy, a już znajdowałam się w jego ramionach. Nikt nigdy mnie tak nie przytulił. To nie było tak, jak uścisk Harry'ego albo jak mamy, taty, czy nawet dawne uściski Grayce. W tym było coś innego. Coś wyjątkowego. Nie miałam ochoty, ale w końcu się od niego odsunęłam. Chyba po prostu musiałam znów spojrzeć w te oczy.
-Miałeś rację- uśmiechnęłam się, a on tylko skinął głową. Nie mam pojęcia, skąd, ale on naprawdę wiedział, że jeszcze się ze mną spotka. A może to kwestia tego, jak głęboko w to wierzył? Bo w końcu wiara czyni cuda, tak ?
Wreszcie przypomniało mi się, dlaczego tutaj jestem i wydałam z siebie okrzyk radości, po czym wskoczyłam na Harry'ego. Zawtórował mi śmiechem i mocno uścisnął.
-Dawaj mi ją tu!- rozpoznałam głos Lou- Mnie też ktoś musi pogratulować.
Pokręciłam głową ze śmiechem i odczepiłam się od Harry'ego.
Na ich twarzach gościły takie uśmiechy, które same w sobie wystarczyłyby, jestem pewna, do poprawienia humoru. Zayn i Liam wydawali się być bardzo sympatyczni. Może to zabrzmi śmiesznie, ale już w tamtym momencie wydawało mi się, że ta piątka idealnie do siebie pasuje.
Został dwutygodniowy odpoczynek i szkoła. Szkoła plus X factor? Zapowiadało się ciekawie i pracowicie dlatego postanowiliśmy wykorzystać te kilkanaście dni jak najlepiej.
Spojrzałam na zegarek. Północ. Czas się zbierać. Rodzice mnie zabiją, jak się dowiedzą- to pewne, pomyślałam. Ale w końcu są wakacje, a ja nie jestem już dzieckiem. Wszystko przygotowałam wcześniej. Zarzuciłam tylko na ramię torbę i po cichu wydostałam się z pokoju. Rodzice chrapali tak głośno, że nie wiedząc o tym zagłuszali moje kroki. A Sasha, jak sądziłam, oglądała pewnie po raz kolejny jakieś romansidło. Trampki czekały na mnie przy drzwiach. Nie zawiązując ich, ubrałam je i wybiegłam z domu.
Czekali na mnie przy bramie. Louis, Harry, Niall, Zayn i Liam. Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę był fakt, że ta pierwsza dwójka trzymała się za ręce. Spojrzałam na nich wymownie. To miała być tajemnica.
-Wiedzą- odezwał się Harry, delikatnie się uśmiechając. W porządku. Będzie im przynajmniej choć trochę łatwiej. Kiedyś to i tak ujawnią. Jak skończy się X factor i nie będzie już w okół nich takiego szumu. Ale to kiedyś...
-Masz wszystko?- zagadnął mnie Zayn.
-Co masz konkretnie na myśli?
-Jedzenie!- ręce Nialla wystrzeliły do góry, jakby to było oczywiste. Wybuchnęliśmy śmiechem, a ja wyciągnęłam z torby paczkę ciasteczek i wręczyłam mu ją.
-Co ty się odchudzasz?- skrzywił się- Tak sama z siebie oddajesz mi ciastka?
Louis poklepał go po ramieniu.
-Stary, my wiemy, że ty byś tak nie zrobił, ale ta dziewczyna nazywa się Jasmine Brad, a nie Niall Horan.
-Całe szczęście- mruknęłam pod nosem, co wywołało zabawną minę u blondyna.
-Nie chciałabyś być mną?- oburzył się, a ja pokręciłam głową.
-Nie, wolę się z tobą przyjaźnić.
Udało mi się zamknąć mu buzię. A raczej udało się to ciastkom, a nie mnie, ale wolałam zostać przy tej pierwszej opcji.
________________
Taki bardzo króciutki rozdział, ale chciałam coś dodać już, żeby znów pojawiło się tu tyle czytających :)
Jak myślicie, co mają w planach tej nocy ? ;>
Zapraszam do sondy po prawej i bardzo proszę o komentarze. To daje motywację :)
Jeśli chcecie być informowani o kolejnych rozdziałach, napiszcie mi na twittera. Robię nową listę :)
@xNIALLANATOR
niedziela, 9 grudnia 2012
#13 "Live while we're young"
-Nie podoba mi się to wszystko- mruknęłam do siebie- Za duży stres.
Po raz kolejny podchodzę do szafy i staram się wyciągnąć z niej coś, co mogłabym nazwać "idealnym outfitem na bootcamp w X Factorze". Po co ja się tak trudzę? I tak moja przygoda w tym całym show dzisiaj się skończy. Zrezygnowana padam na łóżko i władam do ucha jedną słuchawkę z mojego iPod'a. Pierwsze nuty "I want to know what love is" zaczynają drażnić moje ucho. Teraz już nie ma odwrotu. Muszę wyjść tam dzisiaj i zaśpiewać. Dla samej siebie, dla Harry'ego. Zastanawiam się tylko, czy rozpłaczę się podczas występu. Tak, jak zawsze, gdy wykonuję ten utwór. Tyle wspomnień...
-Hej!- z rozmyślań wyrywa mnie moja pełna energii siostra, która niczym Harry Potter na swoim Nimbusie 2000 wparowuje do mojego pokoju- Czemu ty jeszcze nie ubrana?
Krzywię się.
-A tak myślałam...ta bielizna powinna się spodobać jury.
-Tak, z pewnością dzięki temu przejdziesz dalej.
Wzdycha i podchodzi do mojej szafy. Sasha to siostra idealna. Co prawda codziennie zdarzy się jakaś sprzeczka, ale to normalne. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo, po mimo paru znaczących różnic.
-Jass- rozlega się głos mojego taty na dole- Podwieźć was dzisiaj?
-Byłoby fajnie.
Wypuszczam powietrze z płuc na znak ulgi. Przynajmniej nie będziemy musieli z Harrym tłuc się po mieście na trzy godziny przed. Jakby ktoś czytał w moich myślach, właśnie w tym momencie mój iPhone zaczyna wibrować.
Harry: Bądź gotowa za 10 min.
Powiadamiam go o tym, że mój tata nas podwiezie i żeby się nie spieszył.
-Sasha- zaczynam niepewnie- A co jeśli on przejdzie dalej, a ja nie?
-Będziesz go wspierać- wzrusza ramionami, a ja piorunuję ją wzrokiem- No już, skończ dramatyzować- wybucha śmiechem i rzuca we mnie jakimiś rzeczami, o których istnieniu nawet nie wiedziałam.
Zwykły czarny sweter- myślałam, że oddałam go Grayce. Legginsy galaxy- nigdy w życiu nie ubrałabym ich sama z siebie.
- Do tego ubierzesz swoje czarne workery i na szyi przewiążesz fioletową bandanę.
-Powinnaś zostać projektantką- kręcę głową z niedowierzaniem.
-Prawda?- pyta tak, jakby to było oczywiste- Powiedz o tym rodzicom.
-Załatwione.
Z wielkim uśmiechem opuszcza mój pokój. Schodząc po schodach, rzuca jeszcze:
-Zrobię nam kawę.
Siostra ideał, wspominałam już?
Tłum mniejszy, niż ostatnio. Teraz jest tu selekcja. To "Ci lepsi". Aż trudno mi uwierzyć w to, że ja się tu znajduję.
-Co ja tu robię?- pytam Harry'ego, choć wcale nie chcę. Słowa same wychodzą z moich ust.
-Stoisz w kolejce po marzenia.
Nie odpowiadam, tylko staram się przyswoić tą myśl. Może ma rację? Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że się czegoś nie zrobiło.
-Twoja kolej- nawet nie wiem, kto szepce mi to do ucha. Po prostu jak w transie ruszam po schodach. Nieważne, jak pewny siebie jesteś, stojąc na tej scenie, patrząc na jury i na publiczność, tracisz to wszystko.
-Jasmine Brad?- pyta Nicole, wyczytując z kartki, leżącej przed nią.
-Tak- przez chwilę mam wrażenie, że tracę głos.
-To wspaniale- ręce Simona wędrują do góry- Już nie mogłem się doczekać. Co dla nas przygotowałaś?
Nie mógł się doczekać? Aż tak zapadłam mu w pamięć? Zostawiam sobie jednak te rozmyślania na później, bo przypominam sobie, że zadał mi pytanie.
-I want to know, what love is...
Tylko przytakuje, a ja zapominam o tym, że powinnam podnieść mikrofon do ust i że zaraz mam zacząć śpiewać. Na całe szczęście kieruję głowę w lewo, a tam natykam się na uśmiechniętą twarz Stylesa i kciuki uniesione do góry. Unoszę kąciki ust i moja ręka, w której trzymam mikrofon, automatycznie zbliża się do moich ust.
-I gotta take a little time...
[...]
Wśród publiczności nie ma ani jednej osoby, która by siedziała. Oklaski, wiwat...Nigdy od nikogo nie oczekiwałabym czegoś takiego. Płaczę. A razem ze mną płaczą ludzie, którzy oglądali mój występ. Nicole stoi obok mnie i trzyma mnie za rękę. Simon tylko kręci głową z niedowierzaniem, a Louis klaszcze i klaszcze. Tak, jakby nigdy miał nie skończyć.
-Dziewczyno!- odzywa się w końcu Simon- Pamiętaj. Nieważne, jak twoje życie się potoczy pamiętaj, że masz talent i nie masz prawa go zmarnować.
Jestem w stanie tylko skinąć głową. Oklaskiwanie mojego występu trwa jeszcze chwilkę, ale sama decyduję się w pewnym momencie na zejście ze sceny, bo obawiam się, że emocjonalnie tego nie zniosę. Przy schodach czeka na mnie winowajca całej sytuacji. Duszę go ze szczęścia i pozwalam na to, aby moje łzy zmoczyły jego koszulkę. Nie zważam na to, że teraz jego kolej. Niech te łzy przyniosą mu szczęście. Kiedy publiczność się uspokaja, kopię go w tyłek i lekko pcham do góry.
-I tak cię nie pobiję- szepcze przez ramię, a ja tylko pukam się w głowę.
Ten chłopak śpiewa sto razy lepiej ode mnie. Aż boję się reakcji publiczności po jego występie. Na samym wstępie słyszę:
-Wow, tak głupio mi stawać tu po tak cudownym występie mojej przyjaciółki.
Mam ochotę go wyzwać, ale obawiam się, że ktoś to usłyszy, więc zachowuję te słowa dla siebie. Kiedy z głośników lecą pierwsze nuty "Crying your heart out" jego głowa wędruje w moją stronę. To on przed występem podniósł mnie na duchu. Teraz ja jestem mu coś winna. Podnoszę kciuki do góry i ukazuję swoje zęby. Odwzajemnia uśmiech i zaczyna śpiewać.
-To musiało być przeznaczenie, Harry. To, że znaleźliście się tutaj razem z Jasmine- mówi Simon.
-Przeznaczeniem było to, że się poznali- poprawia go Louis, a ja czuję, że łzy znów spływają po moich policzkach. Nigdy nie wzruszałam się tak szybko. To wszystko zmieniło się, kiedy się poznaliśmy.
Kolejne słowa wybijają mnie z tropu.
-Prosimy na scenę twoją przyjaciółkę.
I znowu te brawa, które potrafią uświadomić ci, do czego tak naprawdę jesteś zdolny. Wbiegam na scenę i wskakuję na Harry'ego jak małpka. Zdaję sobie sprawę z tego, jak to wszystko może być interpretowane później, ale na razie nie interesuje mnie to. Ani mnie, ani jego. Najważniejsze jest to, co czujemy w danej chwili. Poza tym robię to, czego nauczyłam się ostatnio. Zachowuję się spontanicznie, bo pierwsza myśl jest najbardziej właściwa.
-Nie chcę się powtarzać- odzywa się Simon- ale chyba muszę. Macie taki talent, jaki ma naprawdę niewiele osób. Jeżeli go zmarnujecie, będzie to wasz największy życiowy błąd.
Czuję, że powinnam tu wtrącić swoje trzy grosze, więc zabieram Harry'emu mikrofon.
-Chciałam tylko powiedzieć, że gdyby nie on, to najprawdopodobniej popełniłabym ten swój życiowy błąd- patrzę na niego z wdzięcznością- Wszystkim wam życzę tak wspaniałego przyjaciela, jakiego mnie udało się znaleźć.
Całuję go w policzek i uciekam, bo wiem, że to jest jego chwila, a mnie nie powinno tam być.
Godziny do ogłoszenia wyników cholernie się dłużą. Nie niecierpliwie się jednak, bo spędzam czas w miłym towarzystwie. Na całe szczęście bootcamp przypadł na lipcową datę, a pogoda tym razem w Londynie nas nie zawiodła, więc kiedy mieliśmy kilka godzin przerwy, spacerowaliśmy po Londynie. Na Arenie mieliśmy się zjawić z powrotem o ósmej wieczorem.
-Dzisiaj dwudziesty trzeci lipca...- zaczęłam, a on już wiedział, co chcę powiedzieć.
-Albo będzie to dzień, który zapamiętamy do końca życia albo za wszelką cenę będziemy starali się o nim zapomnieć.
Przytaknęłam tylko i otworzyłam drzwi do Milkshake City. Wzięliśmy dwa razy truskawkowe shake'i i usiedliśmy w rogu. Zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatni raz tu byłam i już po chwili pożałowałam, że się za to zabrałam. Mathew. To on miał być tym pierwszym i ostatnim. Te wspólne plany...Teraz mieliśmy być razem w Paryżu. Całe te wakacje miałam być razem z nim w Paryżu...
-Kogo ja widzę!- jeszcze za nim obejrzałam się, żeby zobaczyć, kto nas zauważył, już byłam tej osobie wdzięczna za to, że mnie wyrwała z tych paskudnych rozmyślań.
-Tommo!- prawie, myślałam, że ten okrzyk radości rozerwie Harry'emu płuca. Ja zresztą nie lepsza. Poderwałam się z krzesła, jakby mnie oparzyło i wskoczyłam na niego dokładnie tak, jak na Harry'ego na scenie.
-Dusisz mnie- ledwo wykrztusił.
-Masz problem!- prychnęłam, ale trochę poluzowałam uścisk.
Roześmiał się i dał mi buziaka w policzek. Zeskoczyłam z niego i pozwoliłam mu przywitać się ze swoim chłopakiem. Oczywiście nie obdarzyli się żadną czułością. Ograniczyli się do porządnego uścisku. Wspólnie ustaliśmy się, że póki co nie będziemy tego ujawniać. Szczególnie biorąc pod uwagę nasz udział w X factorze.
-Co tu robisz?- zagadnęłam, kiedy usiedliśmy znów przy stole.
-Nie wiem, czy wiecie- zaczął, podkradając Harry'emu shake'a, ale dzisiaj na Wembley Arena jest bootcamp...
Nie do końca zrozumiałam i Harry najwyraźniej też, bo zapytał:
-Przyjechałeś dla nas na widownię? Czemu nic nie powiedziałeś?
Tomlinson parsknął śmiechem.
-Nie głupki, ja też potrafię śpiewać.
-O MÓJ BOŻE! TY TEŻ?!- tym razem to chyba oni zaczęli się obawiać, czy ten okrzyk nie rozerwie mojej klatki piersiowej. Tommo tylko przytaknął z uśmiechem.
-Jak wam poszło?
Zrelacjonowaliśmy mu w skrócie nasze występy, a on nam swój. Ten dzień stał się jeszcze lepszy. Skoro ja się tak cieszyłam, co musiał czuć Harry? Razem ze swoim chłopakiem w jednym show? A co jeśli dojdzie do rywalizacji? Nikt z nas wtedy nie wiedział, że sprawy potoczą się zupełnie inaczej.
-Nie zacznę, dopóki tego nie powiem- odezwał się Simon, kiedy razem z resztą uczestniczek po godzinie ósmej stałam na scenie. Moje nogi były jak z waty. Ledwo co je czułam.
-To, co dzisiaj działo się na tej scenie jest nie do opisania. W naszym kraju jest tylu uzdolnionych ludzi, że to aż wstyd nie pozwolić tym talentom nadal się rozwijać. Niestety, są zasady, których musimy się trzymać...
W tamtej chwili czułam się tak, jakby mówili o mnie. Jakbym to ja była tym wspaniałym talentem, ale nie było dla mnie jednak miejsca w tym programie. Wiedziałam, że gdyby nagle nastąpiły jakieś nieoczekiwane zmiany i chcieliby na przykład dogrywki, mikrofon wypadłby mi z rąk, nie zaśpiewałabym.
Nicole, Simon i Louis po kolei zaczęli wyznaczać dziewczyny, które już niedługo miały się pokazać w domu jurorów. W końcu zostały dwa miejsca, a na scenie stała jeszcze masa dziewczyn. Chciałam być na miejscu tych, które już z niej zeszły, które były już pewne. Chciałam.
-Jako kolejna, dalej przechodzi...- zaczął Simon, po czym rozpoczął obserwowanie każdej z nas- Rebecca Ferguson.
Automatycznie kolana się pode mną ugięły i schowałam twarz w dłoniach. Byłam pewna, że to już koniec. Już nie będę miała szansy pokazania się takiej publiczności.
-Zostało ostatnie miejsce- usłyszałam głos Nicole. Nie chciałam tego słyszeć. Miałam ochotę wybiec stamtąd i już nigdy nie wracać.
-Ostatnie miejsce zostawiliśmy dla kogoś wyjątkowego- dodał Louis.
-Jasmine proszę cię, wstań. Chyba nie będziesz wychodzić stąd na czworaka- nie spojrzałam w górę, ale potrafiłam sobie wyobrazić teraz skrzywioną minę Simona.
-Och, Simon- teraz wyobraziłam sobie uśmiech Nicole- Jestem pewna, że kiedy usłyszy wyniki, opuści tą salę zupełnie inna Jasmine.
Automatycznie podniosłam głowę, a za moją głową podążyła reszta ciała.
-Tak Jasmine- kontynuowała Nicole- To ostatnie miejsce zajmuje nie kto inny...
-Jak ty!- krzyknął Simon i całe jury zaczęło mi bić brawo. Po chwili dołączyła się do nich reszta uczestników. Każdy zaczął mnie przytulać, składać gratulacje i mówić, że na to zasłużyłam. Może to głupie, ale czułam się tak, jakbym właśnie wygrała. Bo wygrałam. Jeszcze parę miesięcy temu przez myśl nie przeszłoby mi, żeby wziąć w tym wszystkim udział. Ale wtedy nie znałam Harry'ego...
Nie całe pół godziny później moja miłość do jury, które otworzyło mi drogę do marzeń zaczęło się przemieniać w nienawiść. Moja koszulka na ramieniu była przesiąknięta od łez. A w zasadzie na obydwóch ramionach.
-Chłopaki- z jednej strony pocierałam plecy Harry'ego, a z drugiej Louisa- Jeśli chcecie, ja też zrezygnuje...
Byłam w stanie to zrobić. To miała być wspólna przygoda. Nawet jeżeli miałoby to się wiązać z rywalizacją. Mieliśmy siedzieć w tym razem. Od początku do końca.
-Nie bądź głupia, spełniaj swoje marzenia- Harry podniósł głowę.
-On ma rację- dołączył się Louis- Będziemy cię w tym wspierać. Tak jakbyśmy brali w tym udział wszyscy razem.
Powoli skinęłam głową.
-Skoro tak chcecie...
Usiedliśmy pod ścianą w ciszy. Wyciągnęłam z torby kanapki i dałam im po jednej. Nawet nie zauważyłam, kiedy zniknęły. Zjedli je w samą porę, bo kiedy Harry przełknął ostatni kawałek podszedł do nas organizator.
-Jesteście proszeni na scenę- powiedział.
W pierwszej chwili chciałam spytać: "Co żeście przeskrobali?", ale wiedziałam, że to nieodpowiedni moment na żarty. Pchnęłam ich więc lekko w odpowiednią stronę.
-Ty możesz poczekać za kulisami- uśmiechnął się do mnie organizator.
Skinęłam głową i powędrowałam za nimi. Na scenie czekało jeszcze trzech innych chłopaków. Nie miałam pojęcia, kim są. Chociaż...Ten jeden...
-Niall?- wyrwało mi się, za nim zdążyłam pomyśleć. Na szczęście nikt tego nie usłyszał. Ten blondyn miał rację. Pisane nam było się jeszcze spotkać. Miał rację...
Po chwili skupiłam się na słowach, które zaczęły wypływać z ust Simona.
-Harry, Louis, Niall, Liam i Zayn...- odezwał się. A więc tamtych dwóch to Liam i Zayn- Cała wasza piątka ma tak niesamowite głosy, których niejedna osoba mogłaby wam pozazdrościć. Wiecie jednak, że uczestników jest sporo i musieliśmy dokonać takiej, a nie innej selekcji...
To tylko tyle? Zawołał ich na scenę po to, aby ich jeszcze bardziej dobić? Znów zaczęłam się wściekać.
-Jednak po namowie z Nicole i Louisem postanowiliśmy coś zmienić- dodał.
Będzie dogrywka? Zaśpiewają jeszcze raz? Nie słyszałam głosu pozostałych, ale jestem pewna, że jeśli tak, to Harry wygra.
-Zdecydowaliśmy waszą piątkę...-Simon uśmiechnął się triumfująco- połączyć w grupę o nazwie One Direction.
To, co po chwili działo się na scenie było nie do opisania. Dzikie piski, skoki, uściski, łzy, uśmiechy. Nie wiem, czy on o tym wiedział, ale właśnie otworzył tym pięciu dzieciakom drogę do marzeń.
Moja głowa mimowolnie powędrowała na mój zegarek i tak, jak przeważnie najpierw sprawdzam godzinę, tym razem jakby chciałam się upewnić daty.
-Dwudziesty trzeci lipca, dwa tysiące dziesiąty rok- szepnęłam do siebie, a po chwili przeniosłam wzrok na wskazówki- Ósma dwadzieścia dwa...Powitajmy One Direction.
_________________________
O matko, skończyłam! Siedzę nad tym dobre 3 godziny. Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał. Proszę, powiedzcie, że wam się podoba. Napiszcie to w komentarzu ! Wróciłam do pisania, bo cholernie zmotywowała mnie liczba obserwatorów. No i zima. Mój Directionizm się powiększył, bo to właśnie rok temu w zimie dołączyłam do #1DFamily :)
Obiecuję kontynuować tego bloga, tylko proszę, zostawcie tu coś po sobie.
Love ya xx
@xNIALLANATOR
* troszkę pozmieniałam zasady tego programu, ale tak mi się lepiej pisało :) jeśli się nie spodobało, to przepraszam.
Po raz kolejny podchodzę do szafy i staram się wyciągnąć z niej coś, co mogłabym nazwać "idealnym outfitem na bootcamp w X Factorze". Po co ja się tak trudzę? I tak moja przygoda w tym całym show dzisiaj się skończy. Zrezygnowana padam na łóżko i władam do ucha jedną słuchawkę z mojego iPod'a. Pierwsze nuty "I want to know what love is" zaczynają drażnić moje ucho. Teraz już nie ma odwrotu. Muszę wyjść tam dzisiaj i zaśpiewać. Dla samej siebie, dla Harry'ego. Zastanawiam się tylko, czy rozpłaczę się podczas występu. Tak, jak zawsze, gdy wykonuję ten utwór. Tyle wspomnień...
-Hej!- z rozmyślań wyrywa mnie moja pełna energii siostra, która niczym Harry Potter na swoim Nimbusie 2000 wparowuje do mojego pokoju- Czemu ty jeszcze nie ubrana?
Krzywię się.
-A tak myślałam...ta bielizna powinna się spodobać jury.
-Tak, z pewnością dzięki temu przejdziesz dalej.
Wzdycha i podchodzi do mojej szafy. Sasha to siostra idealna. Co prawda codziennie zdarzy się jakaś sprzeczka, ale to normalne. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo, po mimo paru znaczących różnic.
-Jass- rozlega się głos mojego taty na dole- Podwieźć was dzisiaj?
-Byłoby fajnie.
Wypuszczam powietrze z płuc na znak ulgi. Przynajmniej nie będziemy musieli z Harrym tłuc się po mieście na trzy godziny przed. Jakby ktoś czytał w moich myślach, właśnie w tym momencie mój iPhone zaczyna wibrować.
Harry: Bądź gotowa za 10 min.
Powiadamiam go o tym, że mój tata nas podwiezie i żeby się nie spieszył.
-Sasha- zaczynam niepewnie- A co jeśli on przejdzie dalej, a ja nie?
-Będziesz go wspierać- wzrusza ramionami, a ja piorunuję ją wzrokiem- No już, skończ dramatyzować- wybucha śmiechem i rzuca we mnie jakimiś rzeczami, o których istnieniu nawet nie wiedziałam.
Zwykły czarny sweter- myślałam, że oddałam go Grayce. Legginsy galaxy- nigdy w życiu nie ubrałabym ich sama z siebie.
- Do tego ubierzesz swoje czarne workery i na szyi przewiążesz fioletową bandanę.
-Powinnaś zostać projektantką- kręcę głową z niedowierzaniem.
-Prawda?- pyta tak, jakby to było oczywiste- Powiedz o tym rodzicom.
-Załatwione.
Z wielkim uśmiechem opuszcza mój pokój. Schodząc po schodach, rzuca jeszcze:
-Zrobię nam kawę.
Siostra ideał, wspominałam już?
Tłum mniejszy, niż ostatnio. Teraz jest tu selekcja. To "Ci lepsi". Aż trudno mi uwierzyć w to, że ja się tu znajduję.
-Co ja tu robię?- pytam Harry'ego, choć wcale nie chcę. Słowa same wychodzą z moich ust.
-Stoisz w kolejce po marzenia.
Nie odpowiadam, tylko staram się przyswoić tą myśl. Może ma rację? Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że się czegoś nie zrobiło.
-Twoja kolej- nawet nie wiem, kto szepce mi to do ucha. Po prostu jak w transie ruszam po schodach. Nieważne, jak pewny siebie jesteś, stojąc na tej scenie, patrząc na jury i na publiczność, tracisz to wszystko.
-Jasmine Brad?- pyta Nicole, wyczytując z kartki, leżącej przed nią.
-Tak- przez chwilę mam wrażenie, że tracę głos.
-To wspaniale- ręce Simona wędrują do góry- Już nie mogłem się doczekać. Co dla nas przygotowałaś?
Nie mógł się doczekać? Aż tak zapadłam mu w pamięć? Zostawiam sobie jednak te rozmyślania na później, bo przypominam sobie, że zadał mi pytanie.
-I want to know, what love is...
Tylko przytakuje, a ja zapominam o tym, że powinnam podnieść mikrofon do ust i że zaraz mam zacząć śpiewać. Na całe szczęście kieruję głowę w lewo, a tam natykam się na uśmiechniętą twarz Stylesa i kciuki uniesione do góry. Unoszę kąciki ust i moja ręka, w której trzymam mikrofon, automatycznie zbliża się do moich ust.
-I gotta take a little time...
[...]
Wśród publiczności nie ma ani jednej osoby, która by siedziała. Oklaski, wiwat...Nigdy od nikogo nie oczekiwałabym czegoś takiego. Płaczę. A razem ze mną płaczą ludzie, którzy oglądali mój występ. Nicole stoi obok mnie i trzyma mnie za rękę. Simon tylko kręci głową z niedowierzaniem, a Louis klaszcze i klaszcze. Tak, jakby nigdy miał nie skończyć.
-Dziewczyno!- odzywa się w końcu Simon- Pamiętaj. Nieważne, jak twoje życie się potoczy pamiętaj, że masz talent i nie masz prawa go zmarnować.
Jestem w stanie tylko skinąć głową. Oklaskiwanie mojego występu trwa jeszcze chwilkę, ale sama decyduję się w pewnym momencie na zejście ze sceny, bo obawiam się, że emocjonalnie tego nie zniosę. Przy schodach czeka na mnie winowajca całej sytuacji. Duszę go ze szczęścia i pozwalam na to, aby moje łzy zmoczyły jego koszulkę. Nie zważam na to, że teraz jego kolej. Niech te łzy przyniosą mu szczęście. Kiedy publiczność się uspokaja, kopię go w tyłek i lekko pcham do góry.
-I tak cię nie pobiję- szepcze przez ramię, a ja tylko pukam się w głowę.
Ten chłopak śpiewa sto razy lepiej ode mnie. Aż boję się reakcji publiczności po jego występie. Na samym wstępie słyszę:
-Wow, tak głupio mi stawać tu po tak cudownym występie mojej przyjaciółki.
Mam ochotę go wyzwać, ale obawiam się, że ktoś to usłyszy, więc zachowuję te słowa dla siebie. Kiedy z głośników lecą pierwsze nuty "Crying your heart out" jego głowa wędruje w moją stronę. To on przed występem podniósł mnie na duchu. Teraz ja jestem mu coś winna. Podnoszę kciuki do góry i ukazuję swoje zęby. Odwzajemnia uśmiech i zaczyna śpiewać.
-To musiało być przeznaczenie, Harry. To, że znaleźliście się tutaj razem z Jasmine- mówi Simon.
-Przeznaczeniem było to, że się poznali- poprawia go Louis, a ja czuję, że łzy znów spływają po moich policzkach. Nigdy nie wzruszałam się tak szybko. To wszystko zmieniło się, kiedy się poznaliśmy.
Kolejne słowa wybijają mnie z tropu.
-Prosimy na scenę twoją przyjaciółkę.
I znowu te brawa, które potrafią uświadomić ci, do czego tak naprawdę jesteś zdolny. Wbiegam na scenę i wskakuję na Harry'ego jak małpka. Zdaję sobie sprawę z tego, jak to wszystko może być interpretowane później, ale na razie nie interesuje mnie to. Ani mnie, ani jego. Najważniejsze jest to, co czujemy w danej chwili. Poza tym robię to, czego nauczyłam się ostatnio. Zachowuję się spontanicznie, bo pierwsza myśl jest najbardziej właściwa.
-Nie chcę się powtarzać- odzywa się Simon- ale chyba muszę. Macie taki talent, jaki ma naprawdę niewiele osób. Jeżeli go zmarnujecie, będzie to wasz największy życiowy błąd.
Czuję, że powinnam tu wtrącić swoje trzy grosze, więc zabieram Harry'emu mikrofon.
-Chciałam tylko powiedzieć, że gdyby nie on, to najprawdopodobniej popełniłabym ten swój życiowy błąd- patrzę na niego z wdzięcznością- Wszystkim wam życzę tak wspaniałego przyjaciela, jakiego mnie udało się znaleźć.
Całuję go w policzek i uciekam, bo wiem, że to jest jego chwila, a mnie nie powinno tam być.
Godziny do ogłoszenia wyników cholernie się dłużą. Nie niecierpliwie się jednak, bo spędzam czas w miłym towarzystwie. Na całe szczęście bootcamp przypadł na lipcową datę, a pogoda tym razem w Londynie nas nie zawiodła, więc kiedy mieliśmy kilka godzin przerwy, spacerowaliśmy po Londynie. Na Arenie mieliśmy się zjawić z powrotem o ósmej wieczorem.
-Dzisiaj dwudziesty trzeci lipca...- zaczęłam, a on już wiedział, co chcę powiedzieć.
-Albo będzie to dzień, który zapamiętamy do końca życia albo za wszelką cenę będziemy starali się o nim zapomnieć.
Przytaknęłam tylko i otworzyłam drzwi do Milkshake City. Wzięliśmy dwa razy truskawkowe shake'i i usiedliśmy w rogu. Zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatni raz tu byłam i już po chwili pożałowałam, że się za to zabrałam. Mathew. To on miał być tym pierwszym i ostatnim. Te wspólne plany...Teraz mieliśmy być razem w Paryżu. Całe te wakacje miałam być razem z nim w Paryżu...
-Kogo ja widzę!- jeszcze za nim obejrzałam się, żeby zobaczyć, kto nas zauważył, już byłam tej osobie wdzięczna za to, że mnie wyrwała z tych paskudnych rozmyślań.
-Tommo!- prawie, myślałam, że ten okrzyk radości rozerwie Harry'emu płuca. Ja zresztą nie lepsza. Poderwałam się z krzesła, jakby mnie oparzyło i wskoczyłam na niego dokładnie tak, jak na Harry'ego na scenie.
-Dusisz mnie- ledwo wykrztusił.
-Masz problem!- prychnęłam, ale trochę poluzowałam uścisk.
Roześmiał się i dał mi buziaka w policzek. Zeskoczyłam z niego i pozwoliłam mu przywitać się ze swoim chłopakiem. Oczywiście nie obdarzyli się żadną czułością. Ograniczyli się do porządnego uścisku. Wspólnie ustaliśmy się, że póki co nie będziemy tego ujawniać. Szczególnie biorąc pod uwagę nasz udział w X factorze.
-Co tu robisz?- zagadnęłam, kiedy usiedliśmy znów przy stole.
-Nie wiem, czy wiecie- zaczął, podkradając Harry'emu shake'a, ale dzisiaj na Wembley Arena jest bootcamp...
Nie do końca zrozumiałam i Harry najwyraźniej też, bo zapytał:
-Przyjechałeś dla nas na widownię? Czemu nic nie powiedziałeś?
Tomlinson parsknął śmiechem.
-Nie głupki, ja też potrafię śpiewać.
-O MÓJ BOŻE! TY TEŻ?!- tym razem to chyba oni zaczęli się obawiać, czy ten okrzyk nie rozerwie mojej klatki piersiowej. Tommo tylko przytaknął z uśmiechem.
-Jak wam poszło?
Zrelacjonowaliśmy mu w skrócie nasze występy, a on nam swój. Ten dzień stał się jeszcze lepszy. Skoro ja się tak cieszyłam, co musiał czuć Harry? Razem ze swoim chłopakiem w jednym show? A co jeśli dojdzie do rywalizacji? Nikt z nas wtedy nie wiedział, że sprawy potoczą się zupełnie inaczej.
-Nie zacznę, dopóki tego nie powiem- odezwał się Simon, kiedy razem z resztą uczestniczek po godzinie ósmej stałam na scenie. Moje nogi były jak z waty. Ledwo co je czułam.
-To, co dzisiaj działo się na tej scenie jest nie do opisania. W naszym kraju jest tylu uzdolnionych ludzi, że to aż wstyd nie pozwolić tym talentom nadal się rozwijać. Niestety, są zasady, których musimy się trzymać...
W tamtej chwili czułam się tak, jakby mówili o mnie. Jakbym to ja była tym wspaniałym talentem, ale nie było dla mnie jednak miejsca w tym programie. Wiedziałam, że gdyby nagle nastąpiły jakieś nieoczekiwane zmiany i chcieliby na przykład dogrywki, mikrofon wypadłby mi z rąk, nie zaśpiewałabym.
Nicole, Simon i Louis po kolei zaczęli wyznaczać dziewczyny, które już niedługo miały się pokazać w domu jurorów. W końcu zostały dwa miejsca, a na scenie stała jeszcze masa dziewczyn. Chciałam być na miejscu tych, które już z niej zeszły, które były już pewne. Chciałam.
-Jako kolejna, dalej przechodzi...- zaczął Simon, po czym rozpoczął obserwowanie każdej z nas- Rebecca Ferguson.
Automatycznie kolana się pode mną ugięły i schowałam twarz w dłoniach. Byłam pewna, że to już koniec. Już nie będę miała szansy pokazania się takiej publiczności.
-Zostało ostatnie miejsce- usłyszałam głos Nicole. Nie chciałam tego słyszeć. Miałam ochotę wybiec stamtąd i już nigdy nie wracać.
-Ostatnie miejsce zostawiliśmy dla kogoś wyjątkowego- dodał Louis.
-Jasmine proszę cię, wstań. Chyba nie będziesz wychodzić stąd na czworaka- nie spojrzałam w górę, ale potrafiłam sobie wyobrazić teraz skrzywioną minę Simona.
-Och, Simon- teraz wyobraziłam sobie uśmiech Nicole- Jestem pewna, że kiedy usłyszy wyniki, opuści tą salę zupełnie inna Jasmine.
Automatycznie podniosłam głowę, a za moją głową podążyła reszta ciała.
-Tak Jasmine- kontynuowała Nicole- To ostatnie miejsce zajmuje nie kto inny...
-Jak ty!- krzyknął Simon i całe jury zaczęło mi bić brawo. Po chwili dołączyła się do nich reszta uczestników. Każdy zaczął mnie przytulać, składać gratulacje i mówić, że na to zasłużyłam. Może to głupie, ale czułam się tak, jakbym właśnie wygrała. Bo wygrałam. Jeszcze parę miesięcy temu przez myśl nie przeszłoby mi, żeby wziąć w tym wszystkim udział. Ale wtedy nie znałam Harry'ego...
Nie całe pół godziny później moja miłość do jury, które otworzyło mi drogę do marzeń zaczęło się przemieniać w nienawiść. Moja koszulka na ramieniu była przesiąknięta od łez. A w zasadzie na obydwóch ramionach.
-Chłopaki- z jednej strony pocierałam plecy Harry'ego, a z drugiej Louisa- Jeśli chcecie, ja też zrezygnuje...
Byłam w stanie to zrobić. To miała być wspólna przygoda. Nawet jeżeli miałoby to się wiązać z rywalizacją. Mieliśmy siedzieć w tym razem. Od początku do końca.
-Nie bądź głupia, spełniaj swoje marzenia- Harry podniósł głowę.
-On ma rację- dołączył się Louis- Będziemy cię w tym wspierać. Tak jakbyśmy brali w tym udział wszyscy razem.
Powoli skinęłam głową.
-Skoro tak chcecie...
Usiedliśmy pod ścianą w ciszy. Wyciągnęłam z torby kanapki i dałam im po jednej. Nawet nie zauważyłam, kiedy zniknęły. Zjedli je w samą porę, bo kiedy Harry przełknął ostatni kawałek podszedł do nas organizator.
-Jesteście proszeni na scenę- powiedział.
W pierwszej chwili chciałam spytać: "Co żeście przeskrobali?", ale wiedziałam, że to nieodpowiedni moment na żarty. Pchnęłam ich więc lekko w odpowiednią stronę.
-Ty możesz poczekać za kulisami- uśmiechnął się do mnie organizator.
Skinęłam głową i powędrowałam za nimi. Na scenie czekało jeszcze trzech innych chłopaków. Nie miałam pojęcia, kim są. Chociaż...Ten jeden...
-Niall?- wyrwało mi się, za nim zdążyłam pomyśleć. Na szczęście nikt tego nie usłyszał. Ten blondyn miał rację. Pisane nam było się jeszcze spotkać. Miał rację...
Po chwili skupiłam się na słowach, które zaczęły wypływać z ust Simona.
-Harry, Louis, Niall, Liam i Zayn...- odezwał się. A więc tamtych dwóch to Liam i Zayn- Cała wasza piątka ma tak niesamowite głosy, których niejedna osoba mogłaby wam pozazdrościć. Wiecie jednak, że uczestników jest sporo i musieliśmy dokonać takiej, a nie innej selekcji...
To tylko tyle? Zawołał ich na scenę po to, aby ich jeszcze bardziej dobić? Znów zaczęłam się wściekać.
-Jednak po namowie z Nicole i Louisem postanowiliśmy coś zmienić- dodał.
Będzie dogrywka? Zaśpiewają jeszcze raz? Nie słyszałam głosu pozostałych, ale jestem pewna, że jeśli tak, to Harry wygra.
-Zdecydowaliśmy waszą piątkę...-Simon uśmiechnął się triumfująco- połączyć w grupę o nazwie One Direction.
To, co po chwili działo się na scenie było nie do opisania. Dzikie piski, skoki, uściski, łzy, uśmiechy. Nie wiem, czy on o tym wiedział, ale właśnie otworzył tym pięciu dzieciakom drogę do marzeń.
Moja głowa mimowolnie powędrowała na mój zegarek i tak, jak przeważnie najpierw sprawdzam godzinę, tym razem jakby chciałam się upewnić daty.
-Dwudziesty trzeci lipca, dwa tysiące dziesiąty rok- szepnęłam do siebie, a po chwili przeniosłam wzrok na wskazówki- Ósma dwadzieścia dwa...Powitajmy One Direction.
_________________________
O matko, skończyłam! Siedzę nad tym dobre 3 godziny. Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał. Proszę, powiedzcie, że wam się podoba. Napiszcie to w komentarzu ! Wróciłam do pisania, bo cholernie zmotywowała mnie liczba obserwatorów. No i zima. Mój Directionizm się powiększył, bo to właśnie rok temu w zimie dołączyłam do #1DFamily :)
Obiecuję kontynuować tego bloga, tylko proszę, zostawcie tu coś po sobie.
Love ya xx
@xNIALLANATOR
* troszkę pozmieniałam zasady tego programu, ale tak mi się lepiej pisało :) jeśli się nie spodobało, to przepraszam.
piątek, 24 sierpnia 2012
#12 We're together
( na sam początek zapraszam Was na mojego nowego bloga :) http://lifehidessurprises.blogspot.com/ )
-Naprawdę nie wiem, co ja tu robię-
skrzywiłam się, stojąc w kolejce. Zaraz miałam się zapisać na castingi do X
factora- Wyjaśnij mi Harry: Co ja tu robię?
Powstrzymał śmiech i objął mnie
delikatnie.
-Bierz tą łapę, bo wszyscy pomyślą, że
jesteśmy parą- odsunęłam się od niego- Odpowiedz mi lepiej na pytanie.
-Dobrze- wydawał się lekko rozbawiony-
Tak więc, jesteś tutaj za moją namową, ponieważ uważam, że tak niesamowity
talent, jak twój, nie może się zmarnować i naszym obowiązkiem jest pokazanie go
całemu światu.
-Idiota.
Kompletnie bez sensu i totalna nuda.
Każdy po kolei denerwował się, nie mam pojęcia dlaczego. Wyjdzie, to wyjdzie.
Nie, to nie. Co w tym trudnego? Jestem pewna, że gdybym mimo wszystko
przeprowadziła ankietę, pt.: " Czy jesteś tu z własnej woli?", tylko
ja zakreśliłabym to cholerne "Nie". Ośmieszę się przed całym krajem(
kto wie, czy nie światem), a wtedy zwalę całą winę na tą lokatą świnkę, która
leży sobie właśnie z głową na moich kolanach. Już olałam fakt, że niektórzy
ludzie myślą o nas jako o parze. Ja wiem swoje i on wie swoje.
-Długo jeszcze?- mruknęłam, nie ukrywając
swojego entuzjazmu.
-Kilka godzin.
Niestety spodziewałam się takiej
odpowiedzi, więc poprawiłam się i wygodniej oparłam o ścianę.
-To ja mam pomysł- odezwałam się, patrząc
mu w oczy- Nie chcę tego ciągnąć w nieskończoność, więc teraz, póki nie mamy,
co robić, wyjaśnij mi...
-O co chodzi ze mną i Grayce?- dokończył
za mnie, a ja przytaknęłam. Opowiedziałam mu całą historię mojej rodziny, a ja
o jego życiu wiem bardzo mało. Nie powinno tak być, skoro się przyjaźnimy.
Harry westchnął.
-Dwa lata temu spotkaliśmy się na
wakacjach- zaczął, a ja już chciałam mu przerwać, bo przecież każde wakacje
spędzałyśmy razem, kiedy przypomniało mi się tamte lato. Wyjechałam do cioci do
Hiszpanii, zostawiając Grayce tutaj- Poznaliśmy się przypadkowo, na London Eye.
-Romantycznie- zakpiłam.
-Daj spokój- zmarszczył nos
urażony-Niestety trafiliśmy do tej samej gondoli, była ze swoją kuzynką-
Margaret, pomyślałam- Od razu zaczęły się ze mnie śmiać, obgadywały mnie. Kiedy
nasza przejażdżka się skończyła, Grayce do mnie podeszła i przeprosiła.
Wymieniliśmy się numerami i umówiliśmy się następnego dnia w tym samym miejscu.
Nie przyszła.
Zakryłam usta dłonią. Nigdy bym nie
pomyślała, że Grayce może się tak zachować. To ona nauczyła mnie szacunku do
chłopaków, kiedy pięć lat temu chodziłam z trzema na raz.
-Znaczy przyszła- poprawił się zaraz
Harry- Ale z tą swoją kuzynką. Stanęły kilka metrów dalej i wyśmiewały się ze
mnie. Z trudem powstrzymałem łzy- Lokaty przymknął oczy i kontynuował-
Postanowiłem się zemścić. Kilka dni później przyjechał do mnie Louis.
Wyśledziliśmy, gdzie ona mieszka i kupiliśmy ogromny bukiet kwiatów. Do tego
dołączyliśmy karteczkę z napisem: "Kochana Grayce, będę na Ciebie
czekał dzisiaj o ósmej, przy fontannie." To było oczywiste, że
przyjdzie.
-Tak, ona jest bardzo naiwna-
przytaknęłam.
-Właśnie. Więc kiedy zjawiła się w
umówionym miejscu, my już tam byliśmy. Schowaliśmy się na tyłach fontanny, a na
samym środku położyliśmy różę. Ryzykowaliśmy, przyczepiając do niej karteczkę,
ale na całe szczęście nie zamokła, aż tak bardzo, więc Grayce mogła przeczytać
informację:" Znajdź mnie."
-Czekaj, stop- uniosłam rękę- Weszła do
tej fontanny?
-Oczywiście- parsknął śmiechem- Nie
wiedziała tylko, że razem z nami przyszła też spora grupka jej znajomych ze
szkoły, więc kiedy weszła już do tej fontanny, uruchomiliśmy ją.
Spojrzałam na niego zbita z tropu.
-To ona nie działała?
-Wyłączyliśmy ją wcześniej. Także
wszystko skończyło się tak, że Grayce została na środku fontanny cała
przemoczona, a każdy z nas upamiętnił to cudownym zdjęciem.
Zmarszczyłam czoło. Ominęła mnie niezła
przygoda. Zastanowiłam się, jaką ja pełniłabym rolę, będąc tam. Stanęłabym po
stronie Harry’ego i Lou mimo, że ich wtedy nie znałam? Czy jednak jako wredna
suka stałabym murem za przyjaciółką. Niestety, wybrałabym tę drugą opcję. A
może inaczej: Stara Jasmine wybrałaby tę drugą opcję. Ale tak z drugiej strony…
-Czy to jest powód, aż takiej
nienawiści?- spytałam, a on smutno przytaknął. Wtedy sobie uświadomiłam, że ma
rację. Ośmieszyła go i to bardzo możliwe, że przy innych ludziach. Starałam
wyobrazić sobie sytuację; niezdarny czternastolatek siedzi sam na murku obok
London Eye i czeka na dziewczynę. Ona przychodzi ze swoją kuzynką, stają za
nim, wskazują na niego palcami, śmieją się z niego. Chłopak wstaje ze
spuszczoną głową, byleby nikt nie zauważył jego zaszklonych oczu i ucieka.
Po mimo tego, że nie było mnie tam wtedy,
zrobiło mi się głupio. Zrobiło mi się głupio, bo wiedziałam po czyjej
stanęłabym stronie. Zapewne wyciągnęłabym Grayce z fontanny i zaczęłabym ich
wyzywać.
-To wyjaśnia zachowanie Grayce- Harry
wyrwał mnie z rozmyślań.
-Nieprawda! Nic nie wyjaśnia jej
zachowania. Olała mnie i moich rodziców, olała swoją drugą rodzinę. Nic jej nie
usprawiedliwia.
Nie było mi łatwo mówić takich rzeczy o
kimś, kogo traktuję, a bynajmniej traktowałam jak siostrę. Nie było mi łatwo,
ale co miałam zrobić? Komu miałabym się w tej chwili wygadać jak nie jemu?
-Jass, ona się po prostu wściekła, kiedy
zobaczyła, że przyjaźnisz się z kimś, kogo ona szczerze nienawidzi- starał się
mnie uspokoić, ale ja tylko kręciłam głową.
-I dlatego postanowiła o mnie zapomnieć?
Ja bym nie potrafiła…
-Wiem- Harry się podniósł i usiadł obok
mnie. Odgarnął mi włosy z czoła- Wiem, ale ty jesteś inna.
Nie, nie mogłam się rozpłakać. Nie w tym
momencie. Już udało mi się z tym uporać, a teraz się rozkleję? Może nie powinnam
go pytać o tę historię? Ale w zasadzie nie będzie mnie to już dłużej dręczyło.
Przełknę to, a któregoś dnia, przy okazji, powiem Grayce, co o niej myślę.
-Jasmine Brad- usłyszałam nagle-
Przygotuj się. Niedługo twoja kolej.
-No już- uśmiechnął się lokaty- Pokaż im,
na co cię stać!
Zdobyłam się na uśmiech i wstałam.
Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę! Ci
ludzie postradali zmysły. Zapamiętam ich do końca życia. Usłyszałam trzy razy
złote, niesamowite, najcudowniejsze: „TAK.” Dopiero teraz, kiedy już po wszystkim,
uzmysłowiłam sobie, jak bardzo tego pragnęłam. Wyleciałam ze sceny i wpadłam
prosto w ramiona Harry’ego, który już na mnie czekał.
-Udało się- szepnęłam mu przez łzy, a on
tylko mnie mocno uścisnął.
Stanęłam przed telewizorem na backstage’u
i czekałam. Czekałam i patrzyłam. To on, wchodzi na scenę. Wesoły, lokaty, mój
niezdarny Harry. W ręce trzyma mikrofon. Widzę, jak cały skład jury przygląda
mu się z zainteresowaniem. Przykłada mikrofon do ust, śpiewa. Moje oczy
rozszerzają się co raz bardziej. Nie wiem, jak można mieć tak niesamowicie
dobry głos. „Isn’t she lovely”, to od
dzisiaj moja ulubiona piosenka. Wiem, że będzie dzwonić mi w uszach jeszcze
dużo później. To nic w porównaniu z moim wykonaniem piosenki „ I need a hero.” Kiedy słyszę trzy razy
„TAK”, z powrotem czuję się tak, jakbym ja była na tej scenie. Cieszę się jak
głupia. Teraz wiem, że od początku siedzieliśmy w tym razem.
____
trololo, wyjaśniło się. podoba się ? :) wybaczcie, że tak długo, ale no wakacje :D
Love yaaa xxx
Subskrybuj:
Posty (Atom)